Reklama

Szpitale raczej nie wprowadzają lekarzom zakazu konkurencji

25/08/2022 10:30

Lekarze, kuszeni wyższymi stawkami, przechodzą od jednego szpitala do sąsiedniego. Dyrekcje nie wpisują im jednak do umów zakazów konkurencji, gdyż panuje rynek pracownika i ci nie zgodziliby się na takie rozwiązanie.

Kilka tygodni temu Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Rybniku zamknął 4 oddziały. Przyczyną było odejście lekarzy skonfliktowanych z dyrekcją. W sierpniu placówka medyczna wznowiła działalność oddziału chirurgii. To zbiegło się jednak z informacją o zamknięciu chirurgii w Wodzisławiu Śląskim. Dyrekcja Powiatowego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Rydułtowach i Wodzisławiu Śląskim, oddalonego od Rybnika o kilkanaście kilometrów, poinformowała o czasowym, trzymiesięcznym zawieszeniu oddziału chirurgii ogólnej w szpitalu w Wodzisławiu. W Rybniku lekarze mieli dostać wyższe pensje. 

Żeby "podkupić", trzeba mieć za co

Pomiędzy szpitalami trwa wyniszczająca walka o lekarzy, zwłaszcza w tych podstawowych specjalizacjach: chirurgii, internie czy pediatrii. Bo tych specjalistów brakuje. Dyrektorzy szpitali walczą o medyków podbijając stawki godzinowego wynagrodzenia. Niektórzy realnie nie mają nawet na to środków, bo obowiązująca od lipca nowela ustawy o wynagrodzeniu zasadniczym osób zatrudnionych w placówkach medycznych spowodowała, iż wielu szpitalom brakuje miesięcznie od 185 tys. zł do 1 mln zł. Ten dugi scenariusz dotyczy np. dużego, 400-łóżkowego specjalistycznego szpitala na Śląsku, należącego do Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.

Reklama

W wielu rejonach lekarze przechodzą od jednego szpitala do drugiego, zlokalizowanego nieopodal. W szeregu innych zawodów, nawet niemedycznych, aby zapobiec „podkupieniu” pracownika przez firmę konkurencyjną, pracodawcy wprowadzają do umów zakaz konkurencji. A takowy można wpisać zarówno w umowę o pracę, jak i umowę cywilno-prawną.

- Możliwość prawna wpisania zakazu konkurencji w umowie owszem istnieje, w praktyce stosuje się ją jednak raczej w stosunku do osób, należących do kadry zarządzającej placówki medycznej - mówi Sebastian Sikorski, adwokat, dr. nauk prawnych i specjalista ds. prawa medycznego.

Reklama

Polaków brakuje, czekają na Ukraińców

Często dyrektorzy narzekają także, że internistów czy pediatrów trudno jest zatrzymać w szpitalu, bo wolą pracować w przychodniach POZ, w których nie ma dyżurów, praca jest spokojniejsza  a wynagrodzenia za godzinę konkurencyjne. Szkopuł w tym, że nawet przychodnie rodzinne maja już problem ze znalezieniem chętnych do pracy.

- Nie mamy już skąd ich rekrutować. Na rynku jest coraz więcej emerytów, a mało młodszych, ale doświadczonych lekarzy w wieku 30+, 40+ czy 50+. Dziś łatwiej jest pozyskać specjalistę renomowanemu szpitalowi w momencie, gdy zaproponuje niezłe warunki finansowe i rozwój- mówi Michał Sutkowski, szef Kolegium Lekarzy Rodzinnych, prowadzący kilka przychodni rodzinnych w okolicach Warszawy.

Reklama

Przyznaje, że obecnie planuje zatrudnić dwie lekarki zza granicy, aby ratować sytuację. Jedna przyjechała z Ukrainy, druga z Armenii.

- Będę czekał aż dostaną zgody z Ministerstwa Zdrowia na warunkowe zatrudnienie w Polsce. Do tej pory będą pracowały w przychodni jako asystentki lekarza. Jest tak trudno pozyskać nowych medyków, że tym u nas pracującym nie wpisujemy zakazu konkurencji do umów, bo i tak by się na to nie zgodzili. Zresztą praca w POZ jest i tak korzystna dla lekarza, bo  może ją łączyć z innymi, np. brać dyżury w szpitalu na oddziale ratunkowym - wskazuje Michał Sutkowski.

Reklama

Czy ilość przekłada się na jakość?

Sami prawnicy przyznają, że stworzenie skutecznych i zgodnych z prawem zakazów konkurencji jest dużym wyzwaniem prawniczym.

- Poziom trudności jest zróżnicowany – najtrudniej jest przygotować dokument, który obroni się w sądzie, w relacjach prawno-pracowniczych - mówi Oscar Luty, adwokat i specjalista ds. prawa medycznego z kancelarii Fairfield.

Faktycznie wielu lekarzy pracuje w kilku, a rekordziści kilkunastu miejscach. Takie możliwości dają duże miasta. W kuluarach nieoficjalnie mówi się, że przeciętny specjalista jest w stanie zarobić 15-20 tys. miesięcznie. Z tym, że czasem pracuje więcej niż przysłowiowe osiem godzin na dobę. Pytanie tylko, jak wygląda produktywność takiego lekarza, skoro budzi się rano i czasami musi chwilę pomyśleć, do której placówki danego dnia jedzie. Lekarz zmęczony jest narażony w większym stopniu na popełnianie błędów medycznych. 

Reklama

Polecamy także:

Biegły może czasem zaszkodzić pacjentowi

Szpital z pustej kasy musi zapewnić podwyżki

90 proc. szpitali nie zgłasza problemów - mówi minister zdrowia o finansowaniu podwyżek

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości