Reklama

Innovation Day 2026. Innowacje mogą pomóc w zwiększeniu bezpieczeństwa zdrowotnego

Wszystko zaczyna się od „błądzącego pacjenta”, któremu można pomóc w skierowaniu do odpowiedniego lekarza. I nie tylko lekarza, bo może to być także pielęgniarka czy położna. To rozwiązanie, które działa już w prywatnym sektorze ochrony zdrowia, a publiczny może je wdrożyć. Między innymi o tym była mowa podczas kolejnego panelu Innovation Day.

Tym razem mowa była o tym, jak budować stabilność systemu przy rosnących oczekiwaniach pacjentów i rosnącej złożoności potrzeb zdrowotnych, a także w jakim kierunku powinny zmierzać decyzje publiczne, aby łączyć bezpieczeństwo dostaw, racjonalny dostęp do terapii i długofalową odporność systemu ochrony zdrowia.

Jak mówiła dr Maria Jessa-Jabłońska, zastępca Rzecznika Praw Pacjenta, kiedy myśli się o bezpieczeństwie lekowym, zazwyczaj kojarzy się je ze strategiami, przyszłością, zagrożeniami czy profilaktyką wojenną. Ale RPP zajmuje się rzeczami jednak bardzo bliskimi ludziom i pacjentom.

Reklama

– To codzienna praktyka kliniczna. Spośród 11 praw pacjenta przynajmniej trzy dotyczą bezpieczeństwa lekowego – mówiła ekspertka.

I tłumaczyła, że rzecznikowi zgłaszane są takie tematy jak działania niepożądane leków. Pacjenci chcą także, aby leki były w rozsądnej cenie i refundowane oraz żeby była ciągłość dostaw leków. Często są listy, petycje i pytania dotyczące braku leków w aptece, podnoszony jest też problem nierównego dostępu do programów lekowych. Są także głosy o indywidualnym dostępie – że on też przebiega różnie i jest długotrwały. Do zadań RPP należą też regularne spotkania z organizacjami pacjenckimi, a tych jest około 2200.

Reklama

– Nasze myślenie jest myśleniem pacjentów i wzajemne – wyjaśniła dr Jessa-Jabłońska.

Wyliczałą też, że jest podnoszony problem politerapii, kiedy jedna osoba przyjmuje za dużo leków jednocześnie, co może zaszkodzić.

– Farmaceuci mogą być lepszym partnerem w takich przypadkach. RPP zajmuje się także dostępnością leków i opiniuje przy wydawaniu rekomendacji AOTMiT – podała zastępczyni RPP.

To był tylko wstęp do jeszcze poważniejszej dyskusji o bezpieczeństwie, bo jak się okazuje, jest to problem bardzo złożony i nie da się w tej rozmowie uciec od pieniędzy.

Reklama

Pieniądze, kredyty i programy lekowe

Gen. broni prof. dr hab. n. med. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, zwrócił uwagę na dostęp pacjentów do leków w ujęciu programów lekowych. Tu należałoby jednak wyjść od samego pojęcia leków krytycznych.

– Programy lekowe, w zdecydowanej większości, to programy onkologiczne – mówił i dodawał, że to jedna grupa leków krytycznych. – Co jest lekiem krytycznym? Preparat, którego brak w krótkim czasie spowoduje pogorszenie się stanu pacjentów.

Problem w tym, że system nie jest idealny.

Reklama

– Podmioty lecznicze ponoszą koszty związane z tym, żeby zabezpieczyć dostęp do leków w programach lekowych. Nie rozmawiamy o wartościach kilkuset tysięcy, ale milionach, dziesiątkach milionów złotych – wskazywał generał.

A to koszt szpitala, który musi wziąć kredyt, zapłacić za leki, aby pacjent miał je dostępne. Dlatego szpital i jego dyrektor stoją przed wyborem: czy się zadłużyć i kupić potrzebne leki dla pacjentów, czy tych leków nie wydać. A chodzi o bardzo trudne przypadki, jak pacjentki chore na raka.

Reklama

– Zdarzało się, że byliśmy zmuszeni ponosić dodatkowe koszty, zaciągamy kredyt, kupujemy leki i ponosimy koszty obsługi kredytu, których płatnik nam nie zwróci. To sytuacja, której nie rozumiem – narzekał szef WIM.

Tylko w pierwszym kwartale tego roku placówka wydała 11 mln zł „ekstra” na programy lekowe. Z kolei obsługa programów lekowych to kilka milionów złotych rocznie. To np. wykonanie badań, które muszą być przeprowadzone, a które nie są refundowane.

– Mam wrażenie, że pacjent staje się problemem systemu. Wszystko byłoby finansowane w ochronie zdrowia, gdyby nie pacjenci. Skoro mamy do tego sprowadzić dyskusję, to powinniśmy się zamknąć albo się wstydzić – kontynuował generał Gielerak.

Reklama

NFZ musi liczyć pieniądze

Idealnym wyjściem byłoby zwiększenie finansowania. Ale jak mówił Dariusz Dziełak, dyrektor Departamentu Analiz i Innowacji w Centrali Narodowego Funduszu Zdrowia, nie jest to takie proste.

– Niestety, chociaż mamy kolorowe drukarki, to nie produkujemy pieniędzy. Najlepiej byłoby zapewnić wszystko za to, co mamy, ale mamy ograniczone możliwości finansowe. To nie NFZ płaci, płacą ci, którzy płacą składki i częściowo podatki – tłumaczył.

Być może kolejnym wyjściem byłoby podniesienie składki zdrowotnej, ale na to nie ma ani przyzwolenia politycznego, ani społecznego. Stąd luka w finansach. Jednak dużo zmienia się na plus, zwłaszcza w terapiach lekowych.

Reklama

– Jeszcze w 2015 r. 80 proc. nakładów było przeznaczanych na 20 proc. najciężej chorych, w 2024 roku te 80 proc. to na niespełna 18 proc. najciężej chorych, coraz bardziej kierujemy nasze działania na coraz droższe terapie – podawał ekspert z NFZ.

I przyznał, że odbywa się to częściowo kosztem innych pacjentów.

– Ale skompensowaliśmy wydatki o 198 proc. w ciągu kilku lat. A mimo to jest nadal problem z finansowaniem. Są nowe cząsteczki, programy, ale ponad 50 programów ze swoim kosztem rocznym leczenia przekracza 100 tys. zł na osobę, a takich pacjentów jest 47 tys. To naprawdę duże liczby i za to trzeba zapłacić – mówił.

Reklama

Co do składki, to zdaniem generała Gieleraka będzie trzeba podjąć jakieś decyzje. Świat się zmienia, postępuje cyfryzacja i coraz mocniej wkracza sztuczna inteligencja. To sprawi, że wkrótce etatowi pracownicy, których zacznie wypierać AI, zaczną być zatrudniani inaczej – bez opłacanych składek. A to sprawi, że obecne 127 mld zł z tego tytułu może być tylko pozytywnym wspomnieniem.

Innowacja dla pacjenta

Wojciech Łukasiewicz, dyrektor Departamentu Operacyjnego, członek zarządu Medicover Sp. z o.o. ds. operacyjnych, podsuwa jednak pomysły, jak innowacje zaprząc do poprawy bezpieczeństwa pacjentów i to w taki sposób, aby nie ucierpiały na tym finanse.

Reklama

Opisuje, że wszystko zaczyna się, gdy pacjent szuka dostępnej wizyty. Wówczas pomoc medyczna upewnia się, czy wspieranie pacjenta pomaga mu nawet w dostaniu się do odpowiedniej wizyty. Bo okazuje się, że do 30 proc. to "pacjent błądzący" – który do końca nie wie, gdzie ma i chce trafić.

– Kiedy wiemy, gdzie ma trafić, to kolejny parametr to bliskość w umawianiu wizyty – mówił i tłumaczył, że to jeden z ważniejszych czynników dla samych pacjentów.

– Pacjenci chcą załatwić to szybko, w 15 minut. Rozwiązaniem jest założenie sieci medycznej blisko pacjentów – dodał.

Reklama

To może być blisko domu, w drodze do pracy czy zdalnie. Czat z lekarzem to też oszczędność czasu.

– Jak pacjent już trafi do właściwego lekarza albo pielęgniarki czy położnej, których kompetencji też nie wykorzystujemy, ważne jest to, aby wesprzeć proces diagnozy – kontynuował.

AI to nie jest przyszłość, tylko już teraźniejszość. Nowo kupiony rezonans jest już wyposażony w mechanizmy skracające pracę lekarza. To rozwiązania, które podpowiadają, w którym miejscu tkwi problem zdrowotny pacjenta.

Po diagnozie „zaczynają się schody”. Czyli pytanie o to, czy pacjent zastosuje się do zaleceń.

– Za pomocą technologii jesteśmy w stanie pacjentom przypominać o zaleceniach, dawkach leków, podpowiadać, gdzie dany lek najlepiej zakupić – wyliczał.

Są też analizy i podpowiedzi, jak pacjent zareaguje podczas przyjmowania konkretnego leku.

– Na koniec jest element związany z oceną, jak cały proces jest dla nas efektywny i jak pomógł pacjentowi – mówił Łukasiewicz.

Chodzi o ocenę, jaki był efekt leczenia. Czy cały proces od umówienia się na wizytę pomógł, czy poprawił wskaźniki zdrowotne pacjenta i jakim kosztem się to odbyło.

Pokazuje to, że sektor prywatny i publiczny mogą się uzupełniać. 50 proc. pacjentów w Polsce to osoby korzystające z sektora prywatnego i publicznego. To, czego możemy się wzajemnie uczyć, to implementacja technologii, mierzenie efektów opieki nad pacjentem, nie tego, ile procedur wykonaliśmy, ale czy efekt, jaki pacjent uzyskał, był adekwatny do poprawy stanu pacjenta – wskazywał członek zarządu Medicover.

Bezpieczeństwo zaczyna się w laboratorium

Prof. Marek Saracyn, prodziekan Wydziału Medycznego UW ds. badań i współpracy międzynarodowej, uważa, że rynek farmaceutyczny jest dynamiczny, rosnący, ale wartość rynku przede wszystkim wynika z innowacji i nowych terapii oraz strategii.

– Połączyliśmy siły UW i WIM, tworząc wydział medyczny. Na razie jest nieduży, ale takie były założenia. To projekt nieduży, ale elitarny i kameralny – mówił.

Problemem są czas oraz środki, jakie trzeba ponieść. A to miliony i często miliardy euro.

W Polsce wąskim gardłem pozostają badania przedkliniczne po fazie eksperymentalnej, kiedy cząsteczki potrzebują kolejnych badań.

– To, czego im brakuje, to koordynacja i współpraca systemowa. W laboratoriach mamy oddanych naukowców z mnóstwem pomysłów, mają pomysły na 10 tys. nowych cząsteczek – mówił profesor.

Dlatego potrzebna jest koordynacja na poziomie centralnym – wskazanie, w którym kierunku iść, a organizacje centralne mają do dyspozycji środki i dzielą je na konkretne projekty.

Apteki – ostatni element w kryzysie

Mariusz Kisiel, prezes Związku Aptek Franczyzowych, słusznie powiedział, że apteki to ostatni element łańcucha dystrybucji leków, ale bardzo ważny.

– Apteki już niejednokrotnie okazały, że w sytuacjach kryzysowych są w stanie zapewnić dostęp, może nie do samego leczenia, ale do leków i usług. A jest to bardzo dobry rezerwuar dostępu do leków i usług w sytuacjach kryzysowych. Udowadnialiśmy to w pandemii COVID, także w czasie powodzi i w czasie natężonego ruchu imigrantów zza wschodniej granicy po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę – opowiadał.

I wyliczał, że apteka to nie tylko leki, ale też szczepienia. Chociaż farmaceuci znajdują problemy pacjenta i zdają sobie sprawę, że farmaceuta mógłby lepiej informować pacjenta, czym może skutkować przyjmowanie wielu leków.

– Czekamy na rozwiązania systemowe, robimy to trochę hobbystycznie i czekamy na rozwiązania systemowe – mówił.

– Mamy bardzo poważny problem systemowy, obserwujemy pogarszającą się infrastrukturę rynku aptecznego – dodawał.

Z danych, jakie przedstawił, wynika, że na ścianie wschodniej aż 1/4 gmin nie posiada apteki. Pacjenci nie mają w ten sposób dostępu do leków. Mogą mieć receptę farmaceutyczną czy elektroniczną, ale pacjent musi wykupić lek, czyli musi dotrzeć do apteki.

– Do 2017 roku liczba gmin z aptekami rosła, od 2017 zaczęła maleć – stwierdził Kisiel.

W jego ocenie to apteki zapewniają właśnie dostęp do leków w sytuacji krytycznej.

– Potrzebujemy silnego rynku aptecznego, solidnej infrastruktury i odpowiednio rozproszonej – dodał i zaznaczył, że dziś tak nie jest, a do aptek leki doprowadza kilka hurtowni. – Jestem zwolennikiem teorii, że aptek musi być wystarczająco dużo. Im więcej, tym lepiej, i muszą mieć kadrę – wyliczał.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 10/06/2026 13:06
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Martha Kosta - niezalogowany 2026-06-15 07:54:49

    Potrzebujesz pilnej pożyczki na spłatę długów lub kredytu hipotecznego na rozwój firmy? Banki i inne agencje finansowe odmówiły Ci pożyczki online, przez co trudno Ci było je znaleźć? Potrzebujesz konsolidacji kredytu lub kredytu hipotecznego? Nie szukaj dalej, ponieważ jesteśmy tu po to, aby wszystkie Twoje problemy finansowe i wyzwania stały się przeszłością. Skontaktuj się z nami mailowo: (mariakatarzyna167@gmail.com) lub przez WhatsApp: +12267774104. Niezależnie od rodzaju pożyczki, ta firma jest w pełni legalna. Wypróbuj ją już dziś i ciesz się pięknym uśmiechem. Martha Kosta

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości