Zarząd Główny Związku Zawodowego Anestezjologów uważa, że ten zawód nie powinien znaleźć się na liście zawodów deficytowych, w których potrzebne jest wsparcie osób spoza Unii Europejskiej. Teraz to stanowisko poparła Naczelna Rada Lekarska. Obie organizacje argumentują, że zmiany źle wpłyną także na bezpieczeństwo pacjentów.
Chodzi o ministerialny wykaz zawodów określonych jako deficytowe. Umieszczenie w tym wykazie oznacza także prawne ułatwienie zatrudniania we wskazanych obszarach pracowników spoza UE według łagodniejszych zasad formalnych.
Jak już pisaliśmy, na liście są pielęgniarki, położne i lekarze, w tym specjalista anestezjologii i intensywnej terapii.
Przeciwko wpisaniu akurat tych zawodów na listę protestują anestezjolodzy, którzy otrzymali właśnie wsparcie ze strony Naczelnej Izby Lekarskiej.
„Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej popiera stanowisko Zarządu Głównego Związku Zawodowego Anestezjologów dotyczące projektu rozporządzenia Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 15 stycznia 2026 r. w sprawie wykazu określającego grupy zawodów, w których występują niedobory kadrowe” – komunikuje NIL.
Rada zaznacza, że zawody medyczne są wyjątkowe ze względu na swoją specyfikę i wymagają specjalnych kwalifikacji. Przy czym od lekarzy spoza UE wymagana jest nostryfikacja dyplomu lekarza.
„(...) natomiast uzyskanie specjalizacji w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii w tych państwach często trwa wielokrotnie krócej niż w Polsce (2 lata wobec 6 lat), w związku z tym specjalizacje uzyskane poza UE nie mogą być uznawane. Ponadto dla bezpieczeństwa pacjentów i sprawnej współpracy w zespole terapeutycznym lekarz, który podejmuje pracę, powinien mieć umiejętności językowe przynajmniej na poziomie B2” – punktują lekarze.
Dochodzą do wniosku, że wpisanie anestezjologii i intensywnej terapii do grupy zawodów deficytowych należy uznać za niezasadne, bo realnie brakuje osób spełniających wskazane kryteria.
„W konsekwencji regulacja ta byłaby przepisem martwym. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej wskazuje ponadto, że powyższe regulacje nie powinny powstawać bez wcześniejszych konsultacji z samorządem lekarskim” – dodaje NIL.
Kolejnym argumentem jest fakt, że tzw. wskaźnik zastępowalności w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii jest dodatni i wynosi 397. Wskaźnik ten – wyjaśnijmy – określa różnicę pomiędzy lekarzami uzyskującymi tytuł specjalisty a lekarzami osiągającymi wiek emerytalny.
Zdaniem NIL oznacza to przewidywaną poprawę sytuacji kadrowej w tej specjalizacji.
„Ponadto, w związku z realizowaną obecnie przez Ministerstwo Zdrowia tzw. reformą odwracania piramidy świadczeń, zmniejsza się liczba oddziałów zabiegowych w Polsce, co bezpośrednio wpływa na liczbę miejsc pracy dla lekarzy anestezjologów. Okoliczności te powinny być uwzględniane przy ocenie długofalowego zapotrzebowania kadrowego w poszczególnych specjalizacjach lekarskich” – dodaje Izba.
Jednocześnie dodaje:
„Samorząd lekarski stoi na stanowisku, że uproszczone ścieżki zatrudniania lekarzy spoza UE nie powinny znajdować zastosowania w odniesieniu do żadnej specjalizacji lekarskiej z uwagi na szczególny charakter zawodu lekarza oraz konieczność zapewnienia najwyższych standardów bezpieczeństwa zdrowotnego”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Zarobki lekarzy są absurdalnie wysokie, zwłaszcza porównując ich stan wiedzy ze specjalistami z Niemiec, czy Szwecji. To się zmieni, tak było z prawnikami, tak będzie i tu. Kilka lat. Powiedzmy sobie szczerze, najostrzejsze ołówki nie szły na medycynę 10-20 lat temu.
Zarobki lekarzy są absurdalnie wysokie, zwłaszcza porównując ich stan wiedzy ze specjalistami z Niemiec, czy Szwecji. To się zmieni, tak było z prawnikami, tak będzie i tu. Kilka lat. Powiedzmy sobie szczerze, najostrzejsze ołówki nie szły na medycynę 10-20 lat temu.