Polskie szpitale są na granicy wydolności, a pacjenci coraz częściej płacą za kryzys nie pieniędzmi, lecz czasem, zdrowiem i utraconymi szansami na leczenie. Rosnące zadłużenie, zatory płatnicze, niedoszacowane świadczenia i blokady w dostępie do nowoczesnych terapii lekowych sprawiają, że problem finansów ochrony zdrowia staje się dramatem tysięcy chorych. Raport „Zdrowie ponad długi – o finansach szpitali i dostępie do leków” nie tylko obnaża skalę zagrożenia, ale przedstawia też konkretne rozwiązania, które mogą uratować płynność szpitali i skrócić drogę pacjenta do leczenia.
Premiera raportu „Zdrowie ponad długi – o finansach szpitali i dostępie do leków” była próbą nazwania problemów, o których środowisko medyczne mówi od lat, ale które dziś osiągnęły skalę alarmową. Autorzy dokumentu podkreślali, że nie chodzi wyłącznie o długi jako wskaźnik ekonomiczny. Zadłużenie szpitali oznacza bowiem ograniczanie przyjęć, odkładanie terapii, zamykanie oddziałów i rosnące ryzyko przerwania leczenia.
Michał Czarnuch, adwokat, partner w departamencie korporacyjnym kancelarii Rymarz Zdort Maruta, specjalista prawa farmaceutycznego i ochrony zdrowia, już na początku spotkania wskazał, że raport nie jest planem wielkiej reformy, lecz próbą ratowania systemu tu i teraz. Podkreślił:
Celem naszego raportu i zawartych w nim informacji jest przedstawienie zestawu rekomendacji, które nie zmierzają ani do naprawy całego systemu, ani do zwiększenia finansowania. Można więc zapytać: po co przygotowywać taki raport? Odpowiedź jest prosta – chodzi o to, by spróbować utrzymać płynność w systemie.
To bardzo ważne rozróżnienie. Eksperci nie obiecywali natychmiastowego uzdrowienia ochrony zdrowia. Pokazywali natomiast, jak zapobiec sytuacji, w której pacjent zostaje bez pomocy, zanim państwo wdroży większe reformy.
Jednym z głównych tematów konferencji była strukturalna luka między kosztami leczenia a pieniędzmi, które placówki otrzymują z NFZ. Problem polega na tym, że wiele procedur medycznych jest wycenionych poniżej realnych kosztów ich wykonania. W praktyce oznacza to, że szpital, im więcej leczy, tym bardziej może się zadłużać.
Dr Paweł Kaźmierczak, prawnik z kancelarii Rymarz Zdort Maruta, wyjaśniał:
Duża część świadczeń jest niedoszacowana. Oznacza to, że szpital, udzielając tych świadczeń, otrzymuje z NFZ środki niewystarczające na pokrycie rzeczywistych kosztów leczenia.
Reklama
Ekspert dodał, że analizy przygotowane dla dużych szpitali powiatowych i wojewódzkich wskazywały, iż koszty realizacji umów zawartych z NFZ mogą sięgać nawet kilku milionów złotych rocznie ponad otrzymywane finansowanie.
To mechanizm, w którym szpitale ponoszą rosnące koszty wynagrodzeń, energii, leków i sprzętu, podczas gdy finansowanie z NFZ nie zawsze pokrywa rzeczywiste wydatki. W efekcie problemy finansowe placówek mogą się pogłębiać. To klasyczny mechanizm spirali zadłużenia.
Drugim elementem kryzysu są stale rosnące koszty działalności. W ostatnich latach szpitale mierzyły się z inflacją, wzrostem cen energii, podwyżkami płac wynikającymi z ustaw oraz dodatkowymi obowiązkami regulacyjnymi.
Paweł Kaźmierczak zwracał uwagę, że państwo nakłada na placówki kolejne zadania, ale nie przekazuje środków pozwalających je sfinansować:
Chcielibyśmy, żeby jakość świadczeń była jak najwyższa. Chcielibyśmy, żeby lekarze, personel medyczny i pracownicy medyczni więcej zarabiali. Tylko za tymi obowiązkami nie idą pieniądze.
Reklama
To oznacza, że nawet dobrze zarządzany szpital może tracić płynność finansową. Nie dlatego, że działa źle, lecz dlatego, że system nie rekompensuje kosztów decyzji podejmowanych centralnie.
Szczególnie mocno wybrzmiał temat programów lekowych, czyli mechanizmu finansowania nowoczesnych terapii, zwykle stosowanych w chorobach przewlekłych, onkologicznych, rzadkich czy autoimmunologicznych. Formalnie leczenie jest refundowane, ale dostęp do niego bywa ograniczony.
Michał Czarnuch opisywał dramatyczny paradoks:
Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której rozwiązanie zostaje już znalezione, a pacjenci przez pół roku nie są przyjmowani do programów lekowych i nie mogą rozpocząć leczenia, bo system ma zostać naprawiony. Chodzi o to, by pacjent mógł doczekać tej naprawy.
Według ekspertów problem wynika z niepewności finansowej. Dyrektorzy szpitali nie wiedzą, kiedy i czy otrzymają zwrot pieniędzy za leczenie pacjenta. W efekcie ostrożnie podchodzą do kwalifikowania nowych chorych.
Czarnuch mówił wprost:
Stawiamy się w sytuacji dyrektora szpitala, który mówi: ‘No ja nie wiem, czy ja mogę wydać pieniądze, przyjąć pacjenta, bo ja nie wiem, czy się w ogóle pojawią pieniądze’. I to nawet nie zawsze jest ryzyko tego, czy oddadzą mi za rok, tylko czy w ogóle oddadzą.
Reklama
Z punktu widzenia nauk o zdrowiu publicznym to przykład bariery systemowej. Terapia istnieje, lekarze są gotowi ją wdrożyć, pacjent spełnia kryteria, ale przeszkodą staje się konstrukcja finansowania.
Autorzy raportu wskazali również na geograficzne nierówności w dostępie do leczenia. W jednych województwach środki na programy lekowe są jeszcze dostępne, w innych zostały wykorzystane. Oznacza to, że miejsce zamieszkania może decydować o czasie rozpoczęcia terapii.
Michał Czarnuch tłumaczył:
Mamy sytuację, w którą w niektórych województwach są pieniądze, w niektórych nie ma. Jak ja mam pecha, jestem w województwie, w którym został już wykorzystany program, mam uprawnienie, przeszedłem kwalifikację, powinienem dostać, nie mogę.
Reklama
To zjawisko stoi w sprzeczności z zasadą równego dostępu do świadczeń finansowanych ze środków publicznych. W praktyce pacjent może mieć takie samo rozpoznanie i takie same wskazania medyczne, ale zupełnie inne szanse na leczenie.
Eksperci przedstawili pakiet działań możliwych do wdrożenia szybko, bez gruntownej przebudowy systemu i bez natychmiastowego zwiększania budżetu NFZ.
Najważniejszym postulatem jest pełniejsze rozliczanie programów lekowych jako świadczeń nielimitowanych, tak aby szpital miał pewność zapłaty za terapię. Kolejna propozycja dotyczy finansowania nie tylko podanych leków, ale także kosztów ich zakupu, diagnostyki kwalifikacyjnej, monitorowania pacjenta i świadczeń towarzyszących.
Eksperci postulowali także jasne terminy płatności oraz możliwość poprawiania błędów sprawozdawczych bez utraty refundacji.
Michał Czarnuch podsumował sens tych zmian:
Wszystkie nasze propozycje powinny zmierzać do tego, żeby one były proste i mniej umożliwiały kombinowanie.
W języku ekonomii zdrowia chodzi o ograniczenie kosztów transakcyjnych i administracyjnych. Im bardziej skomplikowany system rozliczeń, tym większe ryzyko opóźnień, sporów i blokowania terapii.
Jednym z najciekawszych pomysłów był postulat utworzenia specjalnego funduszu bezpieczeństwa finansowego szpitali, zarządzanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Taki fundusz mógłby szybko reagować na lokalne kryzysy płynności, udzielać gwarancji, pożyczek lub przejmować część zobowiązań.
Czarnuch tłumaczył:
Potrzebowalibyśmy funduszu, który jest prowadzony przez BGK, który jest w stanie reagować dużo szybciej niż korekta budżetu NFZ, dużo szybciej niż dyskusje z Ministerstwem Finansów.
To rozwiązanie przypomina instrumenty stosowane w sektorach strategicznych. W ochronie zdrowia miałoby zabezpieczać ciągłość świadczeń, zanim kryzys finansowy przełoży się na kryzys medyczny.
Choć raport koncentrował się na działaniach ratunkowych, podczas konferencji mocno wybrzmiała także potrzeba głębszej reformy. Jarosław J. Fedorowski, prof. nadzw. MD, PhD, MBA, FACP, FESC, prezes Polskiej Federacji Szpitali, gubernator (PL) i członek Prezydium Europejskiej Federacji Szpitali HOPE, specjalista chorób wewnętrznych i kardiolog, wskazał, że przyszłość należy do opieki koordynowanej.
Podkreślił:
Kluczową sprawą jest koordynacja. My mamy sukcesy, kolosalne sukcesy w chorobach, gdzie prowadziliśmy programy opieki koordynowanej.
Wyjaśniał, że obecny system dzieli pacjenta między POZ, AOS i szpital, zamiast prowadzić go jednym, spójnym szlakiem diagnostyki i terapii. W modelu koordynowanym większy nacisk kładzie się na efekt zdrowotny, a nie wyłącznie na rozliczenie pojedynczej procedury.
Fedorowski mówił:
Nie mówimy, że wycena jest zła, tylko mówimy, że zły jest mechanizm wyceny, bo wyceniamy świadczenie, a nie staramy się wycenić efektów tego świadczenia.
To ważna zmiana filozofii. Zamiast płacić za liczbę procedur, system wynagradzałby realną poprawę zdrowia pacjenta.
W debacie uczestniczyli także przedstawiciele organizacji pacjenckich, którzy wskazywali, że wiele kolejek do programów lekowych pozostaje niewidocznych w oficjalnych statystykach. Pacjent nie zawsze może nawet formalnie zapisać się do kolejki, mimo że faktycznie czeka miesiącami.
Podkreślano, że dostęp zależy od przypadkowych czynników: miejsca zamieszkania, determinacji lekarza, gotowości do podróży czy szybkości kontraktowania programu przez oddział NFZ.
To szczególnie groźne w chorobach postępujących. W medycynie czas bywa równie ważny jak sam lek. Opóźnienie terapii może oznaczać nieodwracalną utratę zdrowia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze