Co zrobić aby w ogóle nie doszło do procesu z pacjentem - w ramach poradnika prawnego Polityki Zdrowotnej dla lekarzy i osób zarządzających placówkami ochrony zdrowia, podpowiada radczyni prawna Joanna Nowak-Kubiak. Wyjaśnia jaka jest różnica między odszkodowaniem a zadośćuczynieniem oraz jakie kwoty w tego tytułu były wypłacane pacjentom w ostatnich latach.
Roszczenia cywilnoprawne kierowane do lekarzy i podmiotów leczniczych. (etap przedprocesowy)
Na początku należy podkreślić, że statystycznie każdy lekarz i każdy podmiot leczniczy spotka się z zarzutem o błąd w sztuce medycznej. Już nie każdy, ale będzie ich wielu, zetknie z się z postępowaniem karnym.
Odpowiedź jest nieskomplikowana, choć już jej realizacja napotyka wiele przeszkód.
Lekarze powinni robić to, na co mają realny wpływ. A mają wpływ na sposób w jaki wykonują pracę - czy faktycznie wykonują ją zgodnie z zasadami określonymi w ustawie o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, czy realizują obowiązek ustawicznego kształcenia i przestrzegają zasad wykonywania zawodu, w tym etycznych, jak rozmawiają z pacjentami i ich rodzinami oraz jak prowadzą dokumentację medyczną.
Te elementy stanowią zaporę, swoisty chiński mur, broniący lekarzy przed orzeczeniem odpowiedzialności za błędy w sztuce, naruszenie praw pacjenta, a także dają narzędzia do obrony w postępowaniach karnych.
Oznacza to, że lekarze po pierwsze powinni skupić się na leczeniu, w sposób zgodny z zasadami wykonywania zawodu, a to oznacza także ciągłe podnoszenie kompetencji zawodowych.
Po drugie zarówno lekarz jak i przedstawiciele szpitala muszą z pacjentami rozmawiać. Także o sprawach trudnych, takich jak ryzyka i powikłania związane z procesem leczenia, także gdy powstaje konflikt, gdy pacjent nie jest zadowolony z procesu leczenia, gdy ma pytania.
Po trzecie trzeba bardzo skrupulatnie prowadzić dokumentację medyczną. A to oznacza opisywanie zdarzeń, które mają faktycznie miejsce, w tym informacji udzielonych pacjentom czy ich rodzinom (opiekunom). Dbanie o treści zgód na zabiegi ale też o to, kiedy takie zgody pobierać od pacjenta.
I na tym wydaje się, że mogłabym skończyć. Jednak żadna z tych rad nie jest tym co uchroni lekarza czy szpital przed zarzutami o błąd w sztuce medycznej czy naruszenie praw pacjenta.
Albowiem nikt i nic nie może uchronić przed takimi zarzutami, gdyż jest to wynik decyzji innego człowieka. Czasem świadomy, czasem pod wpływem impulsu, często pod wpływem emocji.
Można jednak działać tak, aby mieć podstawę do wykazania, że zarzuty są nieuzasadnione.
Trendy pokazują nam (dane pozyskane ze strony https://isws.ms.gov.pl/pl/baza-statystyczna), że kwoty zasądzane przez sądy rosną.
Statystycznie Sądy Okręgowe jako sądy I instancji (czyli orzekające w sprawach powyżej 75 tysięcy złotych) zasądziły w latach 2014-2021 łącznie kwotę 12 009 288 złotych tytułem odszkodowań i 30 750 582 złotych zadośćuczynienia.
| rok | Odszkodowania | zadośćuczynienia |
| 2014 | 2 658 030 Reklama
| 1 710 201 |
| 2015 | 897 682 | 3 155 566 |
| 2016 | 1 190 625 | 3 374 001 |
| 2017 | 1 134 508 | 3 185 510 |
| 2018 | 1 291 103 | 7 930 736 |
| 2019 | 1 538 372 | 4 846 927 |
| 2020 | 2 537 364 | 3 386 501 |
| 2021 | 761 604 | 3 161 140 |
Statystycznie w latach w latach 2014-2021 Sądy Okręgowe jako Sądy I instancji rozstrzygnęły merytorycznie (oddalenie albo uwzględnienie powództwa bez ugód i innych rozstrzygnięć) 3054 sprawy o odszkodowanie/zadośćuczynienie w sprawie o błąd w sztuce medycznej.
Statystycznie też 57% tych powództw oddaliły, a 43 % uwzględniły. I to w tych 1329 uwzględnionych sprawach łącznie zasądziły kwotę 42 759 870 złotych.
Sądy Apelacyjne w tych samych latach zasądziły łącznie odszkodowań i zadośćuczynień na kwotę 120 128 314 złotych. Przy czym w roku 2021 odnotowano ogromny wzrost kwot zasądzonych.
| rok | Odszkodowania | zadośćuczynienia |
| 2014 | 1 123 857 | 6 812 275 |
| 2015 | 1 586 925 | 12 539 583 |
|
|
|
|
| 2016 | 1 621 908 | 12 742 403 |
| 2017 | 657 886 | 12 698 967 |
| 2018 | 1 606 447 | 11 929 662 |
| 2019 | 916 718 | 12 871 759 |
| 2020 | 710 753 | 12 199 250 |
| 2021 | 2 765 873 | 27 344 048 |
Jak widać kwotowo zadośćuczynienia galopują w górę jak inflacja, a i łączna kwota zasądzanych odszkodowań i zadośćuczynień rośnie. Ma na to wpływ wiele czynników, z których najważniejszym jest chyba rosnąca świadomość pacjentów.
Odszkodowanie – jak sama nazwa mówi liczone jest „od szkody” czyli ktoś musi ponieść szkodę wymierną, liczalną w pieniądzu. Pozostając w temacie, będą to np.: koszty leków, rehabilitacji, dalszego leczenia, opieki okołomedycznej. Ale dotyczy to też, choć to ciut bardziej skomplikowane wyliczenia, pracy np. najbliższych przy opiece nad pacjentem, czy też utraconych zarobków w związku z pogorszeniem stanu zdrowia. W części dotyczącej utraconych zarobków mamy zarówno kwestię różnicy pomiędzy wynagrodzeniem a zasiłkiem chorobowym, utraconych zarobków, utraconych dochodów w przypadku osoby prowadzącej działalność gospodarczą, ale też np. nieuzyskanego wynagrodzenia w wyniku nieosiągnięcia awansu, który pracownik miał osiągnąć.
Zadośćuczynienie – jak nazwa mówi jest uczynieniem (komuś) zadość i dotyczy krzywdy. Krzywda jest emocjonalna, fizyczna, moralna, jest cierpieniem w każdym wymiarze. Zadośćuczynienie jest niemierzalne, ale, jak wskazują orzeczenia sądów, nie może być wygórowane. Jednak o tym, czy jest ono wygórowane czy nie, będzie orzekał sąd badając konkretną sytuację, konkretnego pacjenta.
Moje osobiste doświadczenia wskazują, że statystyki nie pokazują wszystkiego. Nie pokazują przede wszystkim przełożenia sposobu organizacji pracy z pacjentem od strony komunikacyjnej oraz sposobu prowadzenia sprawy o błędy w sztuce medycznej po stronie szpitali (lekarzy), na wynik tych spraw.
W 100% spraw, które prowadziłam dotąd przed sądami o odszkodowanie/zadośćuczynienie za błąd w sztuce medycznej reprezentowałam pozwane szpitale/lekarzy. W 95% tych spraw zapadły wyroki prawomocnie oddalające powództwa. Nie wliczam tu spraw, w których zwarłam ugody, choć były korzystne dla moich klientów.
Zastanawiałam się z czego może to wynikać. Wnioski, do których doszłam wskazują na to, że procentuje wspólna praca nad problemami związanymi z roszczeniami i konsekwentne wdrażanie przez placówki procedur związanych z obsługą pacjenta.
Okazuje się bowiem, że:
tym mniejsza szansa na proces, a jeśli jednak do niego dojdzie, tym większa szansa na oddalenie roszczeń.
Analizuję to na przykładach placówek, które obsługiwałam przez ostatnie 18 lat i obecnie mam pewność, że wdrażanie do faktycznego wykonywania procedur obsługi pacjenta, upraszczania językowego zgód, wdrażania nawyku rozmowy z pacjentem wpływa na poziom możliwości obrony w procesach.
Rzadko bowiem się tak dzieje (albo prawie nigdy), że pozew jest pierwszym ruchem pacjenta w sprawie błędu w sztuce medycznej.
Z reguły jest najpierw pismo z prośbą o dokumentację, potem wezwanie do zapłaty, czasami jeszcze jakaś korespondencja. Jest wiec czas, aby rozmawiać. Rozmawiać z pacjentem, ale też z lekarzem, dyrekcją, osobą odpowiedzialną za prawa pacjenta w placówce, pełnomocnikiem. Rozmawiać.
I to jest wielka, choć oczywiście niedoceniana, rola osób zarządzających podmiotem, ale w mojej ocenie także lekarza i prawnika szpitala, aby mediować i negocjować na tym etapie. A w sytuacji, gdy pacjent ma rację, starać się nie dopuścić do procesu sądowego.
Dlaczego jest to tak ważne? Bo jak się okazuje w rozmowach (choć nie prowadziłam na ten temat żadnych formalnych badań) dla zdecydowanej większości pacjentów impulsem do występowania na drogę sądową nie jest ból i pewność, że lekarz zrobił źle, a poczucie lekceważenia ich problemu przez lekarzy i dyrekcje placówek.
Dlatego statystycznie zadośćuczynienia rosną szybciej niż odszkodowania. Bo zadośćuczynienia zasądza się za niewymierne samopoczucie pacjenta. Za szkody moralne, emocjonalne, za ból. A to trudno sądowi (jako instytucji) oszacować, a sędziemu (człowiekowi, który orzeka) odmówić innemu człowiekowi rekompensaty za cierpienie.
Przypominam, rozmowa nie polega na napisaniu pisma, w którym „po prawniczemu” wyrazimy, że „nie widzimy możliwości zaspokojenia Państwa roszczeń, albowiem nie wykazaliście państwo szkody, ani też związku przyczynowo skutkowego pomiędzy działaniem naszych lekarzy (procesem leczniczym), a skutkiem w postaci występujących u Państwa zaburzeń stanu zdrowia.”.
Brak rozmowy i krótkie pismo to jest zły pomysł, więc moim Klientom doradzam – rozmawiajcie.
Najważniejsze jest przygotowanie do rozmowy. Na zimno trzeba zapoznać się z konkretnym przypadkiem. Na zimno, to znaczy trzeba wyłączyć emocje lekarza, który chce udowodnić, że zrobił dobrze i emocje dyrektora(ki), który jak lew (lwica) walczy o dobre imię swoich lekarzy.
Jeśli w trakcie takiej rozmowy, między sobą, wewnątrz, nie ma możliwości wyzbycia się emocji, to nie będzie prosto prowadzić procesu. I dlatego ten etap jest najważniejszy.
Ja rozumiem co powoduje lekarzami. Każdy ich oskarża. Już samo stwierdzenie „błąd w sztuce medycznej” zawiera ocenę, że lekarz się pomylił, czyli zrobił źle, czyli się nie zna i powinien za to odpowiedzieć. A to właśnie w tym momencie, na początku, trzeba ocenić zdarzenie nie ludzi, którzy w nim biorą udział.
To taka podstawa, którą w mądrych, nieopresyjnych systemach wprowadzono w celu usprawniania działania ochrony zdrowia. Mowa o systemie no fault, który pozwala stwierdzić, czy wystąpił błąd w sztuce medycznej, z czego on wynikał oraz jak można go uniknąć w przyszłości, a to wszystko połączone z wypłatą dla pacjenta świadczeń odszkodowawczych bez konieczności uzyskania orzeczenia o winie lekarza czy placówki.
Bo to obwinienie jest przyczyną podstawową ciągłej „obrony Częstochowy” nawet, jeśli faktycznie, nie wszystko poszło tak jak powinno.
I tu jest rola pełnomocnika. Bo jeśli faktycznie nie wszystko było OK, to trzeba przekonać lekarza/dyrekcję, że nic na to nie pomoże prowadzenie przez najbliższe 5, czy więcej lat, procesu. Że lekarz nasłucha się na swój temat dużo złego, że wszyscy będą w tym procesie zaangażowani i czasowo i emocjonalnie. Więc ten proces jest w efekcie po nic. Na końcu będą w tym samym miejscu (coś poszło nie tak) tylko dużo później, z poszarpanymi nerwami i będzie drożej, bo dojdą koszty procesu i będą mieli gorszą reputację.
Czy to się udaje? Moje doświadczenie wskazuje, że tak.
Jeśli pacjent nie ma racji, jest prościej, choć też najważniejsze na spotkaniu to wyłączenie emocji i nie udowadnianie pacjentowi, że lekarz (szpital) ma większą wiedzę medyczną. No pewnie, że ją ma. Tylko co to daje w rozmowie? Nic. To nie ma być pokazowa rozmowa pod późniejszy proces. To ma być rozmowa. Lekarza (dyrekcji szpitala) z człowiekiem, który czuje się pokrzywdzony.
Lekarza, czyli człowieka mającego wiedzę medyczną, jednak na początek Człowieka z empatią i zrozumieniem, który swoją wiedzę przekłada na prosty język. Bo jeśli ten pacjent zrozumie, że nie wszystko co on odczuwa, czego się boi, co go boli oznacza, że zrobiono źle to jest szansa na to, że nie będzie procesu.
Problem w tym, że jeśli pacjent jest na tym etapie, to oznacza, że już na początku popełniono błąd i nikt z pacjentem nie rozmawiał „po ludzku”.
Czy to że pacjent coś czuje (ma emocje do swojej sytuacji) oznacza, że ma rację? Nie, nie oznacza. Ale on czuje się pokrzywdzony, chce aby to wybrzmiało i chce zostać zrozumiany.
Dobrze by było więc, gdyby poczucie zrozumienia dostał od tej osoby (osób), które wini za swoją sytuację. Inaczej skieruje się do sądu. A nie zapominajmy, że sąd to człowiek.
Jeśli ma dobrego pełnomocnika, to składając pozew pacjent rozpoczyna pisać epopeję. Może nie narodową, ale jednak będzie się działo wiele i długo.
I tu znowu trochę danych statystycznych (dane do wykresów pozyskano z: https://isws.ms.gov.pl/pl/baza-statystyczna).


Jeśli wierzymy, że czas to pieniądz, to jak widać nie warto się sądzić.
Jak widać po powyższych danych na mniej niż 2 lata procesu nie ma się co nastawiać. Ato dane sprzed gwałtownego spadku rozpoznawalności spraw przez sądy, który nastąpił w ostatnich dwóch latach.
Na pewno wszyscy będą mieli tego dość:
Generalnie będziemy mieli do czynienia z mnogością sfrustrowanych ludzi i kolejnymi zaangażowanymi (świadkowie, biegli).
Na pewno strony wymienią co najmniej po 3-4 pisma procesowe (w prostszych sprawach pozew, odpowiedź na pozew, replika na odpowiedź na pozew, duplika na replikę i po 2 pisma z wnioskami dowodowymi lub stanowiskiem wobec opinii biegłego).
Na pewno przeżyjemy Armagedon słuchania stron, bo każda strona pełna emocji da nam pokaz tychże.
Na pewno przeżyjemy opinię (może niejedną) biegłego, który wedle swojej najlepszej wiedzy wypowie się o przypadku powoda. I jeśli trafimy na dobrego biegłego, który się zna na tym co pisze, bo praktykuje w takich sprawach to dobrze dla obu stron. Gorzej jeśli trafi się biegły, który dopytany wyjaśni, że takie konkretnie przypadki to zna tylko z literatury. To nie jest dobre dla obu stron, bo tempus fugit.
Na pewno przeczytamy dużo stron dokumentacji medycznej.
Na pewno przesłuchamy świadków, którzy powiedzą co wiedzą (i to nie sarkazm, tylko fakt, świadkowie zeznają bowiem na temat tego co wiedzą w sprawie).
Na koniec sąd wyda wyrok.
Jaki on będzie? Nie wiem i nikt zaczynając proces nie wie.
A więc co zrobić, aby do procesu nie doszło, a jeśli już dojdzie, aby mieć skuteczne narzędzia do obalenia tezy o błędzie w sztuce medycznej.
Ogromna tajemnica tkwi w komunikacji.
Na początek tej z pacjentem. Od wejścia do szpitala/lekarza. Czy jest dobrze traktowany? Czy lekarz/pielęgniarka/ asystent medyczny wytłumaczył co się będzie działo tak, że pacjent zrozumiał?
Czy lekarz wytłumaczył w sposób zrozumiały co pacjentowi jest? Czy potraktował go z szacunkiem? I czy pacjent tak to odczuł? Czy pacjent zrozumiał to co mu lekarz powiedział? Czy Pacjent zrozumiał co i dlaczego oraz w jaki sposób będą mu robić?
Ja wiem, że w przychodni jest 15 minut na pacjenta. A przed operacją obchód biegnie, bo trzeba papiery wypełnić.
Ale…
Ale jeśli nie zasiejesz, to nie zbierzesz. Jeśli nie wytłumaczycie pacjentowi co się będzie działo, to wszystko będzie obarczone jego lękiem. A lęki są jak cienie w nocy – ogromne. Nieracjonalne ale przecież nie oznacza to, że nierzeczywiste. A jak są lęki i brak wiedzy to łatwiej jest oskarżyć o błąd.
A więc najpierw trzeba zadbać o stan wiedzy pacjenta. Wyjaśniać i pytać co zrozumiał z tego, co zostało powiedziane. Zmuszać go do parafrazy wypowiedzi lekarza. Niech powtórzy w dowolny sposób, tak, żeby lekarz wiedział, co zostało w głowie pacjenta, tak aby móc coś skorygować. To lekarz musi swoją ogromną wiedze dostosować do poziomu pacjenta, który w prawie 100% jest gorzej wykształcony medycznie niż lekarz. Do pacjenta, który może mieć własne teorie i przekonania, ale po rozmowie z lekarzem będzie mógł podpisać świadomie oświadczenie, że wszystko mu zostało wyjaśnione.
I dlatego, poza wyjaśnieniem wszystkiego i upewnieniem się, że pacjent rozumie co mu lekarz przekazał, nie powinno się tych rozmów odbywać, a zgód dawać do podpisania, tuż przed zabiegiem, szczególnie tym ze znieczuleniem. Bo pacjent na chwile przed operacją jest zestresowany w sposób, który faktycznie może wyłączać mu rozumienie przekazywanych treści, nawet jeśli wydaje się, że tak nie jest. Takie przypadki to podstawa roszczeń o naruszenie praw pacjenta z powodu nieprawidłowego wykonania obowiązku udzielenia informacji.
To drugi ważny element. Zgody pacjenta na zabiegi. To nie są po prostu druczki. To, jak cała dokumentacja medyczna, wielki mur obrony lekarza. Wielki mur, który czasami jest linią Maginote’a – niby wielkie umocnienia, a jednak nie zostały wykorzystane do obrony. Jeśli dokumentacja jest źle prowadzona i jest dziurawa jak ser, to obrona oparta o nią też jest trudna. Każdy błąd w dokumentacji obciąża bowiem szpital/lekarza a nie pacjenta.
Ciągle to tłumaczę. I wyjątkowo powoli przebijam się do świadomości lekarzy, w których króluje zdanie, że lekarz jest od leczenia, a nie od pisania….
W dzisiejszych czasach niekoniecznie.
Żeby przeczytać dokumentację, obecnie nie trzeba już zatrudniać grafologów, bo komputerowe pismo nie ma charakteru. Oznacza to, że przynajmniej w sensie połączenia literek można zrozumieć przekaz. Nie oznacza to jednak, że prawnik (sąd) czy pełnomocnik szpitala (lekarza) zrozumie sens tego co jest tam napisane.
I wisienka na torcie, ktoś musi to wszystko wytłumaczyć po ludzku. Tutaj szybko rozpoznaje się fachowców.
Ten kto jest dobry w tym co robi, umie to wytłumaczyć bez uciekania się do łaciny i mówienia dużo i zawile.
Ja akurat musze mieć powiedziane prosto. Z reguły przy tym każę sobie rysować. Dzięki temu mam właściwie wyrysowany lekarskimi rękami atlas anatomiczny. I tak długo męczę lekarzy i dyrekcję, aż zrozumiem.
Kiedy ja zrozumiem jesteśmy gotowi do rozmów, ewentualnie mogę pisać odpowiedź na pozew.
Skoro już z grubsza wiadomo co trzeba zrobić, żeby zminimalizować ryzyka dochodzenia roszczeń cywilnych, to teraz doprecyzujmy czego może domagać się pacjent w ramach ogólnie wskazanych na początku odszkodowań i zadośćuczynienia?
Otóż można pozywać szpital (a także lekarza prowadzącego indywidualną praktykę, grupową praktykę rozprowadzoną w formie spółki cywilnej lub partnerskiej – w pozostałych przypadkach odsyłam do wstępu, w którym opisuję, jakie są zasady odpowiedzialności lekarzy) o zapłatę:
A w przypadku śmierci pacjenta:
Dodatkowo od szpitala pacjent może domagać się odszkodowania za błąd w sztuce medycznej wynikający z błędu w organizacji.
Jak do tego dołożymy możliwości postępowań karnych oraz dyscyplinarnych to aż dziw bierze, że są tak odważni ludzie, którzy wykonują zawód lekarza.
O roszczeniach z poszczególnych tytułów oraz dowodach jakie można przedkładać na obronę lekarza (szpitala) oraz o rolach w procesie cywilnym w kolejnej części.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze