Reklama

Na studia lekarskie już nie ma tłumu chętnych

Polityka Zdrowotna
08/10/2021 13:30

Rząd chce dodatkowo kształcić lekarzy w szkołach zawodowych, a tymczasem na uczelniach jest co roku nieobsadzonych ok. 1000 miejsc na kierunku lekarskim. Dziś na studia nie startuje już pokolenie z wyżu demograficznego lat 80-tych.

Po tym, jak do Sejmu został wniesiony projekt noweli ustawy o szkolnictwie wyższym, który ma umożliwić kształcenie lekarzy w szkołach zawodowych, rozgorzała dyskusja na temat tego, czy w Polsce są potrzebni absolwenci takich jednostek. 

Przypomnijmy, że projekt przepisów jest już po pierwszym czytaniu w Sejmie i trafił do prac do komisji. Nowelizacja ma na celu wprowadzenie opcji otwierania kierunków lekarskich na wyższych uczelniach zawodowych. Warunkiem jest jednak to, aby szkoły te prowadziły wcześniej studia pielęgniarskie czy fizjoterapeutyczne. Poza tym muszą posiadać odpowiednią kategorię w dyscyplinie nauk medycznych lub o zdrowiu. 

Reklama

Rząd próbuje prędko i wszelkimi sposobami szukać ratunku, aby załatać braki kadrowe w szpitalach. Gdy kilku lekarzy jednocześnie wypowiada szpitalowi umowę, okazuje się, że oddział trzeba zamykać lub zawieszać. Nie ma bowiem kim zastąpić brakujących medyków. Nie ma chętnych na ich miejsce. Stąd przez wakacje przetoczyła się fala zawieszeń, zamknięć oddziałów w szpitalach w całej Polsce.

 

Może zabraknąć bazy klinicznej

- My owszem potrzebujemy lekarzy, ale kształconych nie takimi metodami. Trzeba dbać o jakość kształcenia. Poza tym baza dydaktyczna, nauczanie teoretyczne - to jedno. Drugie zaś, to baza kliniczna. Szkoły zawodowe muszą mieć szpitale do współpracy - wskazuje Jacek Miarka, prezes Naczelnego Sądu Lekarskiego

Reklama

W samej Warszawie dziś już cztery uczelnie wyższe kształcą przyszłych lekarzy: Warszawski Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Uczelnia Łazarskiego oraz Uczelnia im. Marii Skłodowskiej-Curie. 

Już dziś istnieje obawa o to, gdzie w stolicy studenci będą zdobywać praktyczną wiedzę, gdyż w rzeczywistości rzadko kiedy mają na to szansę podczas studiów. Dopiero okres stażu podyplomowego nieco bardziej im to umożliwia. Poza tym, nawet sami rezydenci miewają problemy z praktycznym kształceniem, z możliwością uczestniczenia w operacji. 

Reklama

- Przecież nie chodzi o to, aby nagle przy pacjencie podczas obchodu zjawiał się lekarz, pielęgniarka i kilkoro studentów, stażystów. Tak się nie leczy. Nie bardzo rozumiem cały zamysł rządu skoro my mamy w skali kraju 1000 miejsc nie obsadzonych w ramach kierunków lekarskich na studiach wyższych - komentuje Małgorzata Gałązka-Sobotka, ekspert ds. ochrony zdrowia z Uczelni Łazarskiego.

 

Na płatne studia jest mniej chętnych

Zaznacza, że w większości nieobsadzone miejsca dotyczą studiów płatnych. - Zawsze można jednak wprowadzić system preferencyjnych kredytów, zachęcać młodych ludzi do studiowania na uczelniach wyższych. Poza tym warto pamiętać, że dziś nie jest prawdą to, że o jedno miejsce na medycynie konkuruje 7-8 osób.  To są młodzi ludzie, którzy rekrutują się na kilka uczelni i wybierają ostatecznie tylko jedną. Dziś też mniej osób może startować na medycynę, gdyż mamy niż demograficzny. Na studia nie startują już osoby urodzone w latach 80-tych - wskazuje dr Małgorzata Gałązka-Sobotka. 

Reklama

Poza tym, młodzież się zmienia. Dziś już większość młodych ludzi nie marzy o tym, aby zostać lekarzem. To są bardzo wymagające studia. 

 

Będą kredyty dla młodych ludzi

Co ciekawe, wniesiony do Sejmu projekt nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym zakłada także, że osoby studiujące medycynę w języku polskim odpłatnie, będą mogły uzyskać preferencyjne kredyty z Banku Gospodarstwa Krajowego. Nie będą musiały ich spłacać jeśli odpracują później 10 lat w publicznych szpitalach.

Opozycja krytykuje ten rządowy pomysł i mówi powrocie do kształcenia felczerów w szkołach zawodowych. Wojciech Maksymowicz, poseł Polska 2050 wskazywał m.in., że rząd marnuje pieniądze. Szacuje bowiem, że milion złotych to koszt wykształcenia lekarza. Z Polski zaś, od momentu wejścia do UE, mogło ich wyjechać ok. 30 tys. W konsekwencji to oznacza stratę dla budżetu w wysokości 30 mld zł. Zdaniem opozycji lepiej zachęcać te osoby do powrotu. 

Reklama

Polecamy także:






Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości