Przed Sądem Rejonowym w Szczecinku zakończył się proces pielęgniarki oskarżonej o zaszczepienie 40 dzieci nieustaloną substancją. Prokuratura Okręgowa w Koszalinie domaga się dla Ewy B. trzech lat więzienia oraz zakazu wykonywania zawodu. Wyrok w sprawie głośnej afery dotyczącej szczepień dzieci ma zostać ogłoszony 26 stycznia.
W poniedziałek zakończył się proces Ewy B., 64-letniej emerytowanej pielęgniarki, oskarżonej o narażenie 40 dzieci, głównie niemowląt, na ciężki uszczerbek na zdrowiu lub utratę życia. Sprawa dotyczy wydarzeń z lat 2016–2019, kiedy oskarżona pracowała jako pielęgniarka ds. szczepień ochronnych w jednej ze szczecineckich przychodni.
Proces toczył się od 22 kwietnia 2025 r., a mowy końcowe wygłoszono pod nieobecność oskarżonej, która nie stawiła się w sądzie.
Prokuratura Okręgowa w Koszalinie zarzuciła Ewie B., że pobierała od rodziców pieniądze za nierefundowaną szczepionkę skojarzoną, której dzieciom faktycznie nie podawała. Zamiast niej miała wstrzykiwać nieustalony preparat, wprowadzając rodziców w błąd.
Według ustaleń śledztwa oskarżona wyłudziła łącznie co najmniej 16 tys. zł, doprowadzając rodziców do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
Prokurator Ewa Dziadczyk w mowie końcowej wniosła o uznanie oskarżonej winną wszystkich zarzucanych czynów.
- Wnoszę o uznanie oskarżonej winną zarzucanych jej czynów. Przyjęcie, że zarzucane czyny stanowią ciąg przestępstw. Wymierzenie jej kary trzech lat pozbawienia wolności, grzywny 50 stawek dziennych po 20 zł każda oraz orzeczenie wobec oskarżonej zakazu wykonywania zawodu pielęgniarki na pięć lat oraz obowiązku naprawienia szkody - mówiła prokurator.
Reklama
Zwróciła uwagę, że w systemie nie ma śladu po receptach na szczepionki, a wyjaśnienia oskarżonej dotyczące ich zakupu są niewiarygodne.
Prokuratura podkreślała także nierzetelnie prowadzoną dokumentację medyczną, w tym karty szczepień.
- Pierwszy raz słyszę, że pielęgniarka sama kupuje szczepionkę, szuka po aptekach preparatu w najniższej cenie, przechowuje szczepionkę, a potem czeka, aż rodzice zwrócą jej wydane pieniądze. To niewiarygodne - oceniła prok. Ewa Dziadczyk.
Jej zdaniem brak prawidłowego szczepienia oznaczał realne ryzyko dla życia i zdrowia dzieci.
Pełnomocnik jednej z rodzin, radca prawny Łukasz Sękulski, mówił o systemowym procederze i domagał się dodatkowego zadośćuczynienia.
- Zamiast tego celowo przez lata narażała ich na śmiertelne ryzyko, wstrzykując im nieznane substancje pod pretekstem szczepionek ochronnych i jednocześnie okradając ich rodziców - powiedział.
Wskazał na utracone zaufanie do systemu ochrony zdrowia oraz szczególną szkodliwość społeczną czynów.
Obrońca Ewy B., mec. Filip Sztukiel, wniósł o uniewinnienie oskarżonej lub co najmniej o odstąpienie od zarzutu z art. 160 par. 1 kk.
- Materiał dowodowy opiera się na poszlakach, domniemaniach, insynuacjach - mówił, podkreślając, że brak recept nie dowodzi, iż dzieci nie otrzymały właściwych szczepionek.
Zwrócił również uwagę, że nie ustalono, jaką substancję podano dzieciom, ponieważ nie przeprowadzono badań, a instytucje odmawiały ich wykonania.
Sąd Rejonowy w Szczecinku zapowiedział ogłoszenie wyroku w sprawie Ewy B. na 26 stycznia. Sprawa od lat budzi ogromne emocje wśród rodziców i środowiska medycznego, dotykając fundamentalnego tematu bezpieczeństwa szczepień dzieci oraz zaufania do personelu medycznego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze