Na dzisiejszej konferencji minister zdrowia Łukasz Szumowski przedstawił założenia nowych standardów okołoporodowych. Dokument stanowić ma swego rodzaju kodeks praw pacjentki. Główne zmiany to promocja karmienia piersią, jednolita edukacja przedporodowa oraz badanie ryzyka pojawienia się depresji w ciąży i po porodzie. Kadra medyczna będzie zaś edukowana z zapisów przyjętych w standardach. Zapytaliśmy ekspertów co sądzą o nowym dokumencie oraz jakie są szanse, że standardy będą respektowane przez placówki.
Ministerstwo chce także ograniczyć liczbę cięć cesarskich, które teraz stanowią ponad 40 proc. porodów w Polsce, podczas gdy Światowa Organizacja Zdrowia rekomenduje odsetek na poziomie 10 proc., średnia w Europie wynosi zaś 25 proc. Teraz standardy trafią do konsultacji społecznych.
Czy eksperci są zadowoleni z prac nad standardami?
- To jest druga edycja standardów. Teraz dysponujemy doświadczeniem związanym z wdrożeniem tego dokumentu. Decyzją ministra Radziwiłła należało odłączyć standardy merytoryczne - ściśle medyczne od organizacyjnych. Standardy medyczne są tworzone przez towarzystwa naukowe, w tym przypadku przez Towarzystwo Położników i Ginekologów i Towarzystwo Neonatologów, choć musze powiedzieć, że nie zawsze da się to oddzielić, ale szliśmy w tym kierunku. Praca nad drugą edycją standardów trwała ponad rok. Dyskutowaliśmy w bardzo szerokim gronie, nie tylko medycznym - lekarzy, pielęgniarek oraz położnych, doradców laktacyjnych oraz przedstawicieli strony społecznej. Forum było szerokie a dyskusje burzliwe. Z efektów jestem zadowolona, choć są jeszcze dwie rzeczy, które chciałabym zmienić i będę próbować to zrobić, ponieważ projekt skierowany jest jeszcze do konsultacji zewnętrznej - mówi nam prof. dr hab. n. med. Ewa Helwich - konsultant krajowy w dziedzinie neonatologii oraz kierownik Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.
Nowe standardy dobrym dokumentem
- Śledzę realizację standardów, bo uczestniczyłam w pierwszym zespole, który odpowiadał za ich opracowanie. Cieszę się, że powstały standardy i, że zostały one podtrzymane. W nowym dokumencie ujęte są zagadnienia uwzględnione już poprzednim rozporządzeniu. Został dodany bardzo ważny element w postaci edukacji przedporodowej ze wskazaniem programu ramowego dla kobiet, który mówi jak powinna wglądać edukacja ciężarnych. Zwracaliśmy uwagę na profilaktykę chorób w okresie ciąży, na aktywność kobiety oraz przygotowanie do karmienia piersią, by podnieść wskaźniki karmienia w okresie poporodowym. Uwzględniliśmy także zapisy dotyczące łagodzenia bólu porodowego w tym te farmakologiczne i niefarmakologiczne. Kontynuacje mają zapisy dotyczące zdrowia ciężarnej oraz zdrowia noworodka. Standard inspirowany jest na poród fizjologiczny oraz promowanie tego porodu jako wzorcowego w stosunku do cięcia cesarskiego. Poprzez te zapisy chcemy spowodować, by poród odbywał się w przyjaznej atmosferze. Starannie i czytelnie opisaliśmy okresy porodu, aby podmioty chciały to przyjąć i realizować, bo tu jest największy problem. Na nowo akcentujemy zachowanie kontaktu matki z dzieckiem - skóra do skóry, podkreśliliśmy rolę położnej POZ, wskazując konieczność wykrywania przemocy rodzinnej. Podkreśliliśmy rolę karmienia piersią oraz wsparcie w tym okresie. Znalazły się także ustalenia dotyczące oceny stanu psychicznego maki, profilaktyki depresji, określenia planu porodu, tak aby kobieta określiła jakie ma preferencje oraz potrzeby - to zostało wpisane na nowo - wynika to z zaleceń WHO oraz modelu opieki nad matką i dzieckiem. Istotna jest kompleksowa opieka. W standardach akcent pada na położne, by przyszła mama już w okresie ciąży miała dużą wiedzę o porodzie, aby mogła skorzystać z oferty położnej. Zależy nam na przystosowaniu sal do prowadzenia aktywnych porodów, stosowania rożnych form łagodzenia bólu i obecności osoby towarzyszącej przy rodzącej. Chcemy wsparcia w karmieniu piersią oraz powszechnej edukacji - co wiąże się oczywiście z większą liczbą położnych - przekazuje naszej redakcji Leokadia Jędrzejewska, konsultant krajowa w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologicznego i położniczego.
Rewolucja a nie ewolucja
- To co chcę pochwalić to to, że nie jest to rewolucja a ewolucja. Nadal zawarte są tam rzeczy, które uważam za bardzo ważne - m. in. dotyczące zaciskania pępowiny oraz kontaktu matki z dzieckiem zaraz po porodzie i zachęcania do pierwszego karmienia. Zapisy te nie są już tak restrykcyjne jak były, dotyczące minimum 2 godzin kontaktu. Na sformułowania „koniecznie” i „obligatoryjnie” wszyscy źle reagują - mama ma do tego prawo. Mnie zależy na tym, aby było bezpiecznie, ale i przyjaźnie. Te zapisy są bliskie złotego środka. Lekarze zawsze będą dążyć do medykalizacji, ale są i tacy, którzy mamę uważają za najlepszego obserwatora swojego dziecka. Zależy nam też na tym, aby rodzice mogli dowiedzieć się wielu rzeczy już wcześniej, żeby mama wiedziała czego ma się spodziewać, jak wygląda poród - to na pewno zmniejszy jej poziom niepokoju - tłumaczy Polityce Zdrowotnej konsultant krajowy w dziedzinie neonatologii oraz kierownik Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka Instytutu Matki i Dziecka
Testy w kierunku depresji a co później?
- Rzeczywiście, mamy obecnie problem braku możliwości wykrycia depresji, ale cóż z tego, że będzie wykrywalność jak nie ma gdzie tych kobiet kierować. Pracuję z kobietami, które chorują na depresję i jestem świadkiem ogromnych dramatów. W chwili, kiedy kobieta jest zdiagnozowana a nie ma wsparcia w rodzinie - traci dzieci, dzieci trafiają do rodzin zastępczych, ośrodków, domów dziecka, wtedy te matki nie są wstanie wyzdrowieć, oczekuje się, że zostaną poddane terapii, bo w odczuciu systemu one mogą być niewydolne. Gdy te matki są samotne lub nie mają wsparcia - mamy do czynienia z wieloletnią walką o odzyskanie tego dziecka, dotyczy to głownie depresji dwubiegunowej, którą leczy się trudniej. Matki te zwracały się z prośbą do specjalistów o pomoc a efekt był taki ze traciły dzieci, więc gdy zaczniemy kobiety zmuszać do wypełniania ankiety i diagnozowalność depresji będzie jeszcze większa to ja boje się o skalę tego całego zjawiska. Większość matek, która zagrożona jest depresją to ta, która nie ma wsparcia - te kobiety później targają się na swoje życie. Nie ma specjalistów, brakuje oddziałów oraz systemowych pomysłów. Gdy matka zwraca się z problemem lub prosi pomoc, bo ma depresje, albo sobie sobie nie radzi - system nie rusza z poziomu wsparcia tylko monitoringu, czy ona jest wydolna wobec dziecka. To nie powinno być w żaden sposób narzucone, powinna być możliwość kontaktu ze specjalistą i wcielenie odpowiednich form leczenia, co ważne w połączeniu z karmieniem piersią. Psychiatrzy bardzo często nie mają wiedzy, jakie leki można podawać przy karmieniu, karząc rezygnować z karmienia a to pogarsza nie tylko sytuację finansową tych kobiet, ale także więź z dzieckiem oraz kwestię budowania własnej kompetencji jako matki, która jest w stanie wykarmić swoje dziecko - przekazuje Polityce Zdrowotnej Julita Molenda, prezes Fundacji Wspierania Kobiet i Rodzin – ORIGO.
Jak realnie pomóc tym pacjentkom?
- Po pierwsze powinna być ambulatoryjna forma pomocy tym matkom, zapewnienie że relacja matki i dziecka jest święta a jeśli matka choruje to, że cały system jej służy, że są oddziały gdzie ona może przebywać z dzieckiem. Nagminne są sytuacje, że oddziałach psychiatrycznych nie ma laktatorów, leków zatrzymujących laktację a te kobiety zwyczajnie cierpią - mówi nam Julita Molenda.
Obawa o przestrzeganie standardów uzasadniona?
- W nowych standardach wiele elementów zostało bardziej zaakcentowanych. Czy obawiam się o ich realizację? Niestety tak. Przez lata swojej pracy monitoruje to. Chcemy żeby kobiety mogły w jak najszerszym zakresie skorzystać z tych dobrodziejstw, bo rozporządzenie jest świetne i sytuuje nas na podium Europy, ale z realizacją niestety nie jest za dobrze. Tutaj istotna jest świadomość osób sprawujących opiekę, świadomość zespołów lekarsko - położniczych, organizacja ich pracy. Myślę, że także świadomość kobiet mogłaby się przyczynić do tego, że mogłyby egzekwować te prawa. Na nowo zaakcentowaliśmy, że lekarz powinien skierować w konkretnym okresie ciąży kobietę do położnej celem objęcia ją edukacją przedporodową, bo są na to finanse (jedna godzina do 31 tygodnia ciąży oraz później 2 godziny tygodniowo). Byłoby dobrze, aby kobieta poznała swoją położną, a teraz niestety tak nie jest, zaledwie 20 proc. lekarzy kieruje swoje pacjentki do położnej - podsumowuje Leokadia Jędrzejewska.
Na brak monitoringu nowych standardów zwróciła uwagę także prezes Fundacji Wspierania Kobiet i Rodzin. - Brak egzekwowania tych zapisów budzi poważne obawy, że nie będą one respektowane, uważa.
Anna Grela
Polecamy również:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!