Dwieście sesji zdjęciowych w cztery lata. Efekty? Tysiące fotografii ukazujących ciała kobiet, które usłyszały w swoim życiu te najgorsze słowa: "ma pani raka". Jak jest dzisiaj? Bosko - odpowiada bez wahania Anna Szołucha-Pogorzelska. Onkofotografia stała się dla niej czymś więcej niż zawodowym wyzwaniem.
Anna Szołucha-Pogorzelska jest członkinią zarządu Fundacji Kochasz Dopilnuj, pracuje jako fotografka, a onkosesje zdjęciowe stały się jej zawodowym znakiem rozpoznawczym. Oswajamy ciało po raku piersi, odkrywamy kobiecość na nowo, a piękno w wersji postonkologicznej istnieje i jest artystycznym wyzwaniem – opowiada.
Anna Szołucha-Pogorzelska: Zdecydowanie! Mówimy o życiowych priorytetach. Bohaterki onkosesji zdjęciowych, które realizuję wraz z Gosią Lakowską, to kobiety, które przewartościowały swoje życie, a wcześniej dostały naprawdę solidnego kopniaka: diagnoza, chemioterapia, operacja, radioterapia, leczenie hormonalne, sterydy, przybieranie na wadze. Zaczynają siebie akceptować w wersji postonkologicznej, cieszą się każdą chwilą, która jest im dana, nie rozdrabniają się.
Tak, bo dla nich każdy poranek jest darem. Cieszą się życiem i faktem, że przetrwały chorobę. Co ważne, nigdy nie zdarzyło się, żeby bohaterka żałowała udziału w projekcie. Pokazanie kobiecości po chorobie jest trudne, ale jak najbardziej możliwe. Naszym zadaniem jest stworzenie odpowiedniej atmosfery, a makijaż, światło, ubrania zrobią swoje. Czasem zastanawiam się, czy sama bym się odważyła pokazać po tak drastycznym leczeniu. Szczerze? Nie mam pojęcia.
To ważna chwila, czas wielkiej odbudowy, moment, w którym mocno wierzymy, że najgorsze już za nami. Oczywiście ciało nie jest i nie będzie idealne, ale my żadnych ideałów nie szukamy. Szukamy prawdy o chorobie, uniwersalnych wartości i przesłania. Rak piersi dla kobiety jest destrukcyjny na wielu płaszczyznach. Jeśli nasze zdjęcia pomagają się z tym uporać to znaczy, że ta praca ma sens.
Tysiące! Onkofotografią w takiej wersji zajmuję się od czterech lat, każda sesja to zwykle sto pięćdziesiąt zdjęć, a finalnie wybieramy dziesięć najlepszych. Kobiety często po raz pierwszy w życiu stają przed obiektywem, potrzebują czasu, aby odnaleźć się w nowej sytuacji. Sesja trwa kilka godzin, a ostatnie zdjęcia najczęściej są najlepsze. Na pewno paniom po rekonstrukcji piersi jest łatwiej, czują się pewniej. Miałyśmy też bohaterki, które zdecydowały się pokazać bliznę po mastektomii. To są bardzo osobiste i indywidualne decyzje.
Najlepszą, jaką dostałam. Kiedyś, składając bliskim mi osobom życzenia mówiłam, że życzę im szczęścia. Teraz nauczyłam się, że najważniejsze jest zdrowie. Badania profilaktyczne to nasza broń w walce z rakiem, ale musimy zacząć wreszcie regularnie jej używać. Jeśli nasze projekty sprawią, że choć jedna kobieta pójdzie na USG piersi, wykona mammografię, odwiedzi ginekologa to jest lepsze od wszystkich pieniędzy i nagród na świecie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze