Blisko 2 tysiące osób z problemami nowotworowymi zgłosiło się do rządowego programu leczenia niepłodności metodą in vitro. Większość z nich została pozytywnie zakwalifikowana. Teraz specjaliści nalegają, żeby tym działaniem objąć małoletnich i dzieci. Dałoby to im szansę na posiadanie własnego potomstwa.
System polega na tym, że w ramach państwowego programu leczenia niepłodności metodą in vitro szanse na dzieci otrzymali także pacjenci onkologiczni. W poprzedniej edycji tego działania (do czerwca 2016 r.) takiego rozwiązania nie było. W nowej odsłonie (od czerwca 2024 do 2028 r.) jest obecne.
– Leczenie onkologiczne może negatywnie wpłynąć na Waszą płodność. Jednak jesteście w stanie zadbać o to, abyście mogli zostać rodzicami w przyszłości. Program daje taką możliwość zarówno kobietom, jak i mężczyznom – tłumaczyło Ministerstwo Zdrowia, zapowiadając start programu.
Reklama
Resort dodawał, że w takim przypadku niepłodność może być spowodowana nie tylko chorobą, która może zniszczyć narządy płciowe, ale też zastosowanym leczeniem.
– Niektóre procedury terapeutyczne – szczególnie chemioterapia i radioterapia – zaburzają działanie układu rozrodczego i hormonalnego oraz powodują znaczne lub całkowite upośledzenie płodności – wyjaśniał resort.
Dlatego pary biorące udział w programie in vitro mają możliwość pobrania i kriokonserwacji komórek rozrodczych pacjentów, którzy są przed lub w trakcie leczenia onkologicznego.
Właśnie onkopłodności w kontekście programu in vitro było poświęcone posiedzenie sejmowej Podkomisji Stałej do spraw Onkologii. Z danych, jakie przedstawiła Magdalena Kramska, dyrektorka Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, wynika, że zgłosiło się już blisko 2 tysiące osób, które mają problemy onkologiczne.
- W 2024 roku: 590 osób zgłosiło się do zabezpieczenia płodności, 518 osobom zamrożono gamety. W 2025 roku: ponad 1000 osób, 875 osób, którym zamrożono materiał. W 2026 roku, stan na 28 lutego, 321 osób się zgłosiło, u 297 osób został zabezpieczony materiał na przyszłość - wyliczała.
Reklama
Dyrektorka zaznaczyła:
– Wydaje się w naszej ocenie, że ten program odpowiada na podstawowe potrzeby, które identyfikujemy w obszarze zabezpieczenia możliwości rozrodu na przyszłość. Natomiast też jesteśmy świadomi – to narzędzia, które podlegają weryfikacji, ewaluacji i pewnym rozwiązaniom na przyszłość. Jesteśmy otwarci na sugestie, dalszą dyskusję na temat tego, czy ten kształt, który obecnie jest, jest wystarczający, czy należy rozważyć jakieś modyfikacje w zależności – oczywiście – od dostępności środków i możliwości prawnych.
Reklama
Joanna Kufel, onkolog kliniczny, zwraca uwagę, że są zalecenia dotyczące zabezpieczenia płodności już u dzieci. Chodzi o to, żeby dziewczynki z nowotworem mogły w przyszłości być mamami, a chłopcy ojcami. Można to zrobić jednak u młodych osób, u których można pobrać komórki, czyli komórkę jajową i nasienie.
– Jednak dzieci, które są jeszcze niedojrzałe płciowo, nie mają możliwości skorzystania z zabezpieczenia płodności, bo nie mamy możliwości – ani dla pacjentów dorosłych, ani pediatrycznych – pobrania fragmentu jajnika, nad czym pracuje Ministerstwo Zdrowia i jesteśmy w ciągłym kontakcie w tej kwestii – mówiła.
Reklama
– Myślę, że jesteśmy dość dobrze przygotowani, żeby zabezpieczyć płodność u dzieci – dodała.
O tym mówił jeszcze w lutym dr n. med. Damian Warzecha, ordynator Oddziału Ginekologii i Położnictwa Szpitala Południowego w Warszawie:
– Po to, żeby dziewczyny, w przyszłości kobiety, były zabezpieczone pod kątem procedury in vitro. Zabezpieczenie tkanki genetycznej jest szansą na zostanie mamą w przyszłości – tłumaczył.
Kolejny temat dotyczy osób leczonych w okresie pediatrycznym. Zostały wyleczone i mogą zabezpieczyć płodność – i powinny to zrobić, bo wiadomo, że płodność u nich wcześniej wygaśnie.
- Chemioterapia nie była tak inwazyjna, żeby je całkowicie ubezpłodnić. Ale wiemy, że ta płodność straci wcześniej, w 25., 35. roku życia” – mówiła Joanna Kufel.
Dodała, że trwają już prace nad tym, aby osoby młodociane można było włączyć do programu in vitro.
– To jest nasz apel w imieniu koleżanek z Towarzystwa Onkohematologii Dziecięcej, bo ta inicjatywa powstała niedawno – dodała i poinformowała, że do Ministra Zdrowia zostało wysłane pismo w tej sprawie.
Aleksandra Rudnicka, rzecznik Stowarzyszenia Onkologicznego SANITAS, zwracała uwagę na jeszcze jeden aspekt. Obawia się, że program przewidziany do 2028 roku zostanie zamknięty.
– Mieliśmy już doświadczenie, że pewne programy znikają, jak się zmienia sytuacja polityczna. Czy to, o czym mówimy, nie powinno być wpisane w ścieżkę pacjenta onkologicznego? Zwłaszcza jeśli chodzi o edukację. Na przykład mamy teraz prehabilitację – i w jej ramach pacjent jest przygotowywany do leczenia, otrzymuje wiadomości, jak będzie leczony. Na tym etapie otrzymuje informację, że zaczyna chemioterapię, polega to na tym i na tym – proponowała.
Magdalena Kramska jednak przekonywała, że nie ma żadnych planów, aby świadczenie wyeliminować, zwłaszcza w kontekście zabezpieczenia płodności w odniesieniu do leczenia onkologicznego. Dodała jednak:
– Myślę, że słusznym kierunkiem jest, żeby takie rozwiązania były jak najgłębiej zaszyte w systemie w taki sposób, żeby były rzeczą oczywistą i niezależną od tego, kto aktualnie kieruje pracami Ministerstwa Zdrowia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze