W Sejmie odbyło się posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. profilaktyki nowotworowej – RAK STOP - Wyprzedźmy chorobę! Bezpieczeństwo Zdrowotne w Sieci: Influencerzy, Reklama i Dezinformacja, poświęcone problemowi dezinformacji medycznej w internecie i mediach społecznościowych. Eksperci, lekarze i przedstawiciele instytucji publicznych dyskutowali o tym, jak odróżnić edukację zdrowotną od reklamy i pseudonauki w sieci. Podczas debaty lekarze przyznali, że pacjenci coraz częściej podejmują decyzje terapeutyczne pod wpływem treści z internetu, co już widać w praktyce klinicznej.
Spotkanie odbyło się w ramach Parlamentarnego Zespołu ds. profilaktyki nowotworowej – RAK STOP pod hasłem „Wyprzedźmy chorobę! Bezpieczeństwo zdrowotne w sieci: influencerzy, reklama i dezinformacja”. Debatę prowadziła dziennikarka Iwona Schymalla, która zwróciła uwagę na skalę problemu fałszywych treści o zdrowiu w internecie.
Jak podkreśliła:
Mamy do czynienia z ogromnym zjawiskiem takiej dezinformacji medycznej.
Dziennikarka zaznaczyła również, że w mediach społecznościowych mechanizmy zasięgów często promują treści sensacyjne zamiast rzetelnej wiedzy.
Fałszywe treści lepiej się klikają, a duże platformy patrzą tylko, żeby był jak największy zasięg.
Podczas spotkania uczestnicy dyskutowali także o tym, czy potrzebne są nowe regulacje prawne dotyczące komunikacji zdrowotnej w internecie.
Jednym z głównych tematów debaty były konsekwencje zdrowotne dezinformacji medycznej. O swoich doświadczeniach z praktyki klinicznej mówił prof. Michał Zembala z Wojskowego Instytutu Medycznego.
Profesor przyznał, że wpływ internetu na decyzje pacjentów jest coraz bardziej widoczny, szczególnie w przypadku leczenia chorób serca.
Dotyczy głównie farmakoterapii. Farmakoterapii i to głównie farmakoterapii dotyczącej hipercholesterolemii, statyny są tutaj takim najbardziej jaskrawym przykładem.
Jak dodał, leki obniżające poziom cholesterolu budzą w Polsce duże emocje.
Statyny są chyba najbardziej znienawidzonymi lekami przez ogół polskiej populacji. Dlaczego? Nie wiadomo.
Profesor zwrócił również uwagę na rosnącą popularność internetowych twórców wypowiadających się poza swoją specjalizacją.
Jest osoba, która ma potężne zasięgi w sieci, która jest bardzo powszechnie oglądana, która mówi bardzo dobrze, która bardzo dobrze realizuje programy, bo to się ogląda, to się klika, ale jednocześnie wiedza, którą ta osoba ma, jest spoza pola ekspertyzy.
Reklama
Ekspert podał też przykład sytuacji, gdy specjaliści wypowiadają się poza swoją dziedziną.
Jeżeli stomatolog mówi o sposobie prowadzenia ciąży, to to jest troszeczkę niedopasowane.
Podczas debaty głos zabrała również dr Kamila Padlewska, dermatolog. Zwróciła uwagę, że szczególnie dużo nieprawdziwych informacji pojawia się w internecie w temacie pielęgnacji skóry i chorób dermatologicznych, w tym nowotworów skóry.
Dermatologia, temat skóry, w ogóle estetyki skóry jest bardzo teraz modny i szereg osób się wypowiada na temat pielęgnacji, chorób skóry i niestety też w sprawie raków skóry.
Reklama
Lekarka podkreśliła, że część treści publikowanych w sieci może wprowadzać pacjentów w błąd.
To jest przerażające, bo osoby spoza środowiska lekarskiego dają w sieci rady typu - nie wycinamy znamion, bo wtedy rozwijają się czerniaki.
Według specjalistki, w kwestiach zdrowia powinni wypowiadać się przede wszystkim lekarze posiadający odpowiednie kompetencje.
Zdecydowanie, na ten temat, powinny się wypowiadać tylko osoby, które są lekarzami dermatologami.
Podczas debaty pojawił się także postulat, aby osoby publikujące treści medyczne w sieci jasno wskazywały swoje kompetencje zawodowe.
Ja jestem zwolennikiem tego, że wyłącznie osoby posiadające uprawnienia medyczne, czyli lekarze, farmaceuci, pielęgniarki mogą w ogóle zabierać głos w sieci i ten głos powinien być sygnowany uprawnieniami.
Podczas dyskusji pojawiło się pytanie o to, czy Naczelna Izba Lekarska ma możliwości reagowania na dezinformację w internecie. Odpowiedziała na nie Iwona Kania z Naczelnej Izby Lekarskiej.
Jak podkreśliła, samorząd lekarski może reagować wobec lekarzy, ale nie wobec osób bez wykształcenia medycznego.
W pewnym sensie Naczelna Izba Lekarska dysponuje narzędziami, aby karać czy przyglądać się sprawom lekarzy.
Jednocześnie zaznaczyła, że problem jest szerszy, ponieważ wiele treści medycznych tworzą osoby spoza środowiska medycznego.
Część tego materiału, tego contentu, to jest content nie tworzony przez lekarzy. I tutaj już wkraczają organy państwa, albo nie wkraczają.
Ekspertka dodała także, że samorząd lekarski nie ma kompetencji do sankcji karnych.
Naczelna Izba Lekarska nie ma uprawnień, aby wsadzać do więzienia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze