Hipotermia to problem, który dotyka ludzi przez cały rok – mówi dr Tomasz Darocha, anestezjolog, współtwórca Krajowego Systemu Leczenia Hipotermii Głębokiej. Razem z dr. Kościńskim przez cztery lata pro bono konsultowali pacjentów w hipotermii głębokiej. Dziś, gdy system już działa, MZ nie chce brać pod uwagę ich sugestii.
Hipotermia, czyli obniżenie temperatury ciała poniżej 35 stopni Celsjusza, to stan zagrażający życiu, który może dotknąć każdego – niezależnie od pory roku. Profesor Tomasz Darocha, wybitny anestezjolog i współtwórca Krajowego Systemu Leczenia Hipotermii Głębokiej, poświęcił swoją karierę zawodową na walkę z tym cichym zabójcą. Dzięki jego zaangażowaniu i pracy zespołu, Polska stała się liderem w leczeniu głębokiej hipotermii, a polska medycyna ratunkowa zyskała uznanie na arenie międzynarodowej.
Prof. Tomasz Darocha: Hipotermia to stan w którym temperatura człowieka jest niższa niż prawidłowa i możemy ją podzielić zasadniczo na dwie grupy. Pierwszą, czyli hipotermię przypadkową oraz drugą czyli hipotermię pourazową. Jeżeli chodzi o hipotermię przypadkową, to jest to stan chorobowy, który możemy rozpoznać, gdy temperatura centralna ciała pacjenta wynosi mniej niż 35 stopni.
Oczywiście, że tak! Mamy zaprogramowane mechanizmy obronne. Gdy organizm się wychładza to zaczynamy się przed tym bronić np. ubieramy dodatkowe obrania, to są działania świadome, behawioralne. W tym czasie organizm robi swoje, w naszym ciele zachodzi wiele procesów. Pojawiają się drżenia mięśniowe, one są cykliczne, wysokoenergetyczne, a ich zadaniem jest produkcja ciepła dla organizmu. Dochodzi też, do tak zwanej centralizacji krążenia. Obkurczają się łożyska naczyń obwodowych (naczynia w rękach i nogach - przyp. red.) po to, żeby jak najwięcej krwi utrzymać przy kluczowych narządach położonych centralnie (w obrębie brzucha i klatki piersiowej - przyp. red.). Z naczyń obwodowych łatwiej o straty cieplne. Obniża się też metabolizm, czyli zapotrzebowanie na tlen i inne składniki odżywcze komórki. To wszystko mówię w dużym uproszczeniu, w każdym razie, w wyniku tych procesów możliwym staje się skuteczne ratowanie pacjentów, których serce przestało pracować nawet na kilka godzin.
W Polsce taka akcja miała miejsce w Wielkiej Świstówce, gdzie pomimo ekstremalnie długiego czasu zatrzymania krążenia, pacjent przeżył, jego serce nie biło 6 godzin 45 minut.
W roku 2013 do Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego dociera list od dr. Sylweriusza Kosińskiego, który jest lekarzem naczelnym TOPR-u. W liście Kosiński opisywał, że oni w TOPR mają olbrzymi kłopot. Jego koledzy ratownicy wspominają, że jeżdżą do Szwajcarii na różnego rodzaju warsztaty i tam oni leczą pacjentów w głębokiej hipotermii, a u nas nie! Skarżył się w liście, że pomimo dokładania wszelkich starań, angażowania dużych sił i środków które przeznaczają na to, żeby dostarczyć poszkodowanego spod lawiny do szpitala to bez podjęcia próby resustycji lekarz stwierdza zgon. W rozmowie z ordynatorem oddziału intensywnej terapii powiedziałem, jak mam w zwyczaju mówić: poproszę to na siebie. W ten oto sposób początkowe maile i kontakt z dr. Kosińskim przeobrażają się w plan. Spróbujmy zrobić procedurę na ratowanie pacjentów z TOPR-u. Stworzenie tej procedury to olbrzymia praca, to na prawdę stało się sposobem na życie. Za punkt honoru postawiliśmy sobie, żeby połączyć trzy światy; świat medycyny ratunkowej, świat kardiochirurgii i świat kardioanestezji, po to, żeby przybliżyć tego człowieka na granicy śmierci, do świata żywych, by dać mu szanse!
Tak, z tym że jak tylko opracowaliśmy procedurę dla TOPR-u, to szybko puknęliśmy się w głowę, że dlaczego tylko pacjenci z TOPR-u mają mieć szansę przeżycia? To może spróbujmy zrobić jakąś procedurę wojewódzką. W ten oto sposób, dzięki olbrzymiej pracy wielu osób, bo teraz przed panem siedzę ja – jako jedna osoba, a tak naprawdę to jest tytaniczna praca wielu osób, udaje się zorganizować pierwszą procedurę na poziomie województwa a następnie kraju.
Wychodziliśmy z założenia, że po pierwsze, ten system musi być oparty o filar związany z edukacją. Każdy, kto jest w łańcuchu przeżycia, musi mówić jednym językiem! Przez 11 lat udaje się przeszkolić 45 tysięcy osób w naszym kraju. Pomogły nowoczesne technologie, edukacja byłą oparta przede wszystkim na platformie edukacyjnej - Akademii Hipotermii. Udaje się też nam uzyskać dwa duże dofinansowania ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój, dzięki którym szkoliliśmy kadry medyczne też w offline, w fajnej scenerii. Stwierdziliśmy, że nie możemy siedzieć na sali wykładowej, spróbujmy zrobić pierwszy dzień szkoleniowy, a drugi dzień zasymulujemy sytuacje, w której znaleźli się nasi pacjenci. Dzięki uprzejmości i współpracy z Politechniką Krakowską, zajęcia odbywały się w komorze termoklimatycznej, takiej dużej lodówce. W komorze przy pomocy wiatru, wody, zimna i obrazu w kamerach termowizyjnych będziemy inscenizować akcje ratunkowe, żeby pokazywać jak ten łańcuch przeżycia powinien wyglądać. W takich warunkach udało się przeszkolić 960 osób, to było 40 edycji kursów dwudniowych, na każdej edycji były 24 osoby, olbrzymie zobowiązanie i olbrzymi projekt, który realizowaliśmy przez 4 lata.
Stwierdziliśmy, że musimy dać osobę do kontaktu, do tego, żeby przełamywać bariery kontaktu z medycyną pozaustrojową, ze światem kardioanestezjologii. Tak powstała rola koordynatora z hipotermii, czyli takiego człowieka, który będzie dostępny pod telefonem 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Na początku robiliśmy to w zespole dwuosobowym, czyli ja i Kosiński. Ktoś z nas codziennie przez kilka lat był wolontariuszem pod telefonem, żeby konsultować tych pacjentów, czyli doradzać w sposobie leczenia tych poszkodowanych, tak, żeby ktoś nie miał wątpliwości, że rzeczywiście dobrze postępuje. Trzecim krokiem to było to, że spróbujmy doprowadzić do tego, żeby Ci którzy są pierwsi na miejscu zdarzenia naprawdę byli wstanie pomóc, żeby po prostu mieli sprzęt. Szybko się okazało, że osoby przyjeżdżające do mnie na kurs, czy do nas na kurs, bo to nigdy nie jest gra jednoosobowa, mówiły; Tomek, fajnie, tu pokazujecie wszystkie te metody termoizolacyjności, ale my w zespołach ratownictwa medycznego nie mamy takich materiałów, bo dysponenci oszczędzają. My nie mamy możliwości termoizolowania chorego.
Nie tylko, ale między innymi to był problem. Pojechałem do Ministerstwa Zdrowia, żeby opowiedzieć, że jest problem z termoizolacyjnością. Tłumaczyłem, że to nie jest choroba rzadka, że dotyczy hipotermii przypadkowej, ale również hipotermii pourazowej. Każdy chory po urazie, szczególnie wielonarządowym, powinien być dobrze termoizolowany Wyniki badań jednoznacznie wspominają o tym, że chory, jeżeli traci temperaturę, to spada jego aktywność układu krzepnięcia, spada jego aktywność gojenia, chory wymaga więcej przetoczeń, wymaga też dłuższego pobytu na oddziale intensywnej terapii, a to wiąże się to pośrednio z jego śmiertelnością.Staram się wytłumaczyć, że dotychczas stosowana złoto-srebrna folia, jest nieskuteczna. Rozmowy skończyły się na tym, że ministerstwo wspomina, no dobrze, my czujemy powagę sytuacji, dopiszemy po konsultacji z prezesem Narodowego Funduszu Zdrowia wymagania dla dysponentów ratownictwa medycznego, że w każdej polskiej karetce będzie znajdował się śpiwór bakteriostatyczny. Niestety ministerstwo ugięło się pod presją dysponentów i dopisali tam jeszcze, lub koc bakteriostatyczny. Co prawda one są tańsze, ale nie są tak samo skuteczne i nie da się nimi dobrze izolować poszkodowanego.
Na początku ta procedura, tzn. podłączanie pacjentów pod ECMO w leczeniu hipotermii, była przeprowadzona ze stratą finansową szpitala, po prostu nie była finansowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Dzięki licznym rozmowom i pokazaniu, że takie osoby przeżywają i to z dobrym wynikiem neurologicznym udowadnialiśmy, że to co robimy nie jest żadnym badaniem klinicznym, tylko dobrze zastosowaną medycyną. Pierwsze zastosowanie krążenia pozaustrojowego w hipotermii przypadkowej odbyło się w roku 1967. Poprzez tytaniczną pracę wielu osób udaje się wprowadzić ten sposób leczenia do katalogu świadczeń gwarantowanych, czyli do koszyka świadczeń Narodowego Funduszu Zdrowia.
Polskie spostrzeżenia, znalazły się w wytycznych Europejskiej Rady Resuscytacji, czyli najważniejszym dokumencie świata medycyny ratunkowej. Z kolei film edukacyjny o procedurze pomiaru temperatury głębokiej, który miałem przyjemność współorganizować, został opisany w najlepszej gazecie naukowej na świecie, czyli The New England Journal of Medicine. Tym samym wznosimy polską medycynę do zaawansowanego świata naukowego, tak żeby dać impuls do tego, jak ma wyglądać dalszy rozwój. Pewnym ukoronowaniem tych lat pracy jest wyróżnienie przez WHO. Dwa lata temu, w roku 2022 dostaję informację z Ministerstwa Zdrowia, że jesteśmy nominowani do nagrody WHO i w kolejnym etapie otrzymuję informację, że Międzynarodowa Komisja Zdrowia, czyli WHO, przyznaje nam nagrodę za stworzenie centrum leczenia hipotermii głębokiej. To było ogromne dla nas wyróżnienie, że ktoś ze świata zdrowia publicznego i zdrowia takiego światowego pochyla się nad problemem pacjentów z niską temperaturą ciała. Wychodziliśmy z założenia, że to nie chodzi o nasze próżniactwo kolejnej nagrody, bo to nie w tym rzecz, tylko chodzi o to, że zrobi się o tym temacie głośno i że będziemy mieli możliwość dalszego rozwoju.
Oczywiście tak jak wszystko teraz ja panu pokazuję i mówię o sukcesach, tak wszystko to jest obarczone olbrzymią ilością klęsk i problemów, które muszę rozwiązywać w swojej głowie. Muszę się panu pożalić, podczas rozmów w ministerstwie zdrowia mówię: słuchajcie, minęło dziesięć lat od początku projektu ratownia poszkodowanych z niską temperaturą ciała daliśmy narzędzia, , daliśmy naukowe podstaw jak to robić. To teraz ja mam taką propozycję do Was (Ministerstwa Zdrowia), zróbmy audyt krajowy leczenia pacjentów z niską temperaturą ciała w naszym kraju za ostatnie 10 lat. Proponuje, że ja to zrobię za darmo, transparentnie, po prostu potrzebuję wszystkie historie chorób, osób, które są oznaczone odpowiednimi kodami ICD, do tego, żebyśmy zobaczyli, czy one były dobrze leczone, czy nie? Chcemy odpowiedzieć na pytanie przede wszystkim, jak możemy poprawić polski system zdrowia w kontekście pacjentów z niską temperaturą ciała. Wie Pan co usłyszałem w odpowiedzi, że nie jestem żadną stroną w tej sprawie i nie dostanę takich danych. Dla mnie to jest trochę smutne i złe, że zamiast w Polsce wzmacniać procesy osób, którzy dają z siebie wszystko, to słyszę coś takiego. Za chwilę dojdziemy do etapu, że będzie większa liczba odbiorców tego co robimy poza granicami niż w tym kraju.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze