Mróz nie jest jedynie sezonową niedogodnością. To realne, śmiertelne zagrożenie dla ludzkiego organizmu. Wraz z prognozami zapowiadającymi najsilniejsze uderzenie zimna w tym sezonie warto przypomnieć, czym naprawdę jest hipotermia – i dlaczego wciąż bywa bagatelizowana.
Hipotermia to stan, w którym organizm traci ciepło szybciej, niż jest w stanie je wytwarzać, a temperatura centralna ciała spada poniżej 35°C. To granica krytyczna – właśnie wtedy zaczynają zawodzić mechanizmy termoregulacji, a podstawowe funkcje życiowe ulegają zaburzeniu.
Według danych policji tylko od listopada ubiegłego roku do początku stycznia z powodu wychłodzenia zmarło 10 osób. Tymczasem temperatury w wielu regionach kraju spadają nocami nawet do –16°C, co znacząco zwiększa ryzyko hipotermii, zwłaszcza wśród osób bezdomnych, starszych, nietrzeźwych lub wyczerpanych.
W potocznym języku hipotermia bywa mylona z silnym wychłodzeniem czy dyskomfortem termicznym. Medycyna jest jednak jednoznaczna: to stan bezpośrednio zagrażający życiu.
Organizm człowieka dąży do utrzymania temperatury około 37°C, bo właśnie w tym zakresie enzymy i procesy metaboliczne działają optymalnie. Gdy temperatura spada naczynia krwionośne w skórze obkurczają się, pojawia się dreszcz jako próba produkcji ciepła, metabolizm zwalnia.
Jeśli zimno działa dłużej, mechanizmy te przestają wystarczać. Tempo reakcji biologicznych gwałtownie spada, a organizm zaczyna się „wyłączać”.
Hipotermię klasyfikuje się według temperatury centralnej ciała:
łagodna: 32–35°C
umiarkowana: 28–32°C
głęboka: poniżej 28°C
To nie jest podział teoretyczny. Każdy z tych zakresów wiąże się z innym ryzykiem powikłań i innym postępowaniem ratunkowym.
Jak podkreśla dr n. med. Tomasz Sanak, ratownik medyczny i wykładowca Collegium Medicum UJ, hipotermię pourazową rozpoznaje się już przy temperaturze poniżej 36°C. Oznacza to, że nie trzeba arktycznych mrozów, by doszło do stanu zagrożenia życia – wystarczy uraz, wilgoć, wiatr i brak odpowiedniej ochrony termicznej.
Skutki wychłodzenia są dramatyczne i narastają wraz ze spadkiem temperatury:
serce zwalnia (bradykardia), pojawiają się groźne zaburzenia rytmu,
oddech staje się płytki i wolniejszy,
spada skuteczność wymiany gazowej,
układ nerwowy działa coraz wolniej, aż do utraty przytomności.
W głębokiej hipotermii może dojść do migotania komór i zatrzymania krążenia, nawet przy minimalnych bodźcach.
Kluczowy jest pomiar temperatury centralnej, a nie powierzchniowej. Najdokładniejsze metody to: sonda przełykowa, pomiar w pęcherzu moczowym, termometr w błonie bębenkowej.
Pomiary „domowe” – pod pachą czy na czole – mogą być mylące i prowadzić do błędnych decyzji klinicznych.
Sposób leczenia zależy od stopnia hipotermii: w łagodnych przypadkach wystarcza bierne ogrzewanie (izolacja, suche ubranie, ciepłe otoczenie), w umiarkowanej stosuje się aktywne ogrzewanie: koce grzewcze, ciepłe powietrze, płyny dożylne, w ciężkiej hipotermii kluczowe znaczenie ma krążenie pozaustrojowe (ECMO/ECLS).
Ta technologia pozwala stopniowo ogrzewać krew i utrzymywać perfuzję narządów, gdy serce i płuca nie są w stanie pracować samodzielnie.
Paradoksalnie, hipotermia bywa też narzędziem terapeutycznym. Medycznie kontrolowane obniżenie temperatury – tzw. hipotermia terapeutyczna – stosowane jest po zatrzymaniu krążenia lub ciężkich urazach mózgu. Spowalnia metabolizm, ogranicza obrzęk i zmniejsza uszkodzenia neurologiczne.
Symbolem możliwości ludzkiego organizmu pozostaje historia Anny Baagenholm, która przeżyła spadek temperatury ciała do 13,7°C po uwięzieniu pod lodem. Dzięki szybkiej, zaawansowanej terapii wróciła do zdrowia bez trwałych uszkodzeń mózgu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze