Ponad 30 uniwersytetów, szpitali, fundacji i stowarzyszeń czy towarzystw naukowych podpisze ten dokument o współpracy, byśmy razem mogli skutecznie współpracować na rzecz prewencji i profilaktyki w regionie – mówi w rozmowie z PolitykaZdrowotna.com prorektor KUL, prof. Maciej Banach o ”Memorandum of Understanding”. Podpisanie dokumentu już 29 stycznia podczas Lublin Prevention in Cardiovascular Disease SUMMIT 2026.
PoitykaZdrowotna.com rozmawia z prof. dr. hab. n. med. Maciejem Banachem, kardiologiem, lipidologiem, prorektorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego ds. Collegium Medicum i jednym z organizatorów Lublin Prevention in Cardiovascular Disease SUMMIT 2026.
Wydarzenie, organizowane przez Katolicki Uniwersytet Lubelski, odbędzie się 29 stycznia br., a jego kulminacyjnym momentem będzie podpisanie ”Memorandum of Understanding”.
Lublin Prevention in Cardiovascular Disease SUMMIT 2026 odbywa się pod patronatem portalu PolitykaZdrowotna.com.
PolitykaZdrowotna.com: Panie profesorze, w swoich wystąpieniach wskazuje pan, że region Europy Środkowo-Wschodniej ma najwyższy wskaźnik zgonów z powodu chorób serca w Unii Europejskirj. Z czego to wynika?
Prof. dr. hab. n. med. Maciej Banach: Trudno na to jednoznacznie odpowiedzieć, myślę, że wynika to z lat zaniedbań systemów ochrony zdrowia, które się wywodzą z okresu postkomunistycznego. To przynajmniej jeden z czynników. Inny to dostępność diagnostyki i leczenia, w tym innowacyjnego leczenia czynników ryzyka i choroby serca i naczyń.
ReklamaCo więcej przez ostatnie lata skupiliśmy się na chorobach - zawałach, udarach, chorobach cywilizacyjnych, a nie dostrzegaliśmy znaczenia profilaktyki.
To się oczywiście zmienia, ale na efekty w takich przypadkach trzeba poczekać. Pamiętam, jak już 15 lat temu ja i moje koleżanki oraz koledzy z różnych towarzystw naukowych i medycznych, mówiliśmy aby tę siłę ciężkości przełożyć z rozpoznanej choroby na prewencję. 97 proc. budżetu NFZ-u jest dedykowane chorobom, a zależy nam na skupieniu się na zapobieganiu chorobom sercowo-naczyniowym– aby zrobić wszystko, żeby do choroby po prostu nie doszło, lub możliwie opóźnić jej rozpoznanie.
ReklamaPamiętam, jak w roku 2011 mieliśmy analizy, które wskazywały, że na działania profilaktyczne obejmujące całą populację Polski potrzeba byłoby tylko 3-4 miliardów złotych.
P.Z.: Dlaczego to się wówczas nie udało?
M.B.: Problem pojawił się wówczas, kiedy pojawiło się pytanie, kiedy będą pierwsze efekty takich programów profilaktycznych. A tutaj na pierwsze wyniki trzeba poczekać co najmniej 8-10lat.
Jednak przykład Słowenii, która wprowadziła opiekę koordynowaną w prewencji pierwotnej już w latach 90-tych pokazał, że ma to ogromny sens. Tam już po 10 latach uzyskano 50-procentową redukcję wystąpienia zawału, udaru czy zgonów sercowo-naczyniowej. Zatem prewencja to nie koszty, to zysk dla państwa. Nie tylko zysk zdrowotny, ale także finansowy, bo jest po prostu mniej pacjentów, których trzeba leczyć i rehabilitować.
ReklamaPowtarzam także od lat, że nie musimy „wymyślać koła na nowo”, że możemy i powinniśmy korzystać z istniejących rozwiązań programów profilaktycznych w innych krajach, ale także właściwie promować zwalidowane rozwiązania z polskiego systemu ochrony zdrowia.
P.Z.: Nie robimy w Polsce niczego w zakresie prewencji?
M.B.: Robimy i mamy bardzo dobre rozwiązania, które możemy także zaproponować Europie i innym krajom na świecie. Ostatnio opublikowaliśmy pracę w „American Journal of Preventive Cardiology”, w której pisaliśmy tylko o niewielkim wycinku rozwiązań dla pacjentów z zaburzeniami lipidowymi – o bilansie 6-latka, o programie „Moje Zdrowie” – czyli o możliwości powszechnego badania profilu lipidowego i lipoproteiny(a) już od 20 roku życia, koordynowanej opiece w POZ, o programie KOS-zawał, o Narodowym Programie Chorób Układu Krążenia, o wynikach programu lekowego B101. Wielu moich kolegów – ekspertów z USA było zdziwionych, że takie rozwiązania funkcjonują w Polsce, podkreślając, że Polska jest teraz liderem na świecie w tym obszarze .
ReklamaPo to właśnie spotkamy się w Lublinie – byśmy pokazali czym dysponujemy w prewencji w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, byśmy wymienili się doświadczeniami. Oprócz tego będziemy rozmawiali jak poprawić tę sytuację, jak przekonać rządzących do jeszcze większych działań na rzecz prewencji, podkreślając, że w dobie starzejącego się społeczeństwa, problemów demograficznych, wielochorobowości, to jedyne wyjście z sytuacji, by systemy wytrzymały to organizacyjnie i finansowo.
P.Z.: 3-4 mld zł w stosunku do całego budżetu NFZ nie jest wielką kwotą. Czemu więc nie ma zgody na przeznaczenie takich pieniędzy na prewencję?
M.B.: Wydaje mi się, że to kwestia zrozumienia i przekonania się polityków i osób decyzyjnych do prewencji i działań, które muszą z tego wynikać. Bardzo cieszę się z programu „Moje Zdrowie”, który ma szanse przynieść bardzo wymierne efekty zdrowotne dla naszego społeczeństwa, mamy wypełnionych ponad 2 miliony ankiet i nagle słyszymy ze strony płatnika, że być może powinniśmy coś ograniczyć, bo nagle okazuje się, że za dużo osób przystąpiło do tego programu, w stosunku do pierwotnych przewidywań.
Zatem albo się otwieramy na prewencję i mamy realny - chociaż wciąż fakultatywny - przesiew naszych pacjentów po to, żeby właśnie w już wieku 20, 30, 40 lat się badali i inwestowali w swoje zdrowie, albo boimy o koszty.
ReklamaZresztą nie raz tak było, bo fantastycznie działające programy na przykład profilaktyki raka szyjki macicy czy w kierunku diagnostyki i rozpoznania raka piersi, z indywidualnymi zaproszeniami, z szeroko zakrojoną edukacją w mniejszych miejscowościach zostały zupełnie niepotrzebnie modyfikowane. Obecnie korzysta z nich odpowiednio nie więcej niż 15 i 30 proc. uprawnionych kobiet.
P.Z.: Politycy, urzędnicy nie rozumieją prewencji?
M.B.: Każdy, a przynajmniej duża większość polityków bez względu na to, z której partii pochodzą, myślą w perspektywie jednej kadencji. W związku z tym skupiają się na działaniach, które przynoszą szybkie, najlepiej natychmiastowe wyniki. W wielu programach jednak na wyniki trzeba poczekać – i tak jest właśnie w prewencji.
ReklamaTrzeba odważnego polityka, takiego, który powie: „Wprowadzam koordynowany program w prewencji pierwotnej dla największego zabójcy w Polsce – chorób serca i naczyń". Przecież taki program przełożyłby się na zmniejszenie występowania i powikłań dla wszystkich chorób cywilizacyjnych. Muszę jednak też przyznać, że coś się w tej materii dzieje, tylko trzeba nam te istniejące już narzędzia odpowiednio monitorować, stopniowo poprawiać i połączyć, żeby nie było silosowości – aby programy nie działały oddzielnie, żeby były spójne, komplementarne między sobą i żeby przede wszystkim były zrozumiałe dla pacjenta.
Tego jeszcze nie potrafimy.
Reklama
P.Z.: Mamy przecież takie kraje jak Czechy, Słowenię czy kraje Europy Zachodniej, od których możemy pewne rozwiązania skopiować.
M.B.: To jest istotą. Europejski Program dla Prewencji powstał po to, żeby pokazywać i komunikować o istniejących programach prewencyjnych w krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej, wymieniać się doświadczeniami, po to by stworzyć optymalny program dla prewencji chorób serca i naczyń, bez potrzeby tworzenia czegoś całkowicie od nowa. Nie mamy już na to czasu.. Możemy przecież, na podstawie doświadczeń z innych krajów, adoptować konkretny program, szczególnie taki, który został już zwalidowany, który trzeba tylko będzie dostosować do realiów naszego systemu ochrony zdrowia. Jednocześnie będziemy wiedzieć, co poprawić, gdzie znajdują się słabe punkty takiego programu, by uniknąć błędów od samego początku w Polsce.
ReklamaEuropejski Program dla Prewencji to jednak także pokazanie jak wiele udało nam się w Regionie zrobić. Niestety często nie potrafimy o tym mówić, po prostu się tym chwalić, tak by nasze doświadczenie mogły być odpowiednio wykorzystane np. w ramach ogłoszonego właśnie programu Komisji Europejskiej Safe Hearts Plan. Wszystko to docelowo może się przełożyć, by opieka nad chorobami sercowo-naczyniowymi, a w konsekwencji ryzyko sercowo-naczyniowe było wkrótce już porównywalne do krajów Europy Zachodniej, byśmy zredukowali w ciągu 10 lat co najmniej 20 proc. udarów, których mamy 75 tys. rocznie czy zawałów - 80 tys. rocznie.
P.Z.: To wszystko wymaga jednak kompleksowego podejścia polityków, a dobrze pan wie, że polityka rządzi się swoimi prawami.
M.B.: Dlatego się spotykamy w Lublinie w gronie właśnie ponad 20 ekspertów z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, z przedstawicielami Komisji Europejskiej, Ministerstwa Zdrowia, resortów zdrowia kilku krajów europejskich żeby o tym dyskutować. Byśmy mogli porozmawiać o prewencji zarówno w kontekście rozwiązań systemowych, zdrowotnych, związanych z funkcjonowaniem opieki, ale także w wymiarze naukowym, byśmy szukali innowacyjnych rozwiązań naukowych, np. w ramach wspólnych grantów, analizy ogromnych baz danych i rejestrów, dla wczesnej diagnostyki, nowych biomarkerów, rozwiązań obrazowych wspomaganych algorytmami AI oraz nowoczesnych metodach leczniczych.
P.Z.: A biznes? Sami przedsiębiorcy na własną rękę wprowadzają w firmach działania profilaktyczne, ale też mówią, że miło by było gdyby państwo to dostrzegło i np. doceniło ulgami podatkowymi. Biznes w tym układzie też może mieć znaczenie?
M.B.: Zdecydowanie tak; to też może być cenne rozwiązanie i uzupełnienie rozwiązań systemowych. Jeśli przedsiębiorąca skutecznie zadba o zdrowie swoich pracowników w postaci prewencji i profilaktyki, to jestem zdecydowanie za tym by mógł skorzystać z ulg. Chociaż, abstrahując od ulg, to przecież zadbanie o zdrowie pracowników już jest olbrzymią ulgą, ponieważ jeżeli dany program działa, bo ten pracodawca ma mniejsze obciążenie chorobowe, mniejszą absencję, większą dostępność pracowników i większą wydajność pracy.
Takie działania są więc zawsze korzyścią zarówno dla pracownika jak i pracodawcy.
P.Z.: Co ma zmienić podpisanie podczas spotkania na KUL ”Memorandum of Understanding”?
M.B.: To umowa, która jest niezobowiązującym porozumieniem, jest naszą intencją wspólnych wielowymiarowych działań na rzecz prewencji w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. To uzupełnia więc założenia Europejskiego Programu dla Prewencji i dodaje m.in. wymiar aktywności akademicko-badawczych. Ponad 30 uniwersytetów, szpitali, fundacji i stowarzyszeń czy towarzystw naukowych podpisze ten dokument o współpracy, byśmy razem mogli skutecznie współpracować na rzecz prewencji i profilaktyki w Regionie.
Jest to oczywiście otwarta umowa, to znaczy nawet jeżeli komuś się nie uda dołączyć do nas do 29 stycznia w Lublinie, to zawsze może to zrobić po tym terminie.
Przede wszystkim stawiamy na wymianę doświadczeń, w tym akademicką, wspólną pracę nad optymalnymi programami zdrowotnymi, wspólne inicjatywy naukowe, aktywności promujące i medialne, edukacyjne, tworzenie innowacyjnych rozwiązań w ramach startupów i grantów badawczych. Mamy przecież obecnie mnóstwo możliwości zdobycia środków z Unii Europejskiej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze