Założycielka marki Dr Irena Eris, farmaceutka, pionierka polskiej kosmetologii, hotelarstwa SPA i bizneswoman, od ponad 40 lat buduje jedną z najważniejszych marek w polskiej kosmetologii. W rozmowie z PolitykaZdrowotna.com zdradza, jak radziła sobie z ogromnym obciążeniem prowadzenia firmy, dlaczego zdrowie psychiczne jest tak samo ważne jak pielęgnacja skóry oraz jakie innowacje dziś napędzają branżę kosmetyczną.
Kiedy myślimy o sukcesie dr Ireny Eris i polskiej marki, wyobrażamy sobie firmę, która łączy naukę, pasję i innowacje. Ale za każdym produktem stoi człowiek i jego historia – często pełna trudnych wyborów i wyzwań. Portalowi PolitykaZdrowotna.com pani Irena Eris mówi, jak radzi sobie z presją prowadzenia wielkiego biznesu, jak postrzega piękno, pielęgnację i co oznacza dla niej dbanie o zdrowie psychiczne – swoje i całego zespołu. Poznajemy także początki firmy, które wcale nie były usłane różami, ale pełne wiary, wytrwałości i konsekwencji.
PolitykaZdrowotna.com: Pani historia pokazuje, że nie zawsze wszystko układa się zgodnie z planem. Czy pamięta pani moment, kiedy poczuła, że porażka może być… szczęśliwym trafem?
Irena Eris: Nie dostałam się na medycynę, choć bardzo tego chciałam i byłam dobrze przygotowana. Był wtedy system, w którym na studia miała wejść równa liczba mężczyzn i kobiet, a kobiet było znacznie więcej. Znalazłam się tuż pod kreską, nie miałam też dodatkowych punktów za pochodzenie społeczne [patrz – nieinteligenckie – przyp. red.], które wtedy było brane pod uwagę, by dać szansę młodzieży z rodzin robotniczych czy chłopskich. Byłam tym bardzo rozczarowana, wręcz zrozpaczona, bo marzyłam o medycynie.
Później, jako jedna z dziesięciu osób, zostałam przyjęta we wrześniu na wolne jeszcze miejsca na farmację. Rywalizacja o miejsca była ogromna – wszyscy, którzy nie dostali się na inne kierunki m.in. weterynarię na SGGW czy biologię na UW, próbowali tam swoich sił. Początkowo farmacja nie była moim marzeniem, ale pomyślałam: „Trzeba spróbować, inaczej stracę rok”. Okazało się, że to była najlepsza decyzja – odkryłam pasję, o której wcześniej nie wiedziałam. To „nieszczęście” było moim szczęśliwym trafem. Dziś wiem, że sukces to wynik wielu różnych czynników, które nie zawsze da się przewidzieć, ale trzeba być otwartym na nowe możliwości. To szczęśliwy zbieg okoliczności, który pokazał mi, że czasem porażka może otworzyć nowe drzwi.
Reklama
Już wcześniej na studiach robiłam sama kremy. Miałam w dzieciństwie i okresie, gdy byłam nastolatką, ogromne problemy z cerą. Szukałam więc rozwiązań, jak sobie pomóc.
PolitykaZdrowotna.com: Jak sobie pani psychicznie radziła i radzi z presją prowadzenia tak dużego przedsięwzięcia, odpowiedzialnością za pracowników? Co dawało siłę w trudnych momentach?
I.E.: Nie wiem dokładnie, jak sobie radziłam, po prostu jakoś to robiłam. Bardzo lubiłam swoją pracę od samego początku. Szukałam miejsca, które pozwoli mi realizować swoje pasje i mieć wpływ na to, co tworzę. W czasach, gdy prywatny biznes był nie tylko niepopularny, ale wręcz negatywnie postrzegany, postanowiłam spróbować własnych sił. Nie miałam kompleksów i wiedziałam, że to jest moment, który może się nie powtórzyć.
Reklama
Pracowałam wcześniej w Polfie, gdzie rzeczywistość odbiegała od ambitnych planów i oczekiwań – działo się tam znacznie mniej, niż oczekiwałam. Razem z mężem podjęliśmy decyzję o założeniu małego laboratorium, w którym mogłabym pracować samodzielnie. Nigdy nie zakładałam i nie byłam świadoma, że firma musi rosnąć w nieskończoność.
Miałam wtedy ograniczoną wiedzę o biznesie, nikt mnie tego nie uczył. Byłam przekonana, że dobry produkt obroni się sam. W 1983 roku półki sklepowe były puste, ale sklepy nie chciały ryzykować przyjmowaniem mojego kremu – byłam rzemieślnikiem i miałam tylko jeden produkt. Sprzedaż odbywała się głównie przez sklepy ajencyjne, które nocą odbierały towar z fabryk państwowych i sprzedawały go natychmiast – popyt był ogromny.
Reklama
Mój mąż zajmował się dystrybucją i kontaktami z urzędami, ja pracowałam po kilkanaście godzin na dobę w laboratorium. Byliśmy cały czas finansowo pod kreską, co było paradoksem przy tak dużym zainteresowaniu produktem. Po założeniu przeze mnie firmy mąż pracował jeszcze jakiś czas na etacie, żeby nas zabezpieczyć finansowo w razie niepowodzenia w biznesie.
Surowce dobierałam pod kątem jakości, a nie dostępności. Na początku produkcja była skromna, jedynie krem półtłusty, bo na więcej nie było mnie stać. Korzystałam z pożyczonych pieniędzy, mama pożyczyła mi oszczędności, które gdy już mogłam, z dumą jej oddałam. Nie byłam zadłużona w banku, co dawało komfort psychiczny.
Reklama
Maszyny mieliśmy prowizoryczne, pracowaliśmy w wynajętym lokalu pod Piasecznem, po dawnej piekarni. Przygotowania lokalu trwały bardzo długo, bo wymogi sanepidu były bardzo wysokie i trudne do spełnienia. To było kosztowne i wymagające.
Siła brała się przede wszystkim z tego, że byliśmy razem z mężem. Samotne działanie byłoby znacznie trudniejsze. Uczyliśmy się wszystkiego od zera, inwestując wszystkie pieniądze w firmę. Ekonomii uczyliśmy się metodą prób i błędów, kierując się zdrowym rozsądkiem.
Reklama
Przytoczę decyzję o wprowadzeniu firmowych torebek w końcu lat 80., co dziś rozumiem jako budowanie marki. W tamtym czasie nie byłam tego świadoma a decyzja mogła się wydawać niedorzeczna – po co produkować torebki firmowe, skoro mieliśmy już wówczas większy popyt na produkty niż nasze możliwości produkcyjne. Ale po 1989 roku, gdy weszły zachodnie koncerny i wiele małych firm zniknęło, my przetrwaliśmy. W 1993 roku otworzyliśmy pierwszy niewielki wtedy, ale nowoczesny zakład produkcyjny i skorzystaliśmy z leasingu na szwajcarskie maszyny do produkcji kosmetyków oraz zwiększyliśmy zatrudnienie. Produkcja wzrosła, a popyt i podaż w końcu się wyrównały, dzięki temu, że po transformacji w naszym kraju, stosunek do przedsiębiorców diametralnie się zmienił na korzyść .
PolitykaZdrowotna.com: Czy zdarzyły się momenty kryzysu lub wypalenia? Jak dba pani o zdrowie psychiczne?
I.E.: Nie miałam momentu, kiedy chciałam rzucić wszystko, ale nauczyłam się, że bez odpoczynku nie da się funkcjonować. Pamiętam, że kiedy firma zaczęła szybko rosnąć, nastąpił przełom w 1989 r., a my mieliśmy zaplanowany urlop z dzieckiem. Mąż powiedział coś, co zapadło mi w pamięć: „Jeśli nie pojedziemy teraz, to nigdy nie będzie idealnego momentu. Jak ma się firma rozpaść, to się i tak rozpadnie, nasz dwutygodniowa nieobecność nie będzie miała na to wpływu”.
Pojechaliśmy i wróciliśmy z nową energią, zapałem do pracy. Dziś wiem, że równowaga między pracą a odpoczynkiem to podstawa. Chronię się przed przebodźcowaniem – nie używam telefonu komórkowego, mam telefon stacjonarny i komputer w pracy. To pomaga zachować spokój i kontrolę nad własnym czasem.
Reklama
PolitykaZdrowotna.com: Jak pani dba o swoje zdrowie? Specjalna dieta, sporty?
I.E.: Nie stosuję żadnej diety, ale mam zasadę, żeby się nie objadać. Mam dużo szczęścia, bo nie jestem osobą schorowaną. Nadal z mężem pracujemy – choć jeden z synów przejął zarządzanie firmą i jest prezesem spółki. Próbowałam różnych sportów, żeby znaleźć coś dla siebie: narty, łyżwy, pływanie. Jednak żadna dyscyplina mnie tak naprawdę nie wciągnęła na tyle, by uprawiać ją regularnie. W efekcie nie ćwiczę, nie uprawiam czynnie żadnego sportu, choć bardzo lubię spacerować, szczególnie podczas urlopu. Staram się, by ruch był obecny w moim życiu, ale nie na siłę, nie w formie męczących treningów.
Reklama
PolitykaZdrowotna.com: Jakie kierunki badań i technologie uważa pani dziś za kluczowe w kosmetologii opartej na nauce?
I.E.: Od początku koncentrujemy się w Dr Irena Eris na własnych badaniach naukowych. Dlatego powstało Centrum Naukowo-Badawcze, w którym pracuje ponad 20 specjalistów – biologów, farmaceutów, chemików, jak również współpracujemy z dermatologami. Analizujemy substancje aktywne, ich skuteczność, dawki, przenikanie przez skórę oraz wzajemne interakcje. Prowadzimy badania laboratoryjne i kliniczne na różnych poziomach, również z udziałem ochotników, bo tylko w ten sposób można rzetelnie potwierdzić działanie produktu.
Reklama
Dziś szczególnie fascynują mnie badania na poziomie komórkowym, zwłaszcza te dotyczące mitochondriów, procesów longevity oraz utrzymania dobrej jakości życia jak najdłużej. Kosmetologia coraz silniej łączy się z medycyną, biologią i farmacją, a te dziedziny zaczynają się wzajemnie przenikać, co otwiera zupełnie nowe możliwości.
Współczesne, najbardziej innowacyjne koncepcje pielęgnacyjne opierają się właśnie na substancjach działających wewnątrz komórki. Oczywiście muszą to być składniki bardzo dokładnie przebadane. Produkcją i przygotowaniem substancji aktywnych zajmują się liczni wyspecjalizowani producenci, bo każda z nich wymaga zupełnie innego zaplecza technologicznego, kontroli jakości i standardów, które wykraczają poza możliwości pojedynczych firm kosmetycznych, używających wielu takich substancji
Na czasie jest pielęgnacja ukierunkowana na mitochondria, czyli centra energetyczne naszych komórek. Coraz częściej mówimy też o longevity – rozumianej nie tylko jako długość życia, ale jako jego jakość: aktywność, sprawność, samodzielność i dobre samopoczucie do późnych lat. Chodzi o to, by żyć długo, ale w zdrowiu, bez obciążeń dla siebie i otoczenia. Pielęgnacja skóry staje się więc elementem nowoczesnej profilaktyki zdrowotnej – bo zadbany wygląd, brak kompleksów i dobra kondycja skóry realnie wpływają na nasze funkcjonowanie i psychiczny dobrostan.
PolitykaZdrowotna.com: Czym w praktyce różni się kosmetyk oparty na badaniach publikowanych na liście filadelfijskiej od produktu, który powstaje wyłącznie w laboratorium wdrożeniowym?
I.E.: Centrum Naukowo-Badawcze powstało u nas ponad 20 lat temu i od samego początku było pomyślane jako zupełnie inny byt niż klasyczne laboratorium technologiczno-wdrożeniowe. To są dwa różne światy i dwa różne etapy pracy. Laboratorium technologiczno-wdrożeniowe – lepsze czy gorsze – musi mieć każdy producent, bo ktoś musi przełożyć recepturę na produkcję, na maszyny, na skalę przemysłową. My natomiast zaczynamy wcześniej – od nauki. Jesteśmy dzięki temu innowacyjni.
Centrum Naukowo-Badawcze jest punktem wyjścia całego procesu. To tam prowadzone są badania podstawowe i aplikacyjne, których celem nie jest samo ich istnienie czy publikacja „dla zasady”, ale przełożenie wyników na konkretne, skuteczne kosmetyki. Badania są narzędziem, a nie celem samym w sobie.
W Centrum pracuje ponad 20 osób z tytułami naukowymi – biolodzy, farmaceuci, chemicy.. To zespół, który potrafi patrzeć na rozwój produktu wieloaspektowo, profesjonalnie i perspektywicznie. Najpierw stawiamy pytanie: po co prowadzimy dane badanie i co chcemy dzięki niemu sprawdzić?
Kupujemy substancje aktywne na całym świecie. Bardzo często ta sama substancja jest oferowana przez kilku producentów, z których każdy twierdzi, że jego rozwiązanie jest najlepsze. My mamy narzędzia, by to obiektywnie zweryfikować. W Centrum Naukowo-Badawczym testujemy próbki substancji aktywnych i wybieramy te, które rzeczywiście wykazują najwyższą skuteczność i bezpieczeństwo.
Kolejnym etapem jest projektowanie składu produktu – decyzja, jakie substancje i w jakim zestawieniu mają się w nim znaleźć. Tu teoria nie wystarcza. W praktyce bowiem substancje aktywne mogą sumować swoje działania ale mogą też wzajemnie go wzmacniać, dając efekt synergii. Niestety mogą się jednak także dezaktywować albo tworzyć niepożądane, a nawet toksyczne połączenia. Tego nikt nie jest w stanie przewidzieć – to dla każdej receptury należy sprawdzić samemu
Dlatego badamy nie tylko skuteczność pojedynczych składników, ale również ich wzajemne interakcje oraz optymalne dawki. Bo podobnie jak w medycynie: zbyt mała dawka nie działa, zbyt duża może być szkodliwa. Kluczowe jest znalezienie dawki terapeutycznej – skutecznej i bezpiecznej.
Sprawdzamy także zdolność przenikania poszczególnych substancji przez skórę, która z natury jest barierą ochronną organizmu. Naszym zadaniem jest stworzenie kosmetyku, który w sposób bezpieczny, gwarantuje dotarcie substancji do głębszych warstw skóry i do właściwychkomórek. To również wymaga badań.
Proces badawczy przebiega etapami: najpierw badania in vitro na hodowlach komórek skóry, następnie ex vivo – na tkankach w warunkach laboratoryjnych, a na końcu badania in vivo, czyli badanie końcowego kosmetyku z udziałem ochotników. Równolegle, po wyborze substancji aktywnych, projekt trafia do laboratorium technologiczno-wdrożeniowego. Tam dobierane są substancje pomocnicze, badana jest reologia produktu, jego aplikacja na skórze, kompatybilność z opakowaniem, stabilność , zapach – jeśli jest potrzebny – oraz trwałość w ekstremalnych warunkach temperaturowych.
Po zakończeniu tego etapu produkt wraca do Centrum Naukowo-Badawczego, gdzie przeprowadzamy końcowe badania in vivo z wykorzystaniem nowoczesnej, wiarygodnej aparatury pomiarowej, uznawanej w świecie naukowym. Odpowiednio dobranej grupie badanych ochotników - mierzymy m.in. głębokość zmarszczek, poziom przebarwień, parametry naczyń krwionośnych i wiele innych wskaźników jakości skóry.
Wyniki tych badań są publikowane w recenzowanych czasopismach naukowych, głównie amerykańskich, znajdujących się na tzw. liście filadelfijskiej – czyli w najbardziej prestiżowych, wysoko punktowanych periodykach naukowych na świecie. Każda praca przed publikacją przechodzi rygorystyczny proces recenzyjny i tylko rzeczywiście nowe, wartościowe odkrycia mają szansę zostać zaakceptowane. Do tej pory opublikowaliśmy ponad 100 prac naukowych, dotyczących naszych badań, rozwiązań i innowacji.
Posiadamy również 12 własnych patentów, a kolejne są w trakcie procedury. Proces patentowy jest długi i wymagający – trwa od trzech do nawet sześciu lat – i do momentu zgłoszenia nie wolno ujawniać szczegółów rozwiązania. Raz popełniliśmy błąd, prezentując wyniki zbyt wcześnie na kongresie dermatologicznym, co uniemożliwiło późniejszy patent. To była dla nas ważna lekcja.
Cały ten proces – od badań podstawowych, przez testy laboratoryjne i kliniczne, po publikacje i patenty – jest fundamentem kosmetologii opartej na nauce. I właśnie tak rozumiemy innowacje: jako rzetelną, długofalową pracę badawczą, a nie marketingowe hasło. A zwieńczeniem naszej naukowo-badawczej pracy jest fakt, że marka Dr Irena Eris jako jedyna z Europy Środkowo-Wschodniej należy do prestiżowego Comité Colbert. To elitarne stowarzyszenie francuskich i międzynarodowych marek luksusowych, m.in. Chanel, Dior, które łączy wspólna misja promowania francuskiego savoir-faire, najwyższej jakości produktów oraz unikalnego dziedzictwa kulturowego i rzemieślniczego. Dla nas, jako marki z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, dołączenie do Comité Colbert jest symbolem uznania na arenie międzynarodowej.
PolitykaZdrowotna.com: Jak pani definiuje piękno i jakie znaczenie ma dla pani holistyczne podejście do niego?
I.E.: Piękno to nie tylko wygląd, to przede wszystkim poczucie własnej wartości, brak kompleksów i możliwość realizowania swoich celów. Dlatego rozwijamy nie tylko kosmetyki, ale też Kosmetyczne Instytuty i hotele SPA – to trzy filary: pielęgnacja, regeneracja i odpoczynek. Nasze SPA to nie sanatorium, ale przestrzeń, gdzie można odpocząć po swojemu – aktywnie lub w ciszy, z dobrą książką, na spacerze w naturze. Dbamy o to, by miejsca, które tworzymy, były przyjazne środowisku i lokalnej społeczności. To dla mnie właśnie jest holistyczne piękno – dbałość o ciało, umysł i duszę. Stawiamy na ekologię, lokalne produkty w naszych hotelowych restauracjach. Mamy certyfikat Green Key. Polska ma ogromny potencjał, bo społeczeństwo się starzeje, a ludzie coraz bardziej cenią sobie dbanie o zdrowie i dobrostan psychiczny i fizyczny.
PolitykaZdrowotna.com: Jak hotele wspierają zdrowie psychiczne gości?
I.E.: Wprowadzamy muzykę na żywo, sesje z misami tybetańskimi, spotkania z artystami – to pomaga oderwać się od codziennych trosk. Mamy także współpracę z psychologami, choć takie spotkania nie są jeszcze standardem. Ważne jest dla nas, by każdy gość mógł odpocząć na swój sposób – czytając, ćwicząc, spacerując. Dla rodzin oferujemy opiekę animatorów dla dzieci, co daje rodzicom spokój i przestrzeń na regenerację.
PolitykaZdrowotna.com: A jak wygląda dzisiaj w waszej firmie podejście do dobrostanu pracowników?
I.E.: Dobrostan pracowników to absolutny fundament trwałości firmy. Dobra atmosfera, szacunek i współpraca to podstawa. Wszyscy w firmie muszą wiedzieć, do czego dążymy i jaki jest ich wkład. Nie ma osoby zbędnej – każdy ma swoją rolę i wartość. Cieszymy się, gdy możemy razem osiągać efekty.
Staramy się dawać pracownikom możliwość rozwijania się nie tylko zawodowo, ale i osobiście. Mamy m.in. akcje charytatywne, jak Szlachetna Paczka czy mikołajki, które angażują zespół w pomoc potrzebującym. Organizujemy też wykłady i odczyty online – na przykład o tym, jak przygotować się do urlopu czy jak unikać wypalenia zawodowego albo dbać o kręgosłup.
Dbamy o aktywność fizyczną – finansujemy zajęcia sportowe i klub sportowy dla naszych pracowników. W firmie działa intranet, na którym pojawiają się ogłoszenia i inicjatywy pracownicze. Nagradzamy innowacje i pomysły, które przynoszą efekty, świętujemy jubileusze stażu pracowników w naszej firmie: 5, 10, 15, 20, a nawet 30 lat. Wręczamy też specjalne statuetki, które projektował znany rzeźbiarz, aby podkreślić wkład pracowników w budowanie firmy i ich staż w firmie.
Dysponujemy własnym bufetem, gdzie ludzie mogą poczuć się jak w domu, a otwartość na potrzeby zespołu jest dla nas bardzo ważna. Chcemy, by każdy czuł się doceniony i miał przestrzeń do wyrażania swoich potrzeb.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze