Jego powstanie było planowane od lat. Kiedy w końcu zapadały kluczowe decyzje, też nie było łatwo, ale teraz Warszawski Szpital Południowy świętuje 5. urodziny. I nie tylko tym może się pochwalić. Placówka udowadnia, że możliwe jest w Polsce profesjonalne i bezpieczne leczenie niepłodności metodą in vitro w publicznej ochronie zdrowia.
Jak mówiła Anna Łukasik, prezes zarządu Warszawskiego Szpitala Południowego, wśród wielu zaproszonych gości wyjątkowe są pary, które doczekały się dzieci lub się ich spodziewają, dzięki pomocy Warszawskiego Centrum Leczenia Niepłodności. Bo nie można mówić o szpitalu bez wspominania o WCLN i metodzie in vitro.
W wózku bliźniaki, a przy nim szczęśliwi rodzice. To tylko jeden z obrazków podczas uroczystości świętowania 5. urodzin szpitala przy ul. Pileckiego w Warszawie. Samorządowa jednostka, która podlega prezydentowi miasta, obchodzi rocznicę, ale to wydarzenie z naciskiem na in vitro i leczenie niepłodności.
Zgodnie z oficjalnymi danymi, w Polsce niepłodność dotyka jedną na sześć par. Eksperci oceniają, że z tym problemem zmaga się 1–1,5 mln Polek.
- To nigdy nie jest problem jednej strony, to zawsze problem par – uczulał podczas rocznicowej uroczystości dr n. med. Damian Warzecha, ordynator Oddziału Ginekologii i Położnictwa.
Tłumaczył też, że dzięki temu, że szpital jest placówką wieloprofilową, rola WCLN nie ogranicza się jedynie (albo aż) do realizacji państwowego programu in vitro. Placówce przyświeca hasło „od poczęcia do narodzin”.
- Program od poczęcia do narodzin to skuteczna ścieżka pacjenta – dodał ordynator.
Ta kompleksowa opieka przejawia się m.in. w tym, że pary już po procedurze in vitro nie zostają same. Nadal znajdują się pod opieką bardzo różnych specjalistów jak np. psychologów.
5 marca 2021 roku na świat przyszła Nela. Pierwsze dziecko w Warszawskim Szpitalu Południowym poczęte dzięki metodzie in vitro.
Obecnie placówka bierze udział w realizacji państwowego programu, który rozpoczął się 1 czerwca 2024 roku. Przypomnijmy, że jego pierwsza wersja działała w latach 2013–2016, ale program został zlikwidowany. Obecne rozwiązanie różni się od poprzedniego np. włączeniem do niego pacjentów onkologicznych, którzy chcą mieć dzieci i liczą na pomoc specjalistów od in vitro.
- To na pewno najskuteczniejsza i najbezpieczniejsza metoda leczenia niepłodności. Nie wpływa na rozwój dziecka ani stan pacjentki – nie ma co do tego dorabiać ideologii – przekonywał dr Damian Warzecha.
„Pierwsze państwowe in vitro” zaczęło działać w Polsce, gdy ministrą zdrowia była Ewa Kopacz, późniejsza premier, a obecnie europosłanka KO. Jak wspominała, było to działanie potrzebne, ale trudne do wdrożenia. Głównie przez ideologię, sprzeciw części społeczeństwa i opór prawicowych polityków.
- Do mojej mamy, staruszeczki, przychodziły koleżanki po kościele i jej mówiły: ty jej powiedz, jeżeli ona chce być w tej polityce, to niech ona się tym in vitro nie zajmuje. Łatwo nie było. Dominowała ideologia i do tej pory chyba jest ponad nauką i zdrowym rozsądkiem. Wtedy jednak po raz pierwszy państwo, w 2013 roku, kiedy wprowadziliśmy pilotażowy program zakończony wielkim sukcesem – na koniec roku 2019 z programu urodziło się 22 tys. dzieci – wtedy państwo wzięło odpowiedzialność za leczenie niepłodności. Uczyniło ten program realnym i dostępnym dla każdego – wspominała Ewa Kopacz.
Reklama
Potem, już w 2024 roku, z programem wróciła w ministerstwie Izabela Leszczyna.
- Mieliśmy obowiązek iść dalej. Obecny program leczy niepłodność metodą in vitro – jest trochę inny, bo musi taki być – mówiła Leszczyna, wskazując na onkopłodność.
W Warszawskim Szpitalu Południowym z programu skorzystało już 750 par. Jak mówił dr Damian Warzecha, działania placówki mają się wkrótce poszerzyć. Szpital pracuje nad zabezpieczeniem pod kątem in vitro młodych dziewcząt, które nie zaczęły jeszcze miesiączkować, leczonych onkologicznie.
- Po to, żeby dziewczyny, w przyszłości kobiety, były zabezpieczone pod kątem procedury in vitro. Zabezpieczenie tkanki genetycznej jest szansą na zostanie mamą w przyszłości – dodał ordynator.
Kolejny projekt to pozyskiwanie plemników z biopsji.
To kierunki, które chcemy rozwijać – powiedział dr Warzecha.
Stąd właśnie apele, żeby w in vitro i leczenie niepłodności nie mieszać ideologii i polityki. Stąd właśnie życzenia, żeby ten program nie skończył się jak jego pierwsza wersja.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze