Uzależnienie dzieci i młodzieży od internetu, rola algorytmów i odpowiedzialność platform społecznościowych – te kwestie stanęły w centrum głośnego procesu w Los Angeles. Nastolatka, występująca pod inicjałami KGM, pozwała technologicznych gigantów: Meta Platforms oraz YouTube, oskarżając ich o świadome projektowanie mechanizmów uzależniających dzieci i młodzież. Sprawa może stać się precedensem i wpłynąć na przyszłe regulacje dotyczące mediów społecznościowych oraz ochrony zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Zeznania Marka Zuckerberga komentuje serwis Gazeta Prawna.
Według pozwu, KGM zaczęła korzystać z YouTube’a już jako sześciolatka, a w wieku dziewięciu lat założyła konto na Instagramie. W jej relacji wieloletnie korzystanie z platform doprowadziło do poważnych problemów psychicznych: zaburzeń lękowych, zaburzonego obrazu ciała oraz myśli samobójczych.
Pełnomocnik powódki, Mark Lanier, twierdzi, że platformy „zbudowały maszyny zaprojektowane po to, by uzależniać dzieci”. Z kolei przedstawiciele firm podnoszą argument, że przyczyną problemów była trudna sytuacja rodzinna nastolatki, a same platformy wdrażały narzędzia zwiększające bezpieczeństwo najmłodszych.
Na świadków wezwane zostały czołowe postaci branży technologicznej:
Choć sprawa nie ma charakteru pozwu zbiorowego, jej finał może wyznaczyć standard dla setek podobnych postępowań.
Przesłuchanie szefa Meta Platforms, Marka Zuckerberga, w sądzie w Los Angeles nadało procesowi wymiar symboliczny. To już nie jest spór anonimowej użytkowniczki z korporacją – to bezpośrednia konfrontacja twórcy globalnej platformy z zarzutem, że jej architektura została zaprojektowana w sposób sprzyjający uzależnianiu nieletnich.
Jak podkreśla dr Karolina Mania z Uniwersytetu Jagiellońskiego dla Gazety Prawnej, istotą sporu jest wykazanie związku między konstrukcją algorytmu a realną szkodą na zdrowiu psychicznym konkretnej osoby. Strona powodowa wskazuje, że mechanizm niekończącego się scrollowania, system „reelsów” oraz filtry zniekształcające wizerunek mogą wzmacniać lęk, depresję i dysmorfofobię. Obrona odpowiada:
- Platforma wprowadziła narzędzia ochronne, a odpowiedzialność za nadmierne korzystanie nie może być automatycznie przenoszona na firmę technologiczną.
Reklama
W trakcie przesłuchania Zuckerberg dystansował się od tezy o „projektowaniu uzależnienia” i podkreślał, że spędzanie wielu godzin dziennie w mediach społecznościowych nie musi oznaczać klinicznego uzależnienia. Spór dotyczy więc nie tylko faktów, lecz także definicji – gdzie kończy się intensywne użytkowanie, a zaczyna zaburzenie behawioralne?
Kluczowym elementem procesu jest także kwestia weryfikacji wieku. Deklaratywne potwierdzanie ukończenia 13 lat wprowadzono stosunkowo późno, a jego skuteczność od lat budzi wątpliwości. W Stanach Zjednoczonych system precedensowy sprawia, że ewentualny wyrok może otworzyć drogę tysiącom podobnych pozwów (tzw. MDL – multidistrict litigation). To dlatego eksperci porównują sprawę do dawnych procesów przeciwko przemysłowi tytoniowemu.
Echa amerykańskiego procesu wyraźnie słychać także w Polsce. W debacie publicznej pojawiła się propozycja ograniczenia dostępu do mediów społecznościowych dla osób poniżej 15. roku życia. Równolegle trwają prace nad wdrożeniem europejskiego portfela tożsamości cyfrowej, który mógłby służyć skuteczniejszej weryfikacji wieku użytkowników.
To istotne, bo – jak pokazują dane przytaczane w sejmowych debatach – pierwszy kontakt z pornografią następuje dziś średnio około 11. roku życia, a problematyczne używanie internetu dotyczy już co ósmego nastolatka. W praktyce oznacza to, że system ochrony zdrowia – w tym poradnie finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia – będzie musiał mierzyć się z konsekwencjami decyzji projektowych podejmowanych w Dolinie Krzemowej.
Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia zwracali uwagę na rosnącą liczbę objawów depresyjnych, lękowych, zaburzeń snu i pogorszenia koncentracji, które często jako pierwsze manifestują się spadkiem wyników w nauce. Z kolei Ministerstwo Cyfryzacji wskazało na algorytmiczny wymiar problemu – młodzi użytkownicy spędzają w sieci średnio 4,5–5 godzin dziennie, a mechanizm „króliczej nory” wzmacnia uzależniający charakter platform społecznościowych.
System reaguje – rozwijane są programy profilaktyczne, szkolenia nauczycieli, planowana jest ustawa o skutecznej weryfikacji wieku i blokowaniu treści pornograficznych – jednak, jak przyznano wprost, ochrona zdrowia może leczyć skutki, ale nie usuwa źródła problemu. Coraz wcześniejsza ekspozycja na ekrany – nierzadko od wieku przedszkolnego – oznacza, że pełne konsekwencje obecnej skali zjawiska mogą ujawnić się dopiero za kilka lat.
Światowa klasyfikacja chorób ICD-11 uznaje już uzależnienie od gier (gaming disorder) za jednostkę chorobową. Coraz więcej badań wskazuje jednak, że również media społecznościowe mogą aktywować mechanizmy neurobiologiczne zbliżone do uzależnień behawioralnych.
Mechanizm jest prosty. Algorytmy personalizują treści, użytkownik otrzymuje natychmiastową gratyfikację (polubienia, komentarze, nowe materiały), dochodzi do wyrzutu dopaminy – mózg utrwala schemat nagrody.
Dzieci i młodzież są szczególnie podatne, ponieważ ich kora przedczołowa – odpowiedzialna za kontrolę impulsów – wciąż się rozwija.
Do najczęstszych symptomów należą:
Badania wskazują, że nadmierne korzystanie z mediów społecznościowych koreluje z wyższym poziomem depresji i myśli samobójczych wśród nastolatków – choć zależność ta jest złożona i wieloczynnikowa.
W Polsce problem uzależnienia od internetu i kryzysu psychicznego młodzieży narasta równolegle do wzrostu popularności smartfonów.
System ochrony zdrowia od lat zmaga się z niedoborem specjalistów psychiatrii dzieci i młodzieży. Choć w ostatnich latach wprowadzono reformę środowiskowej opieki psychologiczno-psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży, dostęp do specjalistów nadal bywa ograniczony, a czas oczekiwania na wizytę w ramach Narodowy Fundusz Zdrowia może wynosić od kilku tygodni do kilku miesięcy – w zależności od regionu.
Reforma zakłada trzy poziomy opieki:
Jednak w praktyce liczba miejsc jest niewystarczająca w stosunku do rosnących potrzeb.
Proces w Los Angeles wpisuje się w globalną debatę: czy winę za kryzys psychiczny młodzieży ponoszą algorytmy, czy brak regulacji i nadzoru dorosłych?
Platformy wskazują na: narzędzia kontroli rodzicielskiej, ograniczenia wiekowe, a także mechanizmy zgłaszania treści.
Krytycy odpowiadają, że modele biznesowe oparte na maksymalizacji czasu ekranowego stoją w sprzeczności z realną ochroną zdrowia psychicznego dzieci.
Proces Zuckerberga może więc wyznaczyć nowy kierunek odpowiedzialności platform za skutki działania ich algorytmów. Jeśli sąd uzna, że konstrukcja systemu rekomendacji treści realnie przyczynia się do szkód zdrowotnych, dyskusja o „bezpiecznym internecie” przestanie być wyłącznie postulatem edukacyjnym. Stanie się kwestią twardego prawa, odszkodowań i obowiązkowych zmian w architekturze cyfrowego świata.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze