Zmiany na szczytach Ministerstwa Zdrowia to zawsze sygnał, że coś w systemie ma ulec przeobrażeniu – na lepsze lub… inne. Gdy premier Donald Tusk ogłosił nominację Jolanty Sobierańskiej-Grendy na nową szefową resortu zdrowia, zaznaczył wyraźnie: to koniec „politycznego zarządzania” zdrowiem. „Ministerstwo przechodzi w ręce fachowców” – mówił, a wybór menedżerki z Pomorza miał to hasło uwiarygodnić. W swoim pierwszym wywiadzie – udzielonym Polskiej Agencji Prasowej – nowa minister zdradza nie tylko priorytety, które stawia przed sobą, ale i sposób myślenia o całym systemie. Cyfryzacja, reforma szpitalnictwa i „powrót do regionów” to filary, na których chce oprzeć swoją kadencję.
Sobierańska-Grenda nie ukrywa, że chce przenieść na poziom ogólnopolski doświadczenia, które zdobyła jako menedżerka systemu ochrony zdrowia w województwie pomorskim. Tam – jak podkreśla – udało się zbudować efektywny model współpracy między różnymi instytucjami: samorządami, szpitalami, związki zawodowymi, wojewodą i NFZ. Celem było jedno – odpowiedzieć na realne potrzeby pacjentów, a nie tylko gonić wskaźniki lub tworzyć reformy „od biurka”.
– Z korzyścią dla całego systemu byłoby, gdyby wszyscy jego uczestnicy usiedli do rozmowy i spróbowali go poukładać, biorąc pod uwagę mapy świadczeń zdrowotnych – mówi minister. – Bo jakoś w całej debacie o ochronie zdrowia bardzo rzadko na serio rozmawiamy o pacjentach.
Reklama
To zdanie wybrzmiewa jak zarzut pod adresem całego systemu, w którym przez lata dominowała polityka, interesy branżowe i doraźne decyzje zamiast długofalowego planowania. Sobierańska-Grenda chce to zmienić – choćby częściowo – budując mechanizmy dialogu i lokalnej odpowiedzialności.
Jednym z filarów tej zmiany ma być cyfryzacja ochrony zdrowia – nie jako trend sam w sobie, ale jako narzędzie, które realnie poprawi dostęp do świadczeń. Na pierwszy ogień ma pójść e-rejestracja, której projekt ustawy właśnie trafił do Sejmu.
– Za dwa lata powinna już realnie i powszechnie ułatwiać szybkie umawianie się pacjentów na wizyty – zapowiada minister zdrowia. I zaznacza: cyfryzacja to nie projekt na jedną kadencję, to proces, który wymaga wyjścia poza logikę kalendarza wyborczego.
To zdanie może być odbierane jako krytyka poprzednich ekip, które – jak sugeruje Sobierańska-Grenda – zbyt często kalkulowały polityczne zyski z reform, zamiast wdrażać trudne, ale konieczne zmiany. Dlatego w strukturze ministerstwa pojawiła się nowa osoba – Tomasz Maciejewski, powołany na wiceministra odpowiedzialnego wyłącznie za cyfryzację. Większość zadań realizować ma podległe resortowi Centrum e-Zdrowia.
Trudno dziś jednoznacznie ocenić, na ile realna jest zapowiedź „powszechnej e-rejestracji” za dwa lata – jeśli się powiedzie, będzie to jedna z najbardziej odczuwalnych dla pacjentów zmian ostatnich lat.
Drugim priorytetem minister Sobierańskiej-Grendy ma być kontynuacja reformy szpitalnictwa, rozpoczętej przez jej poprzedniczkę Izabelę Leszczynę. Czym konkretnie ma być ta kontynuacja – tego na razie nie ujawnia. Wiadomo natomiast, że reforma zyskała pieczątkę „ponadpolityczną” – jak mówi minister – dzięki podpisowi prezydenta Karola Nawrockiego.
To również wyraźny sygnał, że nowa szefowa resortu chce budować swoją pozycję na dialogu i współpracy – nie tylko z regionami, ale i z centralnymi ośrodkami władzy, niezależnie od ich politycznego koloru.
Pozostaje jednak pytanie, co dokładnie oznacza kontynuacja reformy: czy będzie to restrukturyzacja zadłużonych placówek, ich przekształcanie, czy może inwestycje w kadry i sprzęt? Tego jeszcze nie wiemy. Oby jednak nie okazało się, że „kontynuacja” będzie jedynie grą słów, a nie realną strategią.
Choć cyfryzacja i szpitale to główne filary działań nowej minister, nie zapomina ona również o zdrowiu publicznym. W rozmowie z PAP zaznaczyła, że chce wdrażać Narodowy Program Zdrowia – dokument, który często bywa ignorowany przez kolejne ekipy, choć zawiera kluczowe elementy dotyczące profilaktyki, edukacji zdrowotnej i promocji zdrowego stylu życia.
To ambitne zadanie – szczególnie w kraju, gdzie umieralność z powodu chorób cywilizacyjnych wciąż jest wyższa niż średnia unijna, a poziom profilaktyki zawstydzająco niski. Jeśli minister zdrowia rzeczywiście zamierza postawić na zdrowie publiczne, będzie to jedna z najbardziej systemowych zmian ostatnich lat.
Jolanta Sobierańska-Grenda ma za sobą doświadczenie w zarządzaniu, prawo, znajomość realiów regionalnych i – co nie mniej istotne – polityczne zaplecze do działania. Na razie jej zapowiedzi brzmią racjonalnie i sensownie: cyfryzacja, decentralizacja, reforma szpitali i zdrowie publiczne. Pytanie tylko, czy w realiach polskiej ochrony zdrowia – rozproszonej, niedofinansowanej i nadmiernie upolitycznionej – będzie miała przestrzeń do ich realizacji.
Jej wypowiedzi świadczą o chęci odejścia od doraźnej polityki i „gaszenia pożarów” – na rzecz planowania i współpracy. Czy jednak system, który przez dekady był niewydolny, pozwoli na takie podejście?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze