Reklama

Onkosesje zdjęciowe - odkrywanie kobiecości po raku piersi i akceptacja wersji postonkologicznej. Rozmowa z Anną Szołuchą-Pogorzelską, fotografką i członkinią zarządu Fundacji Kochasz Dopilnuj

Polityka Zdrowotna
12/09/2023 15:15

Dwieście sesji zdjęciowych w cztery lata. Efekty? Tysiące fotografii ukazujących ciała kobiet, które usłyszały w swoim życiu te najgorsze słowa: "ma pani raka". Jak jest dzisiaj? Bosko - odpowiada bez wahania Anna Szołucha-Pogorzelska. Onkofotografia stała się dla niej czymś więcej niż zawodowym wyzwaniem.

Anna Szołucha-Pogorzelska jest członkinią zarządu Fundacji Kochasz Dopilnuj, pracuje jako fotografka, a onkosesje zdjęciowe stały się jej zawodowym znakiem rozpoznawczym. Oswajamy ciało po raku piersi, odkrywamy kobiecość na nowo, a piękno w wersji postonkologicznej istnieje i jest artystycznym wyzwaniem – opowiada.

 

 

Anna Ginał: Często jesteś pierwszą osobą, która widzi, jak mocno choroba potrafi zmienić kobietę i nie mówimy tu wyłącznie o wyglądzie.

Anna Szołucha-Pogorzelska: Zdecydowanie! Mówimy o życiowych priorytetach. Bohaterki onkosesji zdjęciowych, które realizuję wraz z Gosią Lakowską, to kobiety, które przewartościowały swoje życie, a wcześniej dostały naprawdę solidnego kopniaka: diagnoza, chemioterapia, operacja, radioterapia, leczenie hormonalne, sterydy, przybieranie na wadze. Zaczynają siebie akceptować w wersji postonkologicznej, cieszą się każdą chwilą, która jest im dana, nie rozdrabniają się.

Reklama

 

Mimo traumy związanej z rakiem piersi na sesję przychodzą onieśmielone, ale szczęśliwe.

Tak, bo dla nich każdy poranek jest darem. Cieszą się życiem i faktem, że przetrwały chorobę. Co ważne, nigdy nie zdarzyło się, żeby bohaterka żałowała udziału w projekcie. Pokazanie kobiecości po chorobie jest trudne, ale jak najbardziej możliwe. Naszym zadaniem jest stworzenie odpowiedniej atmosfery, a makijaż, światło, ubrania zrobią swoje. Czasem zastanawiam się, czy sama bym się odważyła pokazać po tak drastycznym leczeniu. Szczerze? Nie mam pojęcia.

 

Bywa, że onkosesja to symboliczne zakończenie leczenia.

To ważna chwila, czas wielkiej odbudowy, moment, w którym mocno wierzymy, że najgorsze już za nami. Oczywiście ciało nie jest i nie będzie idealne, ale my żadnych ideałów nie szukamy. Szukamy prawdy o chorobie, uniwersalnych wartości i przesłania. Rak piersi dla kobiety jest destrukcyjny na wielu płaszczyznach. Jeśli nasze zdjęcia pomagają się z tym uporać to znaczy, że ta praca ma sens.

Reklama

 

Ile onkozdjęć już powstało?

Tysiące! Onkofotografią w takiej wersji zajmuję się od czterech lat, każda sesja to zwykle sto pięćdziesiąt zdjęć, a finalnie wybieramy dziesięć najlepszych. Kobiety często po raz pierwszy w życiu stają przed obiektywem, potrzebują czasu, aby odnaleźć się w nowej sytuacji. Sesja trwa kilka godzin, a ostatnie zdjęcia najczęściej są najlepsze. Na pewno paniom po rekonstrukcji piersi jest łatwiej, czują się pewniej. Miałyśmy też bohaterki, które zdecydowały się pokazać bliznę po mastektomii. To są bardzo osobiste i indywidualne decyzje.

Reklama

 

Każda onkosesja staje się dla Ciebie lekcją życia?

Najlepszą, jaką dostałam. Kiedyś, składając bliskim mi osobom życzenia mówiłam, że życzę im szczęścia. Teraz nauczyłam się, że najważniejsze jest zdrowie. Badania profilaktyczne to nasza broń w walce z rakiem, ale musimy zacząć wreszcie regularnie jej używać. Jeśli nasze projekty sprawią, że choć jedna kobieta pójdzie na USG piersi, wykona mammografię, odwiedzi ginekologa to jest lepsze od wszystkich pieniędzy i nagród na świecie.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości