Publiczna stomatologia w Polsce jest na skraju załamania, a eksperci coraz częściej mówią o wtórnej prywatyzacji całego sektora. Coraz więcej gabinetów rezygnuje z kontraktów z NFZ, a rynek przejmują duże podmioty nastawione na masowe świadczenia. Decyzje Ministerstwa Zdrowia dodatkowo pogłębiają kryzys, ograniczając dostęp pacjentów do bezpiecznej i wysokiej jakości opieki stomatologicznej.
Od miesięcy widać, że stomatologia publiczna znalazła się w punkcie krytycznym. Niedofinansowanie świadczeń w ramach NFZ sprawia, że lekarze dentyści nie są w stanie utrzymać standardów leczenia, a małe gabinety coraz częściej rezygnują z kontraktów. W ich miejsce wchodzą duże sieci medyczne, które stopniowo przejmują usługi finansowane publicznie. To właśnie ta zmiana staje się jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla pacjentów – rośnie ryzyko monopolizacji i dalszego osłabienia jakości opieki.
Wyceny świadczeń stomatologicznych finansowanych przez NFZ od lat nie nadążają za kosztami prowadzenia gabinetów. Efekt? Lekarze rezygnują z umów, a system traci różnorodność, która do tej pory pozwalała utrzymać dostępność usług w mniejszych miejscowościach. Jeśli obecny trend się utrzyma, publiczne leczenie stomatologiczne stanie się usługą czysto formalną – istniejącą na papierze, ale nie w realnym życiu pacjentów.
Rynek przejmują duże podmioty, dla których liczy się przede wszystkim skala działania. Liczne skargi pacjentów opisywane przez portale branżowe pokazują, że tam, gdzie dominuje „ilość”, spada jakość i poczucie bezpieczeństwa. To kolejny krok w kierunku wtórnej prywatyzacji stomatologii, gdzie opieka zdrowotna coraz bardziej przypomina produkcję, a nie usługę medyczną.
Dodatkowym elementem niepokoju jest podejście Ministerstwa Zdrowia do zakresu kompetencji w zawodach medycznych. Resort umożliwia higienistkom stomatologicznym wykonywanie części procedur, które do tej pory były zarezerwowane dla dentystów – bez obowiązkowego nadzoru lekarza. Dla dużych podmiotów to ogromna oszczędność. Dla pacjentów – ryzyko obniżenia jakości opieki. Podobne obawy budzi pomysł dopuszczenia pielęgniarek do wykonywania znieczulenia ogólnego.
Brak stabilnego finansowania ma też bezpośrednie skutki dla najmłodszych pacjentów. Polska ma jedne z najwyższych wskaźników próchnicy wśród dzieci w Europie, a zanik gabinetów szkolnych i programów profilaktycznych tylko pogarsza sytuację. Odejście od profilaktyki na rzecz leczenia naprawczego oznacza rosnące koszty dla systemu i większe obciążenia zdrowotne w przyszłości.
Problemy finansowe przekładają się również na kształcenie lekarzy dentystów. Gdy brakuje środków na opiekę stomatologiczną w ramach NFZ, maleją możliwości prowadzenia praktyk klinicznych na uczelniach medycznych. To oznacza w przyszłości mniejszą liczbę specjalistów i dalsze pogłębianie kryzysu kadrowego.
Środowisko stomatologiczne – lekarze, uczelnie i samorząd zawodowy – od lat przedstawiają gotowe rozwiązania. Jednak ich głos zbyt często pozostaje bez odpowiedzi. W efekcie decyzje o ogromnym znaczeniu zapadają bez konsultacji z praktykami, którzy najlepiej znają realne problemy pacjentów.
Polska stomatologia coraz bardziej przypomina system zbudowany z prowizorycznych rozwiązań – reagujemy na objawy, zamiast leczyć przyczyny. Brakuje strategii, wizji i stabilności – ocenia Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej ds. stomatologii.
Reklama
Jeśli obecny kierunek się utrzyma, publiczna stomatologia stanie się marginalnym dodatkiem do systemu ochrony zdrowia. Eksperci podkreślają, że potrzebna jest spójna polityka zdrowotna oparta na wiedzy, odpowiedzialności i realnym dialogu z lekarzami. Bez niej pacjenci będą zmuszeni korzystać z drogiej prywatnej opieki, a zdrowie jamy ustnej przestanie być dostępne dla wszystkich na równych zasadach
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze