O 16,9% wzrósł koszt wychowania jednego dziecka na przestrzeni ostatniego roku - szacuje Centrum A. Smitha. Obecnie wynosi on ok 309 tys. zł. Co przekonałoby Polaków do zwiększenia liczby posiadanych dzieci i odwrócenia trendu drastycznie malejącej liczby urodzeń - o to zapytała firma badawcza. Przypomnijmy, że wg danych GUS w Polsce w 2022 r. urodziło się w Polsce 305 tys. dzieci. Dla porównania rok wcześniej urodziło się 331 tys. dzieci. - Jeśli chcemy poprawić dzietność powinniśmy zadbać nie o daniny, ale poczucie bezpieczeństwa pracy i stabilności gospodarczej - mówi Anna Gołębicka, eksperta Centrum A. Smitha.
Centrum im. Adama Smitha szacuje, że koszt wychowania jednego dziecka w Polsce w roku 2023 (do osiągnięcia osiemnastego roku życia i według stanu na koniec poprzedniego roku) wyniósł 309 tys. złotych, a dwójki dzieci wyniósł 513 tys. złotych. Rok wcześniej koszty te wyniosły odpowiednio 265 tys. i 439 tys. zł.
Prawie 80% kosztów wychowania dziecka stanowią koszty związane z żywnością, mieszkaniem, transportem i edukacją. W 2022 wzrosły one odpowiednio o 22.1%, 22.6%, 13.3%, 13.8%. Łączna inflacja wychowawczego koszyka zakupów wzrosła o +16.2%, a więc bardzo dużo.
W tym samym czasie wydatki na dziecko wzrosły o +16.9%, a więc więcej niż inflacja. Pozytywnym zjawiskiem jest to, że pomimo ogromnej inflacji, rodziny nieznacznie o +0.5% zwiększyły wydatki na dziecko. Cieszy to o tyle, że rok wcześniej wzrost inflacji doprowadził do spadku konsumpcji w ujęciu wolumenowym o blisko 6%. Obecnie mimo inflacji, przestaliśmy oszczędzać na dzieciach.
Za ten sam koszyk wydatków na dziecko, który w 2021 roku wynosił 265 tys. zł w 2022 roku należałoby zapłacić 308 tys. zł. Rodziny w roku 2022 przeciętnie zwiększyły wydatki odrobinę powyżej tego poziomu do 309 tys.. Wzrost wydatków powyżej inflacji oznacza niewielki realny wzrost zakupów związanych z wychowaniem dzieci. Ten sam koszyk wydatków na dziecko z 2022 roku zwaloryzowany inflacją na koniec marca 2023 wart był już 323 tys. zł, a dla dwójki dzieci 536 tys. złotych.
Częściowym wytłumaczeniem dlaczego w szczodrości wobec dzieci dotrzymujemy kroku inflacji jest dobre tempo wzrostu dochodów ludności. W 2022 przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na 1 osobę w gospodarstwach domowych wzrósł o +9.1%. Koszty utrzymania dziecka stanowiły 22% dochodu całego gospodarstwa domowego. Dekadę temu była to ponad ćwiartka. W dłuższej perspektywie udział wydatków na dziecko w dochodach gospodarstwa domowego się obniża. Rosnące ceny żywności, paliw i utrzymania mieszkania są głównymi składowymi rosnących kosztów wychowania dzieci.
- 80 proc. wszystkich kosztów związanych z wychowaniem dziecka to żywność, mieszkanie, transport i łączność oraz edukacja.
- Koszty wychowania dzieci są stosunkowo wysokie i sięgają od 15 do 30 proc. budżetu rodziny. Koszty te zmieniają się w tym przedziale w zależności od liczby dzieci, ich wieku i etapu edukacji.
Wzrost kosztów obserwowany w ostatnich paru latach wiąże się z wyższymi wydatkami na zapewnienie właściwego poziomu edukacji, który obniżył się w okresie nauki zdalnej w czasie pandemii oraz utrzymującą się inflacją wywołaną przede wszystkim nadmierną podażą pieniądza w wyniku ekspansywnej polityki monetarnej i fiskalnej banku centralnego i rządu zwanej helicopter money.
Inflacja ma niewątpliwy i jednoznacznie negatywny, tj. hamujący wpływ na procesy demograficzne.
Wywołuje przede wszystkim niepewność odnośnie do przyszłości i skłania do ostrożności, a w tym osłabia skłonność do starań o pierwsze lub kolejne dzieci z powodu obaw o przyszły status materialny rodziny. Potwierdza to sondaż przeprowadzony przez Centrum im. Adama Smitha i panel badawczy Ariadna w maju 2023.
Według badania przeprowadzonego dla Centrum im. Adama Smitha na panelu Ariadna 26-29 maja 2023 roku 80% Polaków zapytanych jak oceniają koszt wychowania i utrzymania jednego dziecka do ukończenia przez nie 18-tu lat w Polsce jest zdania, że koszty te są bardzo wysokie i wysokie. W porównaniu z 2020 rokiem takiego zdania jest o 5% więcej. Częściej koszty wychowania dzieci uważają za wysokie i bardzo wysokie osobyposiadające dzieci (5% badanych). Wśród badanych jest tego zadania 73% wyborców PIS i 90% wyborców PO.
Zapytaliśmy też w badaniu, ile trzeba wydać pieniędzy na wychowanie i utrzymanie jednego dziecka do 18 roku życia. Tylko 23% badanych uświadamia sobie, że jest to ponad 300 tys. złotych.
Kolejną kwestą jaką poruszyliśmy w badaniu była kwestia co zdaniem badanych zachęciłoby Polaków do posiadania dzieci? Aż 60% badanych zadeklarowało, że jest to stabilna praca. Na drugim miejscu pod względem deklaracji znalazła się stabilna sytuacja gospodarcza w Polsce (56% deklaracji) z czego tego zdania jest 42% wyborców PIS i 71% wyborców PO
Na trzecim dostępność darmowych żłobków lub przedszkoli (51%) z czego tego zdania jest 44% wyborców PIS i 69% wyborców PO.
Ulgi podatkowe dla pracujących rodziców zachęciłoby Polaków do posiadania dzieci zdaniem 39% badanych. Z czego tego zdania jest aż 45% osób między 35 a 44 rokiem życia.
Dodatkowe 1000 zł dla pracujących kobiet podejmujących pracę byłoby zachęcające zdaniem 22% badanych a Program 800 + (500+ po podniesieniu kwoty świadczenia) 21% badanych z tym, że tu wśród wyborców PIS jest tego zdania aż 45% deklarujących i tylko 5% wyborców PO.
Zakończenie wojny na Ukrainie zachęciłoby Polaków do posiadania dzieci zdaniem tylko 13% badanych.
Badanie pokazuje kilka tendencji. Jesteśmy świadomi, że koszty wychowania dzieci są wysokie, a grupa osób będących tego zdania rośnie. Przekonanie o wysokich kosztach można uznać z zasady za czynnik antyprokreacyjny, gdyż jest w nim zaszyty strach, czy rodzic będzie w stanie utrzymać swoje potomstwo. Zaskakuje fakt, że mimo iż wiemy, że wychowanie dzieci dużo kosztują to nie uświadamiamy sobie, że jest to, aż tak wysoki koszt. Znakomita większość badanych szacowała je ponad realny koszt wyliczony przez Centrum im. Adama Smitha.
W badaniu bardzo silnie widać podziały polityczne. Dzieci i kwestie socjalne z nimi związane stały się przedmiotem kampanii politycznej. Niemniej jednak badanie potwierdziło, że stabilna praca i stabilna gospodarka są najbardziej istotnymi kryteriami wpływającymi na potencjalną dzietność Polaków. Nie tylko gospodarka lubi jasne zasady i stabilizację, ale są to podstawy ważnych życiowych decyzji i wyborów. W całej emocjonalności aspektu posiadania dzieci odpowiedzialny rodzic stara się myśleć o tym jak i za co dzieci wychowa. Jeśli chcemy poprawić naszą demografię niezbędne jest zapewnienie przewidywalności pracy w stabilnej, ale rozwijającej się gospodarce.
Realne środki na utrzymanie dzieci będą w Polsce maleć nie tylko w związku ze wzrostem cen i kosztów życia, ale przede wszystkim w związku z pogłębiającą się coraz bardziej zapaścią demograficzną, którą może nie powstrzymać nawet napływ obywateli Ukrainy z dziećmi do naszego państwa po agresji Rosji na to państwo.
Dla młodego pokolenia skutkuje ona obarczaniem go coraz większymi podatkami na sfinansowanie rosnących kosztów utrzymania systemu emerytalnego oraz rentowego. W wyniku podwyższania opodatkowania spada siła nabywcza gospodarstwa domowego, zwłaszcza na dorobku i planującego posiadanie dzieci.
Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, stwierdził, że „w prowadzonych przez Centrum badaniach dotyczących kryzysu demograficznego w województwie opolskim jednym z jego źródeł był brak przewidywalności przyszłości dotyczącej utrzymania pracy, co potwierdza najnowsze badanie sondażowe Centrum i panelu Ariadna. Dekadę temu wystarczyło zrealizować program „praca to bezpieczna rodzina”, który dziś powinien zostać rozszerzony „przewidywalna praca i złoty polski, to bezpieczna rodzina oraz jej pokoleniowe oszczędności. Powstałyby one, gdyby rządzący w pierwszej kolejności obniżyli opodatkowanie pracy, a programy społeczne sprowadzały się do interwencji w biedę. Ciągle praca jest podstawą dobrobytu polskich rodzin, która umożliwia posiadanie i wychowanie potomstwa. Na tej drodze pojawiają się kolejne przeszkody, jak potraktowanie w roku 2022 przez banki posiadania i wychowywania dzieci jako kryterium obniżające ocenę zdolności kredytowej”.
Zdaniem dr. Kamila Zubelewicza, wykładowcy Collegium Civitas, b. członka RPP, „koszty utrzymania dzieci rosną szybciej niż przeciętne z kilku powodów. Po pierwsze, koszyk uwzględniany przy obliczaniu inflacji powinien uwzględniać przeciętną strukturę konsumpcji, a zatem bliższą osobom o przeciętnych dochodach, które mają mniej dzieci, a nie osobom o typowych dochodach, osiąganych przez większość społeczeństwa. Po drugie, struktura konsumpcji dzieci jest oczywiście odmienna od przeciętnej w kraju – ostatnio ceny dóbr podstawowych rosły szybciej niż średnia. Po trzecie, wraz ze starzeniem się społeczeństwa te różnice będą coraz większe. Po czwarte, napływ uchodźców do Polski skutkował gwałtownym wzrostem zapotrzebowania na dobre podstawowe. Dla rodzin znacznie lepsza sytuacja to deflacja, gdyż do zmian cen najwolniej dostosowują się wynagrodzenia. Na spadku cen wynikającym ze wzrostu gospodarczego zyskują pracownicy i ich rodziny, na wzrostach cen tracą. Wysokie wzrosty cen skutkują też obniżeniem jakości dóbr konsumowanych przez rodziny”.
Anna Gołębicka, ekspert Centrum im. Adama Smitha zwróciła uwagę na fakt, że „koszty wychowania dzieci wzrosły bardziej, niż inflacja a wydatki na nie obniżyły się co świadczy o priorytetowym traktowaniu dzieci ale nie jest jakimkolwiek prognostą w kierunku poprawy demografii. Po ubiegłorocznym zahamowaniu wydatków na dzieci w budżetach domowych i aktualnym wzroście możemy wysnuć wniosek, że po korekcie wydatków Polacy uznali, że na tej kategorii nie chcą i nie będą oszczędzać”.
Prof. Michał Wojciechowski, UWM, ekspert Centrum im. Adama Smitha stwierdził, że „możność godnego utrzymania dzieci ma duży wpływ na decyzje o ich posiadaniu. Tymczasem rodziny z dziećmi żyją przeciętnie skromniej, niż inni obywatele, a to redukuje dzietność. Jednocześnie system emerytalny tworzy złudzenie, że mimo ograniczenia liczby dzieci wszyscy pracujący będą mieli zabezpieczenie na starość. Złudzenie, gdyż na przyszłe emerytury nie będzie miał kto pracować. Prowadzi to do katastrofy demograficznej całej Europy. Świadczenia społeczne mogą doraźnie uratować dzieci przed nędzą, ale nie mogą zmienić generalnego trendu, gdyż koszty świadczeń zwiększają obciążenia podatkowe, czyli zmniejszają dochody z pracy i hamują rozwój, a więc w ostatecznym rachunku i dzietność. Polskie rodziny będzie stać na dzieci, gdy podatki zostaną zmniejszone, a bariery dla przedsiębiorczości usunięte. Tymczasem i rodzimy etatyzm i eurobiurokracja zmierzają w przeciwnym kierunku”.
Prof. Konrad Raczkowski, prorektor UKSW, dyrektor Centrum Gospodarki Światowej UKSW zauważył, że „koszty wychowania dzieci są nieodłącznym elementem krótkoterminowego rozwoju dzieci, jak i ich późniejszego dobrostanu. Mogą przynosić późniejsze korzyści im samym, rodzicom, jak i społeczeństwu. Zbyt często zapominamy jednak, albo nie uświadamiamy sobie, że dobre inwestycje w wychowanie dzieci w szerokim zakresie wiekowym przynoszą od 7 do 12 złotych zwrotu z każdego zainwestowanego złotego, co generalnie jest zgodne z krzywą Hackmana w zakresie zwrotu z inwestycji w kapitał ludzki. Z tego względu w pierwszej kolejności należy zadbać o pracujących rodziców dzieci i do nich skierować kierowane programy wsparcia, jak chociażby 500+, czy potencjalnie 800+, wyłączając jednak z puli wsparcia osoby niepracujące, co automatycznie wypełniłoby lukę pracowniczą na rynku pracy, zmniejszając wydatki socjalne państwa i czyniąc je efektywnymi. Pamiętać przy tym trzeba, że rosnący wskaźnik wypalenia zawodowego rodziców bierze się w dużej mierze zarówno z rosnących kosztów wychowania dzieci, jak powszechnych niedoborów opieki nad dziećmi. Warto w tym względzie spojrzeć na 5 państw, które w opinii OECD, jak i Bloomberga, posiadają najlepsze programy wsparcia finansowego dla pracujących rodziców, jak Islandia, Estonia, Niemcy, Kanada, czy Nowa Zelandia”.
Prof. Adam Mariański, dyrektor Centrum Myśli Podatkowej Uczelni Łazarskiego zauważył, że „przeprowadzone badanie wykazało, że główny ciężar ekonomiczny wychowania dzieci spoczywa na rodzinie. Państwo nie zapewnia wystarczającego wparcia w tak fundamentalnych obszarach jak na przykład nowoczesna edukacja, dostosowana do zmieniającego się świata. Warto przy tym zwrócić uwagę, że najwyżej opodatkowane są dochody z pracy. Po pierwsze dlatego, że w większości państw OECD najłatwiejszym sposobem jest opodatkowanie pracy. System płatniczy pozwala na łatwy pobór podatku, którego podatnik „nie widzi”. Jednak polski nieład zwiększyć świadomość tych obciążeń. Co w konfrontacji z przeprowadzonym badaniem winno uświadomić polskim rodzinnym jak ich obciążają skutki socjalistycznej polityki rozdawnictwa i marnotrawstwa ich podatków. Po drugie, polskie rodzinny prawie całość dochodów wydają na bieżące potrzeby, w tym wychowanie dzieci. Tym samym najsilniej zasilają budżet państwa polskiego podatki pośrednie. Wzmożone wydatki rodzin są także skutkiem błędnej polityki prorodzinnej państwa. Taki system oznacza, że rodzinny nie widzą możliwości zwiększania dzietności. Prowadzić to będzie do zwiększenia obciążeń fiskalnych osób pracujących w sytuacji starzenia się społeczeństwa”.
Dr Ks. Jacek Gniadek, SVD, ekspert Centrum im. Adama Smitha zauważył, że „przemawiając niedawno na konferencji prasowej dotyczącej narastającemu kryzysowi demograficznemu we Włoszech papież Franciszek powiedział, że tylko bogaci mogą pozwolić sobie na dzieci. Papież źródło problemu widzi w systemie gospodarczym. Polskim problemem są wysokie obciążenia fiskalne kosztów pracy. W wypełnianiu swojej funkcji społecznej państwo musi opierać się na właściwym antropologicznym fundamencie, a jest nim pierwszeństwie rodziny przed państwem. W praktyce oznacza to, że rodziny nie powinny być pozbawione owoców swojej pracy. To rodzina ma pierwszeństwo do wychowania dzieci i dbania o ich zabezpieczenie materialne”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze