- Przyczyną bezpłodności kiedyś była głownie patologia jajowodów u kobiet, a obecnie na pierwsze miejsce wysuwa się czynnik męski – słaba jakość nasienia, na co wpływ ma stres oraz zatrucie środowiska – podkreśla dr Piotr Lewandowski z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii. Jak przekonuje in vitro jest metodą, dzięki której można w takiej sytuacji pomóc naturze.
Okazją do rozmowy o in vitro była konferencja prasowa z okazji premiery książki „In vitro. Rozmowy Intymne” Małgorzaty Rozenek-Majdan.
Jak mówił dr P.Lewandowski, według WHO niepłodność została zakwalifikowana jako choroba społeczna, dotyczy ok. 15-20 proc. par w wiek rozrodczym. - Na terenie Polski 1-1,5 mln ludzi dotkniętych jest problemem bezpłodności – mówił i wyjaśnił, że główną przyczyną jest spadek jakości nasienia wynikający z zatrucia środowiska oraz stresu.
– Kiedyś główną przyczyną była patologia jajowodów, a teraz na pierwsze miejsce wysuwa się czynnik męski – parametry nasienia są coraz słabsze, stad konieczność pomocy w laboratorium. Nawet z pojedynczych plemników w ramach procedury in-vitro można zapoczątkować ciążę - mówił. Dodał, że z kolei kobiety zbyt późno podchodzą do rozrodu, a po 40. roku życia nawet in vitro daje mniejsze szanse na ciążę.
Podkreślał, że jeżeli po roku starań para nie zachodzi w ciążę, to wówczas należy rozpocząć badania m.in. jakości nasienia.
- W Polsce jest ok. 50 tys. dzieci z in vitro. To forma pomocy naturze. Chodzi o kontakt gamet w warunkach pozaustrojowych (…) W sposób medyczny zastępujemy tylko ten pierwszy etap – mówił. Dodał, że koszt procedury to od 8 do 12 tys. zł i przypomniał, że do niedawna była ona refundowana w ramach rządowego programu, dzięki czemu miało szansę skorzystać z tej metody wiele par.
Autorka książki Małgorzata Rozenek-Majdan, mama dwóch synów poczętych metodą in vitro, wskazywała, że bezpłodność to problem, który dotyka coraz większej ilości osób w Polsce.
- Postanowiłam mówić o tym jak jest, bo prawda jest najlepszym sposobem, żeby odczarować to, co się mówi o in vitro. My - mamy, które możemy spełniać się w macierzyństwie właśnie dzięki tej metodzie, powinniśmy mówić o tym głośno. Zależy nam na tym, aby zdjąć stygmat wstydu z procedury medycznej – podkreślała.
Według niej, nierefundowanie przez państwo in vitro to dzielenie na gorszych i lepszych, traktowanie par bezpłodnych jako gorsze, które muszą same sobie sfinansować terapię. W jej ocenie, o in vitro często w Polsce wypowiadają się osoby, politycy już nie wieku rozrodczym, albo takie, które nie potrzebują tej metody lub osoby, które merytorycznie nie znają się.
Z kolei Dorota Gawlikowska z Polskiego Stowarzyszenia Psychologów Niepłodności mówiła, że poziom lęku i depresji u osób leczących się z powodu niepłodności jest podobny do osób chorujących na nowotwory, a kobieta po 2-3 latach leczenia się ma objawy depresji. Jak wyjaśniała, to przede wszystkim konsekwencja permanentnego kryzysu, w którym znajduje się para. Dodała, że pary podczas leczenia niepłodności niezbędnie potrzebują wsparcia psychologicznego od początku swoich starań, niezależenie od wybranych metod leczenia.
- Czynnik finansowy generuje gigantyczne dodatkowe obciążenie psychiczne dla par, gdy np. uświadamiają sobie, że stać ich wyłącznie na jedną procedurę – zaznaczyła.
Z kolei Barbara Szczerba ze Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wsparcia Adopcji „Nasz Bocian” zwracała uwagę, że język mówienia o in vitro jest wykluczający i brutalny. - To słowa skierowane wobec rodziców, ale także wobec dzieci, które też tego słuchają, że mają bruzdę, że poczęły się niegodziwie – mówiła podkreślając, że dotyczy to dzieci, które nic złego nie zrobiły, nie są niczemu winne.
W jej ocenie, obecnie barierą do stosowania in vitro jest brak refundacji tej metody leczenia niepłodności, ale także stygmatyzacja par korzystających z tej metody.
BPO
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!