Reklama

Pielęgniarki oszukane w sprawie podwyżek?

Polityka Zdrowotna
16/08/2017 16:52

Zgodnie z rządową ustawą o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia pracowników medycznych, która weszła w życie w tym tygodniu, zarządzający szpitalami zobowiązani są zagwarantować swoim pracownikom wzrost wynagrodzeń. Docelowe stawki maja być osiągnięte do końca 2021 r. Zgodnie z zapisami w ustawie pierwsze podwyżki mają nastąpić jednak z mocą wsteczną, tj. od 1 lipca 2017 r. Dyrektorzy już teraz biją się z myślami, skąd wziąć środki na stawki zagwarantowane w ustawie. Pomysł? Powszechne włączenie dodatków ministra Zembali do wynagrodzenia zasadniczego pielęgniarek.

Pielęgniarki czują się oszukane i nie godzą się na włączenie dodatków zarządzonych przez ministra Zembalę do nowych stawek wynagrodzeń zagwarantowanych przez Radziwiłła. - To zabranie pieniędzy z jednej kieszeni i przełożenie ich do drugiej - skarżą się pielęgniarki. Jednak prawo przewidziało taką możliwość. Czy w kasach szpitali rzeczywiście jest tak pusto, że zarządzający chwytają się ostatniej deski ratunku w postaci „Zembalowego”?

Szpitalom brakuje pieniędzy na podwyżki?

- Aby był jasny obraz wynagrodzeń pan pielęgniarek rozważam możliwość wprowadzenia dodatków do wynagrodzeń - tłumaczy Krystyna Zaleska, dyrektor Specjalistycznego Szpitala Miejski w Toruniu. Za podobnym rozwiązaniem opowiada się także Regina Tokarz, dyrektor Szpitala Powiatowego w Zakopanem, której problem spełnienia ustawowych wymogów dotyczy jedynie kilku pielęgniarek. - Po włączeniu dodatków spełniamy ustawowe wskaźniki - mówi.

Reklama

Pielęgniarki chcą gwarancji dodatkowych środków

W 2015 r. w atmosferze napięć na linii ministerstwo zdrowia - pielęgniarki, ówczesny minister zdrowia Marian Zembala, w formie aktu prawnego zagwarantował pielęgniarkom i  położnym podwyżki w wysokości 1600 zł brutto. Realizacji wypłat z uwagą przygląda się środowisko. Specjalistki jak do tej pory otrzymały połowę zarządzonej kwoty.

- Mamy ustawę i rozporządzenie, decyzję w jakiej postaci wypłacany jest dodatek podejmuje organizacja zakładowa w szpitalu, do mnie dochodzą w tej sprawie różne sygnały. Obecnie w części szpitali prowadzone są negocjacje, by dwie pierwsze transze „Zembalowego” włączyć do podstawy. Pielęgniarki opowiadają się także za rozwiązaniem, by na realizację ustawy ministra Radziwiłła pracodawca przeznaczył środki ze swojego źródła finansowania, nie z „Zembalowego”. Wiem także, że część pracodawców rozmawia ze związkami i zabezpiecza potrzebne środki. Być może niektórzy zarządzający pójdą po najprostszej linii oporu i włączą dodatki do wynagrodzenia zasadniczego, ale to chyba nie jest dowód na bycie sprawnym menadżerem. Uważam, że jeśli mamy dwa oddzielnie akty prawe - rozporządzenie ministra Zembali i ustawę ministra Radziwiłła to powinny być także dwa inne źródła finansowania. Tym bardziej, że środki z rozporządzenia ministra Zembali są zabezpieczone - uważa Maria Olszak-Winiarska, Przewodniczącą Regionu Lubelskiego OZZPiP.

Reklama

I dodaje - Robiliśmy analizy i w niektórych zakładach podwyżka wynikająca z nowej ustawy to wzrost zaledwie o ok. 5 do 10 proc., czyli od 5 do 70 zł. Z informacji naszych koleżanek pielęgniarek wynika, że dla części szpitali koszt podwyżek wyniósłby 20 tys. zł miesięcznie na grupę zawodową pielęgniarek i położnych. To jak widać nie są duże sumy. Skandalicznym byłoby, że zarządzający mają zabezpieczone pieniądze na dodatki ministra Zembali a sięgają po nie na realizację ustawy ministra Radziwiłła, to niewłaściwe potraktowanie pielęgniarek przez pracodawców. Tak nie powinno się zdarzyć - tłumaczy Maria Olszak-Winiarska.

 

Reklama

Anna Grela

Polecamy także:

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości