Na Mazurach, Mazowszu i w Wielkopolsce kleszcze są wyjątkowo aktywne – alarmują eksperci. W samej Wielkopolsce liczba zachorowań na boreliozę w lipcu wzrosła niemal trzykrotnie w porównaniu do ubiegłego roku. Zdaniem entomologów, na wzrost populacji kleszczy wpływ mają zmiany w otoczeniu – coraz częściej sami urządzamy im idealne warunki do życia.
Kleszcze nie występują równomiernie na terenie całej Polski. Jak mówi prof. Stanisław Ignatowicz, entomolog z SGGW, najwięcej jest ich obecnie na Mazurach, Mazowszu i w Wielkopolsce. To tam odnotowuje się największy niepokój wśród mieszkańców. Z kolei w rejonach przymorskich i przygórskich ich liczba jest wyraźnie niższa.
– Kleszcze sieją popłoch na Mazurach, na Mazowszu i w Wielkopolsce. Mniej jest ich w regionach przymorskich i przygórskich – podkreśla prof. Ignatowicz.
Wielkopolska odnotowuje gwałtowny wzrost liczby przypadków boreliozy. Jak informuje Cyryla Staszewska, rzeczniczka poznańskiego sanepidu, od początku stycznia do 15 lipca 2025 r. zarejestrowano już 636 przypadków, z czego aż 288 tylko w pierwszej połowie lipca.
Dla porównania – w tym samym okresie roku 2024 zachorowały 426 osoby, a w całym ubiegłym roku było ich 1 012. Wystąpiły także dwa przypadki kleszczowego zapalenia mózgu. Lato to okres największej aktywności kleszczy. Wtedy też odnotowujemy najwięcej zachorowań – zaznacza rzeczniczka.
Na liczebność kleszczy wpływ mają przede wszystkim warunki siedliskowe – czyli to, gdzie mają najlepsze warunki do życia i rozmnażania. Kleszcze lubią wysokie trawy, nieskoszone łąki porośnięte tu i ówdzie krzewami. To jest dla nich idealne miejsce – tłumaczy prof. Ignatowicz.
Równie dogodne są lasy oraz ścieżki, po których poruszają się dzikie zwierzęta – np. sarny czy jelenie.
Ale to nie wszystko. Kleszcze zbliżają się także do ludzkich domostw, a przydomowe ogródki – kiedyś sterylne i równo przystrzyżone – dziś coraz częściej przypominają naturalne łąki.
Nie tylko roślinność sprzyja kleszczom. Coraz większy wpływ na ich obecność mają także nasze zwierzęta domowe – zwłaszcza koty.
– Spędzają całą noc w okolicy, a z rana przychodzą do domu i dzielą się z nami nie tylko swoją zdobyczą w postaci myszek i ptaszków, ale także kleszczami – mówi prof. Ignatowicz.
Reklama
Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że w 2024 r. lekarze POZ udzielili pomocy ponad 98 tysiącom pacjentów z chorobami odkleszczowymi. Wśród nich aż 62 tysiące przypadków dotyczyło boreliozy.
To choroba, która – jeśli nie zostanie odpowiednio wcześnie rozpoznana i leczona – może prowadzić do poważnych powikłań neurologicznych i kardiologicznych. Jednym z wczesnych objawów jest charakterystyczny rumień wędrujący, który może pojawić się od 1 do nawet 6 tygodni po ukąszeniu.
Najważniejsza jest profilaktyka: unikanie wysokich traw i zakrzaczeń, noszenie ubrań zakrywających ciało, stosowanie środków odstraszających owady, a po powrocie z terenów zielonych – dokładne obejrzenie ciała.
Pamiętajmy – kleszczowe ukąszenie zazwyczaj nie boli, a skutki mogą być poważne.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze