Reklama

Grozi nam luka pokoleniowa w kardiologii inwazyjnej

W Polsce rocznie ok. 190 tys. osób ma zawał serca, co stanowi jedną z najwyższych wartości w Europie. Wciąż spłacamy dług zdrowotny a pacjenci zgłaszają się z coraz bardziej zaawansowaną chorobą wieńcową i wymagają bardziej skomplikowanych interwencji niż przed 2019 rokiem - alarmują kardiolodzy. I choć medycyna ma do zaoferowania nowoczesny sprzęt i możliwości leczenia, może wkrótce nie mieć kto tych procedur wykonywać.

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Polskie Towarzystwo Kardiologiczne w 2020 roku, w Polsce rocznie ok. 190 tys. osób ma zawał serca, co stanowi jedną z najwyższych wartości w Europie. Po pandemii sytuacja może wyglądać jeszcze poważniej, bo zaciągnięty w niej dług zdrowotny wciąż jest spłacany. 

 

Na tzw. lukę pokoleniową, jaka może pojawić się z kardiologii inwazyjnej już za 5-10 lat, zwraca uwagę prof. Tomasz Pawłowski, Kierownik Pracowni Kardioangiografii Kliniki Kardiologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA.

Reklama

 

- Średni wiek kardiologów inwazyjnych w Polsce to obecnie 49 lat. Wielu kolegów po fachu skończyło 50-55 rok życia. Kierownicy pracowni hemodynamicznych zaczynają się rozglądać za następcami i w szerokiej perspektywie nie bardzo ich widać. Być może ten problem nie dotyczy dużych ośrodków, np. Warszawy, Poznania, Katowic, bo tam zawsze jest trochę więcej chętnych do poszerzania swoich kompetencji. W mniejszych ośrodkach, problem ten jest już zauważalny, a właśnie one skupiają na sobie duży ciężar leczenia pacjentów w stanie bezpośredniego zagrożenia życia – mówi prof. Tomasz Pawłowski.

Reklama

 

Nadchodzi kryzys w kardiologii

Według danych PTK mamy 160 pracowni kardiologii inwazyjnej w Polsce i ponad 600 samodzielnych operatorów, czyli kardiologów inwazyjnych, którzy potrafią zająć się pacjentem z zawałem czy chorobą wieńcową, a także wykonywać inne zabiegi kardiologiczne.

 

- Gdy podzielimy tych specjalistów przez liczbę pracowni, wychodzi mniej więcej czterech lekarzy na pracownię kardiologii inwazyjnej – mówi Tomasz Pawłowski.

 

- Jako kandydat do funkcji Przewodniczącego Elekta Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych PTK, w ostatnim czasie miałem okazję odwiedzić kolegów w wielu pracowniach w mniejszych miejscowościach i to właśnie oni zgłaszają, że mając bardzo mało personelu, często te pracownie są obsadzone na minimalnym poziomie, co utrudnia im odpoczynek, wyjazdy na szkolenia, konferencje, kursy, bo po prostu jest ich mało – mówi prof. Pawłowski.

Reklama

 

Obecnie system leczenia ostrych zespołów wieńcowych działa bardzo dobrze i czas dotarcia pacjenta z zawałem do pracowni kardiologii inwazyjnej jest optymalny. Polska jest pokryta dość równomiernie siecią pracowni kardiologii inwazyjnej i wydaje się, że każdy pacjent, który potrzebuje pomocy kardiologicznej ma do takiej pracowni mniej więcej 50 km. Jednak, zdaniem prof. Pawłowskiego w tych placówkach muszą pracować ludzie, którzy będą się chcieli szkolić, a tych zaczyna brakować.

 

Średni wiek kardiologów interwencyjnych 

- Polska medycyna w pewnym stopniu opiera się na lekarzach, którzy albo już uzyskali, albo wkrótce uzyskają prawa emerytalne – podsumowuje prof. Pawłowski.

Reklama

 

- Znacząca liczba polskich lekarzy jest w wieku okołoemerytalnym. Kardiologia inwazyjna jest dziedziną zabiegową, gdzie umiejętności manualne oraz psychofizyczne są bardzo istotne. Doświadczenie konkretnego operatora, ilość zabiegów, które przeprowadził, doświadczenie z różnymi typami zabiegów ma ogromne znaczenie dla rokowania leczonego pacjenta. Szkolenie operatora kardiologii inwazyjnej trwa i często dopiero po ukończeniu 40. roku życia jest on „kompletny” - mówi.

"Jako środowisko nie widzimy napływu młodych lekarzy do polskich pracowni kardiologii inwazyjnej zaraz po stażu podyplomowym czy uzyskaniu specjalizacji w kardiologii ."

Reklama

 

- Trudno mi powiedzieć, ilu nam zabraknie kardiologów inwazyjnych, ale jak spojrzymy w rejestry, to ok. 25 proc. kolegów, może mówiąc po sportowemu, zawiesić buty na kołku z racji wieku lub możliwości zdrowotnych - stwierdza specjalista.

"Najbardziej braki kadrowe odczują te ośrodki, które są najbliżej pacjentów w stanie zagrożenia życia, czyli te w miastach powiatowych lub miastach do 100 tysięcy mieszkańców".

- Jeśli tych ośrodków zabraknie, wtedy ci chorzy znowu będą musieli być transportowani do ośrodków w większych miastach po to, by mieć wykonane zabiegi. Jeśli dojdzie do takiej sytuacji będziemy musieli myśleć o innych rozwiązaniach lub wręcz o likwidacji takich ośrodków, co z punktu widzenia społeczeństwa nie byłoby najlepszym rozwiązaniem - mówi.

Reklama

 

Ryzyka zawodowe w pracy kardiologa inwazyjnego

Prof. Pawłowski alarmując, że sytuacja jest poważna i luka pokoleniowa wkrótce będzie odczuwalna, ma na to kilka wytłumaczeń.  

 

- To jest praca obciążająca fizycznie, ponieważ jak wszystkie tego typu zabiegi są wykonywane w pozycji stojącej, często wymuszonej ustawieniem angiografu. Jesteśmy ubrani w ciężkie fartuchy ołowiane. Każdy z nich, w zależności od wypełnienia waży dwa-trzy kilogramy. Dla kręgosłupa i stawów to jest znaczące obciążenie i skutkuje dyskopatiami kręgosłupa lędźwiowego czy piersiowego. Nasza praca jest wykonywana w ciągłym narażeniu na promieniowanie jonizujące. O ile pojedynczy zabieg nie stanowi problemu, o tyle 100 czy 300 zabiegów rocznie już ma wpływ na zdrowie operatora. Promieniowanie ponadto oddziałuje na skórę, soczewki oczu, powodując przyspieszone procesy zaćmy czy jaskry. Wielu z nas boi się rozwoju nowotworów ośrodkowego układu nerwowego - mówi lekarz.

Reklama

 

- Praca kardiologa inwazyjnego to często praca wykonywana nocą. Trzeba dodać, że zabiegi, które wtedy się wykonuje u pacjentów są skomplikowane i często ryzykowne. Do niedawna personel medyczny, wykonujący pracę w warunkach promieniowania jonizującego miał ograniczenia pracy do pięciu godzin dziennie, później dyrektywą unijną zostało to zlikwidowane i po 2007 r. taki przepis przestał obowiązywać - podkreśla.

 

- Dziś mamy nowsze generacje angiografów, aparatów rentgenowskich czy tomografów komputerowych. Dawki aplikowane pacjentom są mniejsze, ale lekarze są nadal narażeni na nieco inne promieniowanie, tzw. rozproszone, czyli odbite od pacjenta, nieskoncentrowane w jednej wiązce. W związku z tym ono jest trochę mniej przewidywalne. Nasi pacjenci są coraz starsi, mają coraz bardziej zaawansowane zmiany chorobowe, więc my te zabiegi wykonujemy coraz dłużej. Takich zmian, związanych ze starzeniem się społeczeństwa nie uwzględniają normy i dyrektywy – mówi prof. Pawłowski.  

Reklama

 

Dane o chorobowości operatorów kardiologii inwazyjnej  

Asocjacja Interwencji Sercowo-Naczyniowych przeprowadziła ankietę wśród swoich członków na temat tego, co mogliby uznać za choroby zawodowe. Wyniki wkrótce zostaną przedstawione na zbliżającym się kongresie WCCI. Lekarze liczą, że zmienią one podejście do ich zawodu i będą podstawą do przeprowadzenia zmian legislacyjnych, dotyczących pracy w warunkach promieniowania jonizującego.

 

"Młodsi koledzy, którzy są kandydatami na kardiologów inwazyjnych często rezygnują po tym, jak widzą, w jakich warunkach pracujemy. Chcielibyśmy zacząć o tym rozmawiać jako środowisko."

Reklama

 

- Jednak na razie danych o chorobowości personelu nie było. Pierwsze próby, które zostaną pokazane w trakcie kongresu WCCI pozwolą się odnieść do tego, jak bardzo ta nasza chorobowość jako personelu medycznego jest zaznaczona i wtedy planujemy rozmawiać z ministerstwem o naszych problemach. Takie dane, do tej pory w Polsce, nie były dostępne – uważa kardiolog.

 

Innowacje receptą na lukę pokoleniową w kardiologii?

Prof. Pawłowski ma pomysł na to, by luka pokoleniowa się zmniejszyła.

 

- Chcemy pokazać kardiologię inwazyjną jako dziedzinę, która jest rozwojowa, w której młody adept, rezydent może się realizować. Gdyby udało się zawnioskować o pewne ułatwienia, związane chociażby z ograniczeniem czasu pracy, lepszą opieką medyczną dla osób, które wykonują te zabiegi czy powstaniem regulacji dotyczącej poprawy ochrony radiologicznej, sytuacja mogłaby się poprawić. Ponadto rozwój technologii informatycznych, możliwości fuzji obrazów tomografii komputerowej czy druk 3D oraz obrazy holograficzne, sprawiają, że korzystając z nich w mniejszym stopniu korzystamy z promieniowania jonizującego. Już dziś kardiolodzy pracują w goglach holograficznych, umożliwiając lepszą percepcję anatomii pacjenta i ułatwiając każdy zabieg. Ponadto rozwój robotyki w pracowniach kardiologii inwazyjnej także służy redukcji narażenia na promieniowanie i potencjalne choroby personelu. Ta droga pokazująca połączenie dziedziny zabiegowej, jaką jest kardiologia inwazyjna z nowoczesną technologią, która posłuży do zmniejszenia narażenia młodszych kolegów na promieniowanie i uczyni pracę kardiologa inwazyjnego łatwiejszą, może zachęcić młodych adeptów do zawodu.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości