O tym jak wrócić do zdrowia po np. zawale czy innym incydencie kardiologicznym mówi Polityce Zdrowotnej dr n. med. Adam Staroń - specjalista kardiolog, ordynator oddziału rehabilitacji kardiologicznej w Szpitalu Miejskim nr 4 w Gliwicach. Przez ostatnie 6 lat kierownik oddziału rehabilitacji kardiologicznej w Prince Sultan Cardiac Center Riyadh.
Biegam, ćwiczę, staję na głowie i powtarzam pacjentom, że serce bez ruchu umiera
- Jest taki satyryczny rysunek przedstawiający dwie kolejki: jedna jest bardzo długa i ustawiły się w niej osoby chcące leczyć się tabletkami. W drugiej kolejce stał tylko jeden człowiek. Dlaczego? Bo zdecydował się na aktywność fizyczną – mówi dr Adam Staroń, kardiolog, specjalista z zakresu rehabilitacji kardiologicznej.
Naprawdę tak trudno zmienić „kanapowy” styl życia na bardziej aktywny i przyjazny naszemu sercu?
Bywamy leniwi, ciężko przychodzi nam opuszczanie „strefy komfortu”. Jeśli miałbym być brutalnie szczery to muszę powiedzieć, że bez terapii ruchem, bez odpowiedniej aktywności, ciężko mówić o powrocie do zdrowia po incydencie kardiologicznym, a my przecież lubimy tkwić w swoim zamkniętym, pewnym świecie.
Bariery tkwią w naszym sposobie myślenia?
Mamy problem z tonizowaniem lęków u pacjentów po przebytym zespole wieńcowym. Rola psychologa jest bezcenna. Pacjenci korzystający w czasie rehabilitacji kardiologicznej zarówno z terapii indywidualnej jak i grupowej są w stanie lepiej zrozumieć istotę choroby, jej skutki, mają wytyczoną ścieżkę postępowania i – co wynika z moich obserwacji – mogą odzyskać formę fizyczną porównywalną do tej, jaką mieli wiele lat wcześniej. Można powiedzieć, że rehabilitacja kardiologiczna jest formą „odmładzania” i będę się tego trzymał. Sam bardzo chętnie biegam, ćwiczę regularnie, a także staram się moją wiedzę i doświadczenie przekazywać pacjentom.
To nie sztuka usiąść za biurkiem i stwierdzić: „musi pan się więcej ruszać”. Trzeba zadbać o konkretny przekaz, zalecić konkretny wysiłek, wyjaśnić i... być takim dobrym policjantem czuwającym nad całością.
By dojść do takich wniosków musiało minąć wiele lat...
Warto zwrócić uwagę, jaka dokonała się rewolucja: jeszcze w latach trzydziestych XX wieku ruch po ostrym incydencie wieńcowym był... zakazany! W latach pięćdziesiątych wprowadzono „terapię krzesłową” czyli możliwość, aby pacjent wstał z łóżka i usiadł na krześle. Dopiero w latach sześćdziesiątych wykazano w badaniu, że skracanie tego okresu bezczynności poprawia stan chorych, a w tej chwili pacjent opuszcza szpital po kilku dniach pobytu jeśli tylko nie ma powikłań. Czeka na niego program rehabilitacji kardiologicznej i kompleksowe podejście do tego, jak ma dalej funkcjonować, aby żyć jak najdłużej i odzyskać sprawność.
Rozmawiała: Anna Ginał
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze