Reklama

Dyskusja o porządkowaniu rynku suplementów trwa

Polityka Zdrowotna
31/08/2017 11:02

Istnieje pilna potrzeba stworzenia na polskim rynku mechanizmu potwierdzania jakości suplementów diety, który pozwoliłby na odróżnienie produktów rzetelnie przebadanych ze składem potwierdzonym nie tylko przez producentów, ale i naukowców, aby pacjent mógł świadomie podejmować decyzje konsumenckie – wynika z najnowszego raportu Instytutu Ochrony Zdrowia.

Zdaniem autorów dokumentu pt. „Suplementy diety: pacjent/rynek/trendy/regulacje” kwestia, czy tego typu regulacja powinna przyjąć formę legislacyjną, czy pozostać w gestii uczestników rynku (samoregulacja) pozostaje kwestią otwartą.

Suplementy coraz popularniejsze

Raport potwierdza, że polski rynek suplementów diety od kilku lat wciąż rośnie.

- Rynek suplementów diety to jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się gałęzi w Polsce. W 2016 r. sprzedano 16 mln opakowań za 3,5 mld zł. Tegoroczna prognoza mówi już o 4 mld zł, a za 3 lata będziemy mieli sprzedaż w wysokości 5 mld zł” – mówi Witold Laskowski z Instytutu Ochrony Zdrowia.

Reklama

Z opracowania wynika, że suplementy diety zażywa ok. 72 proc. Polaków. Niestety, większość – zapewne pod wpływem reklam - myli je z lekami i przypisuje im właściwości lecznicze. Z przywołanych wyników badania TNS Polska wynika, że aż 25 proc. naszych rodaków uważa, że suplementów nie da się przedawkować. Rozpowszechnione jest też przekonanie o bezpieczeństwie samowolnego przyjmowania suplementów, bez konsultacji z lekarzem. Tak uważało 38 proc. badanych.

Twarda regulacja czy samoregulacja?

O aktualnej sytuacji na rynku suplementów diety w Polsce dyskutowali urzędnicy, farmaceuci, lekarze oraz przedstawiciele producentów, podczas konferencji, która odbyła się 30 sierpnia br. w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego.

Reklama

„To jest wielka porażka, że w ogóle mówimy o suplementach diety. Według mnie coś takiego nie powinno istnieć w XXI wieku, bo istnieje zdrowa dieta i politycy zdrowotni z pomocą promocji potrafią doprowadzić do tego, żeby ludzie się prawidłowo odżywiali. Jeśli faktycznie zachodzi konieczność zażycia suplementu, to powinien nam to zlecić lekarz” – powiedział sekretarz stanu w KPRM Jarosław Pinkas.

Minister mówił też o potrzebie zapewnienia odpowiedniej jakości suplementów, tak aby osoba kupująca taki preparat, miała absolutne poczucie bezpieczeństwa.

Reklama

- Jeśli produkt jest dostępny na rynku, każdy powinien mieć pewność, że jest on certyfikowany, powtarzalny i o wysokiej jakości – powiedział Jarosław Pinkas. Podkreślił również, że konieczne jest także jednoznaczne uregulowanie rynku reklam. Jego zdaniem spoty reklamowe nie mogą przekonywać ludzi, że suplementy diety są w stanie zastąpić warzywa i owoce.

Popyt kreują głównie reklamy

Za wprowadzeniem regulacji porządkujących rynek suplementów diety opowiada się także Najwyższa Izba Kontroli. Prezes tej instytucji Krzysztof Kwiatkowski zwrócił uwagę, że w ostatnich 15 latach Polska była najszybciej rozwijającym się rynkiem spośród 28 państw Unii Europejskiej, co jest zapewne efektem niezwykle agresywnej polityki reklamowej.

Reklama

„Jesteśmy poddani notorycznemu bombardowaniu przekazem informacyjnym, że suplementy diety są panaceum na wszystko. Już co czwarta reklama dotyczy produktów zdrowotnych, w tym suplementów, w stacjach radiowych co druga" – mówił podczas debaty Krzysztof Kwiatkowski.

Prezes NIK przekonywał, że potrzebne są mądre regulacje przygotowane przez fachowców, które podniosą bezpieczeństwo sprzedaży suplementów i nie zabiją tego rynku. W tym celu potrzebne jest m.in. wprowadzenie obowiązku monitorowania reklam, zakaz reklam wprowadzających w błąd klientów i wykorzystujących wizerunek lekarza i farmaceuty, podwyższenie kar za nieprzestrzegania ustalonych zasad.

Reklama

Certyfikować czy nie?

Zgodnie z obowiązującym prawem, aby wprowadzić suplement diety na polski rynek wystarczy zgłosić go do Głównego Inspektora Sanitarnego. Obecnie jego producent nie ma obowiązku przedstawiania żadnych badań. Jednym z postulatów w toczącej się dyskusji nad zmianami jest wprowadzenie - na wzór procedury obowiązującej w przypadku produktów leczniczych  -wymogu przeprowadzania badania przez GIS każdego suplementu przed dopuszczeniem go na rynek.

Zastępca Głównego Inspektora Sanitarnego Grzegorz Hudzik przekonuje, że przebadanie wszystkich zgłaszanych substancji przed dopuszczeniem do obrotu nie jest możliwe. Trzeba jednak prowadzić wyrywkowe kontrole suplementów po wprowadzeniu do sprzedaży.

Reklama

- To producent jest w pełni odpowiedzialny za swoje wyroby. Jeśli odważy się wprowadzić na rynek produkt niewłaściwy, stanowiący zagrożenie dla zdrowia, powinna czekać go za to drakońska kara - uważa Grzegorz Hudzik.

W opinii dr Pauliny Skowrońskiej. dyr. Polskiej Izby Przemysłu Farmaceutycznego i Wyrobów Medycznych POLFARMED, w Polsce podobnie jak w całej Unii obowiązują już wystarczająco twarde regulacje, trzeba się tylko do nich dostosować i przestrzegać. Przypomniała, że polska branża suplementów diety wprowadziła dobrowolną samoregulację, opracowując Kodeks dobrych praktyk reklamy suplementów diety. W myśl jego postanowień, zakazana jest reklama suplementów diety kierowana do dzieci. W spotach reklamowych nie można też wykorzystywać wizerunku lub rekomendacji lekarza, farmaceuty, pielęgniarki i położonej

Reklama

Brakuje edukacji społeczeństwa

Prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska, kierownik Zakładu Farmacji Klinicznej i Opieki Farmaceutycznej WUM, przypomniała, że suplement to środek spożywczy, który pozwala uzupełnić niedobory w diecie. Kłopot w tym, że nie wiemy, jakie niedobory występują w naszym organizmie. W jej przekonaniu w 95 proc. przypadków suplementy nie są do niczego potrzebne. Zdejmują jedynie odpowiedzialność za zdrowie osoby, która je przyjmuje.

- Ludziom wydaje się, że kupując suplementy, pomagają sobie zdrowotnie. A tak nie jest. Do tego dochodzą interakcje między suplementami a lekami - mówiła profesor.Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska przypomniała o swoich badaniach, które dowiodły, że dobrze poprowadzone zajęcia edukacyjne, choćby przez 10 godzin w roku szkolnym mogą spowodować, iż dzieci i ich rodzice zmienią swoje podejście do żywienia.

Reklama

- Tak więc edukacja od najwcześniejszych lat jest fundamentem zdrowego odżywiania, tylko kto jest zainteresowany taką edukacją? – pytała retorycznie prof. Kozłowska-Wojciechowska.

 

Ewa Szarkowska

Polecamy także:

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości