Medycyna 4.0, postrzegana w kontekście pozyskiwania i przetwarzania danych osobowych, polskiego rynku badań klinicznych, medycyny spersonalizowanej oraz możliwości implementacji sztucznej inteligencji, była tematem trzeciego panelu w ramach Innovation Day, wydarzenia organizowanego przez Portal Polityka Zdrowotna oraz Warsaw New Tech University Foundation.
Innowacyjność to nie tylko innowacyjne leki i technologie. To także innowacyjne zarządzanie placówką medyczną, innowacyjny dobór kadr, a wreszcie innowacyjne zarządzanie pacjentem, we wszystkich jego wymiarach. Taki właśnie był punkt wyjścia do dyskusji poświęconej szeroko pojętej medycynie 4.0.
Zaproszeni goście próbowali odpowiedzieć na pytanie, jak zbudować biznes plan dla szpitala i jak zachęcić kadry w nim pracujące, by chciały leczyć pacjenta innowacyjne, szybko i efektywnie.
- Potrzebne jest podejście gwarantujące zbudowanie takiej organizacji, która pozwala właściwie realizować świadczenia, budować satysfakcję kadry z pracy, którą wykonują. A ta satysfakcja, to nie tylko pieniądze, ale też świadomość wykonywania świadczeń, które mają sens, czyli przede wszystkim działanie skupione na przeprowadzeniu pacjenta przez ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną - tłumaczył Adam Maciejczyk, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii we Wrocławiu, Przewodniczący Krajowej Rady ds. Onkologii.
Reklama
Wykorzystanie danych pacjenta było jednym z kluczowych tematów, wywołującym burzliwą dyskusję. Według Marcina Moniuszko, Prorektora ds. nauki Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, Polska jako jeden z większych europejskich krajów, niemal od razu po zmianie pewnych uwarunkowań prawnych, byłaby przygotowana technologicznie, żeby szybko wdrożyć innowacje, korzystając z cyfryzacji systemów. Ale nie może tego zrobić.
- Niestety otoczenie prawne, i to nie tylko RODO, ale i parę innych ustaw, paraliżują niektóre działania. Jako przykład podam ustawę, która uniemożliwia korzystanie z danych pacjentów bez ich wcześniejszej zgody, co de facto uniemożliwia jakiekolwiek analizy - mówił prof. Marcin Moniuszko.
Reklama
Dodał też, że od kiedy w 2015 roku rozpoczęto wprowadzanie systemów informatycznych, zostało zebranych kilka milionów rekordów bardzo dobrze opisanych pacjentów. Tymczasem w świetle przepisów nie można z tymi retrospektywnymi danymi nic zrobić, ponieważ nie jest to możliwe bez wcześniejszej zgody pacjenta.
- Czyli z góry zakłada się, że całe środowisko naukowe, które chciałoby zapoznać się z tymi danymi, żeby stworzyć innowacje i usprawniać diagnostykę, ma złe intencje. Paradoksem jest to, że studenci medycyny, bez żadnych zgód pacjenta, mają dostęp do jego danych do celów dydaktycznych, co jest oczywiście logiczne i słuszne. Trochę jednak wylaliśmy dziecko z kąpielą - dodaje profesor Marcin Moniuszko.
Reklama
Na kwestie zakresu zgody pacjenta na wykorzystywanie danych zwracała uwagę Maria Libura, z Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie.
- Ze zgodą pacjenta jest taki problem, że ona jest albo zbyt wąska, albo tak szeroka, że w zasadzie niepotrzebna. Od 20 lat jest to obszarem dużych dyskusji w środowiskach prawników zajmujących się systemami ochrony zdrowia w Europie, co zrobić, żeby ta zgoda była rzeczywista – mówiła Maria Libura z Okręgowej Izby Lekarskiej . - W centrum cyfrowej rewolucji musi być zaufanie społeczne, co świetnie obrazuje przykład aplikacji covidowej, która była bardzo dobrze zabezpieczona pod kątem prywatności danych, a nie cieszyła się popularnością wśród użytkowników właśnie ze względu na brak zaufania do instytucji rządowych. Jednocześnie ci sami użytkownicy „oddają dobrowolnie swoje dane” w mediach społecznościowych.
Reklama
Prezes Agencji Badań Medycznych, Radosław Sierpiński był z kolei pytany, jak w kwestie związane z ochroną danych i dostępem do nich wpisuje się ustawa o badaniach klinicznych i kwestii zgody pacjenta.
- To bardzo poważny akt prawa, który musi gwarantować pacjentom komfort i bezpieczeństwo. Nie zamierzamy ustawą o badaniach klinicznych, która ma porządkować rynek i sprawić, by był bardziej przyjazny, doprowadzić do tego, że wszystkie kwestie dostępu do danych zostaną rozwiązane Nie taki jest jej cel - tłumaczył prezes ABM, Radosław Sierpiński.
Reklama
Dodał jednak, że badania kliniczne stanowią olbrzymi wolumen danych o bardzo dużej wartości. Przekonywał, że dziś dane trafiają głównie do sponsora badań, czyli w polskich warunkach przeważnie do wielkich firm farmaceutycznych, ale nie ma wątpliwości, jak takie dane mogłyby być istotne z punktu widzenia optymalizacji diagnostyki czy terapii.
- Tworząc Centra Wsparcia Badań Klinicznych, na razie jest ich 9, a za chwilę będzie 20, też będziemy proponowali, żeby był jeden globalny system informatyczny, który będzie te dane zbierał. I że on będzie gwarantował pacjentom pełen komfort bezpieczeństwa. Dziś, w związku z finansowaniem ABM, w badaniach klinicznych bierze udział 50 tys. osób, a będzie więcej, więc to będzie naprawdę istoty zasób. Jeśli jeszcze uda się te badania kliniczne zderzyć z danymi NFZ, które są niezwykle istotne w tym procesie, to będzie rocket science - dodał Radosław Sierpiński.
Reklama
Wszystkie zasady przemysłu 4.0, który opiera się na zbieraniu, przetwarzaniu i wykorzystaniu danych osobowych, zostały, według Katarzyny Dubno, wiceprezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego - Krajowi Producenci Leków, wdrożone w branży farmaceutycznej dużo wcześniej, niż w innych sektorach rynku.
- Wynika to z procedur bezpieczeństwa i wysokich standardów jakości w przemyśle farmaceutycznym. Zaczęłabym od procesu produkcji – to nie jest tylko kwestia robotyzacji i wykorzystania systemów informatycznych. Całe piękno przemysłu 4.0 polega na komunikowaniu się tych wszystkich elementów pomiędzy sobą. Jeśli przejdziemy przez proces produkcyjny, jak te dane są zbierane i do czego wykorzystywane, jak potem magazynowane, dystrybuowane itp, możemy ze 100-proc. pewnością powiedzieć, że krajowa branża farmaceutyczna jest innowacyjna - mówiła Katarzyna Dubno, wiceprezes Zarządu, Krajowi Producenci Leków.
Reklama
Jak szukać progu wejścia w momencie kalkulacji decyzji refundacyjnej dotyczącej terapii czy wyrobów medycznych? Kiedy wiadomo, że lek spełnia definicję innowacyjności? Co sprawia, że jest opłacalny dla społeczeństwa, dla przełomu strukturalnego i dla pacjenta? Na te pytania odpowiadał wiceminister zdrowia, Maciej Miłkowski.
- Innowacje w technologiach lekowych postrzegamy dwuzakresowo. Pacjenci i branża medyczna patrzą na innowacje głównie poprzez zupełnie nowe leki, technologie, terapie genowe, pierwsze nowoczesne leki w danym wskazaniu, i to jest jedna ścieżka. Patrzymy, czy na naszym rynku, przy polskim PKB, jest do sfinansowania. Bardzo istotne są koszty leczenia, które teraz są coraz wyższe, bo mamy nie tylko koszty technologii lekowych, ale i zdiagnozowania pacjenta, ustalenia mu wskazań. Pewien zakres musimy sobie dookreślić, że na razie dalej nie idziemy, bo nas, jako Polski, nie stać. Drugi element innowacyjności, to innowacyjność leków generycznych i tak konkurencji. Czasami firmy generyczne składają wnioski refundacyjne jako do nowych wskazań i tu staramy się, tu mamy w Polsce coraz więcej leków połączonych, w jednej tabletce kilka substancji czynnych, zdecydowanie łatwiej leczyć pacjenta, czy leki z innym poziomem biodostępności. Tu bardzo dużo widzimy -tłumaczył minister Maciej Miłkowski.
Reklama
Minister Miłkowski zauważył, że resort zdrowia dopuścił finansowanie badań genetycznych w procedurach onkologicznych w trybie szpitalnym, które można realizować w zależności od kosztów.
- Oczywiście mamy drobne problemy, w niektórych jednostkach chorobowych, na przykład, w raku płuca, właściwie warto byłoby na wstępie, przy zdiagnozowaniu czy kwalifikowaniu pacjenta do operacji, od razu zrobić cały panel badań, żeby właściwie ustalić 1,2,3,4 linię leczenia - mówił wiceszef resortu zdrowia.
Nawiązując do projektowanej zmianie ustawy o Fundusz Medycznym, która w swojej reformie zakłada finansowanie badań genetycznych dla wybranych grup, minister zaznaczył, że resort stara się, by stało się to standardem.
- Widzimy, ze część ośrodków leczy najprościej, jak to możliwe. Ma wiele schematów, ale weźmie pierwszą lepszą linię chemioterapii i nie patrzy, co dalej. A to jest często zmarnowana pierwsza, najważniejsza szansa na dłuższe życie pacjentów. Także w poszczególnych jednostkach chorobowych będziemy starali się wprowadzać refundowane badania diagnostyczne w standardzie leczenia, Oczywiście ja cały czas marzę, by przy wprowadzaniu pacjenta do programów lekowych, był on kwalifikowany w pełnym zakresie, żeby wszystkie te badania wykonać i oznaczyć pacjenta, który się nie zakwalifikował, który się nie zgodził na badanie, żeby mieć tę całą bazę pacjentów, żeby móc porównywać czy ten, który się nie zgodził faktycznie dłużej i lepiej żyje od tego, który się zakwalifikował? Na razie nie mamy takich badań - dodał minister.
Znaczną część dyskusji pochłonęły kwestie związane z koncepcją rozwiązania, w myśl którego, aplikacja jako wyrób medyczny, byłaby refundowana na zasadzie zdalnego kontaktu z pacjentem.
- Jestem ostrożny, jeśli chodzi o hurraoptymizm przepisywania aplikacji na receptę, myślę, że i bez recepty można sobie aplikację ściągnąć, ale uważam, że należy to dobrze zaplanować. Nie wiem, na ile te aplikacje mogą być traktowane, jak coś, co faktycznie pomoże pacjentowi, ma badania pokazujące efektywność, a na ile to jeszcze taka trochę zabawka. Trzeba do tego podejść z dużą odpowiedzialnością, być może pilotaże są dobrym miejscem, w którym to powinno być realizowane, a po 2-3 latach ocenimy faktyczną skuteczność systemową dla pacjenta - tłumaczył prezes ABM Radosław Sierpiński.
Profesor Adam Maciejczyk, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii we Wrocławiu dodał z kolei, że w jego ośrodku od dłuższego czasu działają takie aplikacje i pacjenci je sobie chwalą.
- Jedna służy do monitorowania stanu psychicznego pacjentek z rakiem piersi, chwalą, druga do monitorowanie efektywności leczenia przeciwbólowego. Przy problemach komunikacyjnych lekarz-pacjent to może mieć znaczenie, osobiście jestem orędownikiem myślenia o takich działaniach - deklarował Przewodniczący Krajowej Rady ds. Onkologii.
Według prezesa Agencji Badań Medycznych, wdrożenie Rządowego Planu Rozwoju Sektora Biomedycznego otwiera nowy rozdział, jeśli chodzi o rynek startupów medycznych w Polsce.
- Prawie ¼ całego finansowania, czyli ponad 500 mln zł, zostanie dedykowana tego typu małym, innowacyjnym pomysłom. I właśnie projekty naukowe są dobrym miejscem, żeby to sprawdzić. Czasami jest tak, że na slajdach wszystko wygląda super, ale jak chce się to potem dostarczyć np. pacjentom z Parkinsonem, to nie działa. Wielokrotnie obserwowaliśmy supertechnologie, które z różnych przyczyn nie zawojowały świata, chociaż na kartkach papieru wyglądały fantastycznie. - podsumował Radosław Sierpiński.
Na pytanie czy resort zdrowia bierze pod uwagę refundowanie takich nowych rozwiązań cyfrowych w połączeniu z aplikacją innowacyjnych terapii, wiceminister Maciej Miłkowski odpowiedział, że potrzebna jest perspektywa 2-3 lat, zbadanie możliwości działania i szersze horyzonty. Według Wiceministra należy sobie postawić pytanie, czy to badanie, pilotaż lub projekt ABM ma racje powodzenia po zakończeniu. Czy jest szansa "wejść z nim pod strzechy" i czy to faktyczne poprawi stan zdrowia pacjenta i obniży koszty systemu.
Polecamy także:
Szpital efektywnie zarządzany. Innovation Day - cykl debat Polityki Zdrowotnej
Innovation Day - debata o bezpieczeństwie pacjenta i pracowników szpitala
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze