W polskich aptekach brakuje podstawowych leków stosowanych w leczeniu górnych dróg oddechowych czy dla kobiet w ciąży. W pandemii COVID-19 kryzys się pogłębił bo zachwiały się światowe łańcuchy dostaw komponentów do produkcji farmaceutyków z Azji. Dodatkowo kryzys mogła pogłębić wojna w Ukrainie.
Tardyferon, Ozempic, Mysimba Augumentin - to przykłady jednych z nielicznych leków, do jakich pacjenci mają utrudniony dostęp. Czasami chodzą za nimi od apteki do apteki i nie mogą dostać. Pierwszy z farmaceutyków jest popularny wśród kobiet w ciąży, które przyjmują go w przypadku niedoboru żelaza. Drugi zażywają cukrzycy, trzeci osoby z nadciśnieniem tętniczym i wreszcie ostatni jest popularnym antybiotykiem jaki lekarze ordynują w przypadku infekcji górnych dróg oddechowych.
- Dostępność do tych leków bywa utrudniona miesiącami. Teraz np. Augumentin mamy na stanie, ale nie było go ze dwa miesiące. Co dziwne, leki, których brakuje, nie pochodzą nawet z ministerialnej listy farmaceutyków, których nie wolno wywozić z Polski. My ich nie możemy zamówić z hurtowni - wskazuje Aneta Klimczak, technik farmaceutyczny i prezes Związku Zawodowego Techników Farmaceutycznych.
Chiny i Indie zawodzą
Kryzysy związane z dostępem do leków nie są u nas nowością. One zaczęły się uwidaczniać w czasie pandemii COVID-19 i okresowo pogłębiają się, czego przykładem jest brak dostępności antybiotków. Pandemia zachwiała łańcuchem światowych dostaw leków i komponentów do ich produkcji w Europie. Wszystko przez to, że głównym producentem substancji czynnych leków dla Unii Europejskiej są Chiny i Indie i to się nie zmienia. Z krajów Azji pochodzi 25 proc. tych produktów.
- Komponenty do produkcji leków gdy tylko pojawią się gdzieś są masowo wykupowane. Pandemia zmieniła tu wiele, bo zmieniła się też struktura rynku hurtowni farmaceutycznych w Europie i dostawy przez to są również utrudnione - wskazuje Katarzyna Czyżewska, adwokat i ekspert ds. prawa farmaceutycznego.
Aptekarze wskazują, że w czasie pandemii brakowało zwłaszcza leków przeciwzakrzepowych, bo one były masowo kupowane. Ostatnio wojna w Ukrainie też spowodowała, że tam z Polski poszły duże transporty medykamentów. Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej ostrzega też, że wiele podmiotów, które zajmowały się wywozem leków, teraz chętnie podejmuje się „pomocy humanitarnej”. Czyli będzie poszukiwało leków, które będzie można przewozić nielegalnie za granicę.
Lista antywywozowa
Od kilku lat Ministerstwo Zdrowia za sprawą zmienionych przepisów ustawy prawo farmaceutyczne, prowadzi politykę antywywozową leków. W latach 2013-2015 były one masowo eksportowane z Polski przez m.in. hurtownie i drożej sprzedawane za granicą. Określano to nawet mianem mafii lekowej. Od kilku lat funkcjonuje jedna uzupełniana lista antywywozowa na której to minister zdrowia publikuje leki objęte zakazem wywozu z Polski przez m.in. hurtownie farmaceutyczne. Dodatkowo rząd dysponuje ZSMOPL-em, czyli Zintegrowanym Systemem Monitorowania Obrotu Produktami Leczniczymi. Za pomocą tego narzędzia monitoruje stany magazynowe aptek i hurtowni, bo te muszą je centralnie sprawozdawać.
W związku z tym w odpowiedzi na pytanie Polityki Zdrowotnej o to czy zamierza coś zrobić z niedostępnością niektórych leków wskazuje, że w oparciu o dane zaraportowane w ZSOPOL Ozempic jest juz dostępny na polskim rynku.
- Podmiot odpowiedzialny wskazał, że stale rosnące zapotrzebowanie na lek może powodować jednak okresowe i lokalne niedobory w niektórych aptekach. Zgodnie z opinią konsultanta krajowego w dziedzinie diabetologii, do tej samej grupy leków (analogi GLP-1) należą także produkty Victoza oraz Rybelsus. Braki produktu leczniczego Ozempic (semaglutyd) spowodowane są nadmierną konsumpcją nieprzewidzianą przez podmiot odpowiedzialny NovoNordisk głównie poprzez przepisywanie leku przez lekarzy dla pacjentów poza wskazaniami rejestracyjnymi (off-label) jako panaceum na redukowanie masy ciała - zaznacza Wojciech Andrusiewcz, rzecznik prasowy ministra zdrowia.
Producenci mają problemy
Jednocześnie w odniesieniu do pozostałych produktów Wojciech Anrusiewicz przyznaje,że widzi problem, tyle że decyzją podmiotu odpowiedzialnego zostały tymczasowo wstrzymane w obrocie. To może powodować lokalne utrudnienia w dostępności.
- Najczęstszymi przyczynami takich tymczasowych zgłoszeń są m. in. problemy produkcyjne firmy, bądź opóźnienia w dostawie. Są to czynniki losowe, niezależne od Ministra Zdrowia. Ponadto, w przypadku produktu Augmentin należy zaznaczyć, że na rynku dostępnych jest szereg innych produktów, posiadających w swoim składzie przedmiotową substancję czynną, tj. Amoxicillinum + Acidum clavulanicum - wskazuje rzecznik prasowy. Poucza przy okazji, że w razie gdyby pacjent nie mógł dostać jakiegoś leku, powinien skontaktować się z lekarzem prowadzącym i ustalić terapie altertnatywną.
Teoria to jedno a praktyka drugie. Bo zdarza się tak, że idąc z dzieckiem do pediatry czy laryngologa, lekarz na infekcję górnych dróg oddechowych zapisuje właśnie lek, którego brakuje, wskazując, że jest najmocniejszy i nie należy go zamieniać.
Od lat mówi się zaś w Polsce o bezpieczeństwie lekowym, o tym że Polska powinna produkować leki przynajmniej w takich ilościach, które zaspokajałby potrzeby jej mieszkańców. Kolejne rządy obiecują wspierać rodzime biznesy farmaceutyczne. Na razie cała para idzie w gwizdek.
Polecamy także:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!