Stowarzyszenie Pielęgniarki Cyfrowe działa dopiero od kilku miesięcy. I wbrew temu, z czym może się w pierwszej chwili kojarzyć nazwa, jego celem nie jest propagowanie cyfryzacji zdrowia. O okolicznościach powstania stowarzyszenia, akcji „jeden etat” i zastrzeżeniach do ministerialnej strategii na rzecz rozwoju pielęgniarstwa w Polsce rozmawiamy z Piotrem Romanowskim, sekretarzem i członkiem zarządu Stowarzyszenia Pielęgniarki Cyfrowe.
O nowej organizacji można było usłyszeć przy okazji zapowiedzianej na 4 grudnia akcji #jedenetat. Pielęgniarki i położne tego dnia miałyby udać się jedynie do swojego podstawowego miejsca pracy. Czy rzeczywiście jest szansa na to, że protest odbędzie się w zauważalnej z poziomu krajowego skali? To będzie zależeć od skali poparcia. Pomysłu protestu nie komentuje Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. W przekazanym nam komentarzu prezes Zofia Małas podkreśliła rolę zintegrowanych działań na rzecz naprawy systemu, ciągłej pracy przywracającej prestiż i szacunek oraz licznie podejmowanych w tym celu wysiłków ze strony Izby, Związku Zawodowego jak i Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego. Czy to oznacza, że żadna z uznanych organizacji nie poprze grudniowej akcji?
PZ: Co było impulsem do powstania Stowarzyszenia Pielęgniarki Cyfrowe?
Piotr Romanowski: Historia powstania Pielęgniarek Cyfrowych sięga czerwca tego roku. Dostrzegliśmy wady rządowego projektu ustawy o najniższym wynagrodzeniu pracowników medycznych oraz zmiany w obywatelskim projekcie ww. ustawy, które w wyraźny sposób deprecjonowały zawód pielęgniarki i położnej. Katarzyna Kowalska - obecna prezes stowarzyszenia zapoczątkowała akcję protestacyjną, zbierając chętnych do wysyłania maili protestacyjnych do Związków Zawodowych Pielęgniarek i Położnych oraz władz Izb Pielęgniarek i Położnych. Propozycja rządowa oraz obywatelska, zaproponowana przez Związek Zawodowy zdawały się nie dostrzegać niestety wad ustawy - czyli zarobków pielęgniarki z wyższym magisterskim wykształceniem zrównanych z zarobkami pracowników o niższych kwalifikacjach. Również fakt braku w propozycji ustawy zróżnicowania w zarobkach w zależności od doświadczenia zawodowego, tak ważnego w zawodach medycznych, wywołał oddolny protest pielęgniarek i położnych. Tak narodziła się inicjatywa - Pielęgniarki Cyfrowe.
PZ: Skąd pomysł na nazwę? Czy będą Państwo działać także w obszarze rozwiązań cyfryzacji lub e-zdrowia, tak jakby ona wskazywała?
Piotr Romanowski: Dlatego Cyfrowe, gdyż jedynym sposobem na zaangażowanie dużej grupy pielęgniarek w akcję protestacyjną był dostęp do cyfrowych źródeł komunikacji. To, by rozszerzyć działalność na inne aspekty pracy pielęgniarskiej na e-szkolenia, e-edukację, czy na zaangażowanie się w samoopiekę, czyli na pracę u podstaw z pacjentem, ustaliliśmy podczas zorganizowania pierwszego spotkania założycielskiego stowarzyszenia. Doszliśmy do etapu rejestracji, czyli prawnego usankcjonowania społecznej działalności. I tym jesteśmy. Organizacją non-profit, działającą na rzecz pielęgniarek i położnych - dbającą o pozytywny wizerunek, o szacunek dla ciężkiej pracy, ale też dla samych siebie. Chcemy odbudować prestiż zawodów, z dużym naciskiem na poprawę warunków pracy oraz płacy. Chcemy pracować z organizacjami pacjenckimi, by nie zatracić tego, w jakim celu wykonujemy zawody medyczne. Chcemy być dobrze opłacalnymi specjalistami, pracującymi dla dobra pacjentów. Tylko tyle i aż tyle.
PZ: Państwa stowarzyszenie jest pomysłodawcą zaplanowanej na 4 grudnia coraz bardziej medialnej akcji „Jeden etat”. Jaki jest cel podjętej inicjatywy?
Piotr Romanowski: Akcja 4 grudnia #jedenetat ma wskazać istotny problem zawodowy. Nasz zawód znika. Jest nas coraz mniej, a chybiona niedopracowana ustawa nie poprawia sytuacji zawodu na rynku. Z danych Business Insider wynika, że w ciągu najbliższych 5 lat z zawodu, na zasłużoną emeryturę odejdzie 25 proc. pielęgniarek i położnych. Połowa z ok. 5 000 pielęgniarek, pielęgniarzy i położnych nie odbiera nawet dyplomów po zakończeniu ciężkich 5-letnich magisterskich studiów. Reszta już w czasie studiów uczy się języków obcych z myślą o kontynuacji zawodu poza granicami Polski. Tylko dzięki pracy ponadnormatywnej, umowom cywilnym, kontraktom, wykonywanym dodatkowo obok pracy etatowej, dyrektorzy szpitali, przychodni, placówek ochrony zdrowia, są w stanie zapewnić ciągłość świadczeń zdrowotnych. A jesteśmy zawodem, bez którego nie wyobrażamy sobie ochrony zdrowia w Polsce. Tymczasem brak przestrzeganych norm zatrudnienia oraz słabe zarobki powodują zapaść polskiego pielęgniarstwa.
PZ: Z jakim odbiorem spotyka się inicjatywa? Czy mają Państwo przewidywania, ile osób może wziąć udział w tym dniu i ostatecznie zdecydować się przyjść do pracy jedynie w podstawowym miejscu zatrudnienia?
Piotr Romanowski: Ciężko określić, ile osób dołączy do oddolnej akcji, do której agitacja przebiega jedynie w mediach cyfrowych, ostatnio również poprzez portale branżowe.
PZ: Czy wystąpili Państwo z prośbą o poparcie grudniowej inicjatywy do NIPiP, OZZPiP lub innych organów?
Piotr Romanowski: Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych oraz Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych zostały poinformowane o akcji. Do tej pory nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Ostatnie pismo wysłaliśmy wczoraj - czekamy i liczymy, że Związek stanie po stronie pielęgniarek i położnych. A przynajmniej zajmie jakieś stanowisko. Proszę pamiętać, że my nie jesteśmy związkiem zawodowym, mamy swoje cele, zbieżne w wielu miejscach ze stanowiskami Związku czy Izb Pielęgniarskich. Mamy te same cele. Ale to my pracujemy bezpośrednio z pacjentem, to my odczuwamy bezpośrednio skutki ustawowego bubla. Nie opuszczamy pacjentów. Mamy jeszcze siłę i ochotę pracować w zawodzie, ale jest nas coraz mniej.
PZ: Na czym polegają Państwa zastrzeżenia do prac zespołu działającego na rzecz strategii dla rozwoju pielęgniarstwa i położnictwa?
Piotr Romanowski: Z chwilą, gdy nasze stowarzyszenie dowiedziało się o przedłużeniu terminu zakończenia prac zespołu, zebraliśmy informacje o jego aktywności. Powstało pięć podzespołów, pracą których kierował wyznaczony koordynator - każdy zajmował się innym tematem. Mając dostęp, poprzez jawne informacje na stronach Ministerstwa Zdrowia do maili koordynatorów każdego z podzespołów, poprosiliśmy o możliwość zapoznania się z dotychczasowymi efektami prac owych zespołów. Odpowiedział nam jeden z koordynatorów, a nawet nie on, tylko Pani Dorota Zinkowska - Radca Ministra. Niestety w piśmie nie znaleźliśmy żadnych informacji o działaniach zespołu ponadto, co już wiedzieliśmy o organizacji pracy i powstałych podzespołach. Bardzo szybko zorganizowaliśmy swój zespół, podzieliliśmy się zadaniami i opracowaliśmy własny projekt rozwiązań, osobistą diagnozę problemów, nad którymi ministerialny zespół naszym zdaniem powinien się pochylić.
Rozmawiała Anna Grela
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!