Coraz więcej państw europejskich znosi obostrzenia i planuje “powrót do normalności”. Takie zapowiedzi słychać także z ust polskiego Ministra Zdrowia, który w środę na konferencji prasowej zapowiedział “początek końca pandemii”. To nie pierwszy taki komunikat polskiego rządu. Słynne "koronawirus jest już w odwrocie, nie trzeba się go bać" znamy z wypowiedzi Premiera Mateusza Morawieckiego, krótko przed drugą turą wyborów prezydenckich. Dyrektor generalny WHO przestrzega dla odmiany, że za wcześnie jest by mówić o końcu pandemii. Czy można jeszcze ufać jakimkolwiek prognozom epidemicznym?
Który to już koniec pandemii w Polsce?
O pierwszym przypadku zakażenia koronawirusem w Polsce Ministerstwo Zdrowia poinformowało 4 marca 2020 roku, czyli prawie dwa lata temu. Początkowo, zarówno w Polsce, jak i na całym świecie, do koronawirusa podchodzono bardzo ostrożnie. Przy niewielkiej liczbie zakażeń, w porównaniu z obecnie odnotowywanymi pozytywnymi przypadkami, wprowadzano lockdown. Decyzja ta nie była aż tak złym posunięciem w sytuacji, kiedy SARS-CoV-2 nie był powszechnie znany i przebadany oraz nie istniały żadne badania mówiące o tym, jak walczyć z tym wirusem. Po kilku miesiącach zamknięcia, przed wakacjami, rząd zaczął luzować restrykcje. To wtedy wszyscy mogliśmy usłyszeć słowa premiera Mateusza Morawieckiego:
"Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się tego wirusa, tej epidemii. I to jest dobre podejście, bo wirus jest w odwrocie”.
W lipcu i sierpniu faktycznie liczba zakażeń była niższa niż we wcześniejszych miesiącach, jednak jesienią, zgodnie z zapowiedziami epidemiologów, odnotowywano coraz więcej pozytywnych przypadków i coraz więcej ludzi zaczęło umierać. Premierowi przyszło szybko przeprosić za słowa, które nigdy nie powinny paść.
W odwrocie po raz drugi
Po przeżyciu jednego końca pandemii, przyszedł czas na kolejny. Po półtora roku od wypowiedzi Mateusza Morawieckiego, koniec pandemii ogłosił minister zdrowia Adam Niedzielski podczas konferencji prasowej. Minister zdrowia w swoich słowach był jednak ostrożniejszy niż szef rządu, ponieważ przyznał, że deklaracja ta jest odważna. Na jej usprawiedliwienie podał przykłady innych państw, które znoszą restrykcje. Są to m.in. Dania, Szwecja czy Norwegia.
Minister Adam Niedzielski nie uwzględnił jednak różnicy pomiędzy poziomem zaszczepienia i liczbą zgonów w państwach skandynawskich, a w Polsce. 8 lutego w Polsce zmarło 287 osób, w Danii 18, w Szwecji 64, a w Norwegii nie odnotowano żadnego zgonu. Jeśli chodzi o szczepienia, w Szwecji w pełni zaszczepionych jest 72,7 proc. osób, w Danii 81,2 proc., w Norwegii 74,4 proc., a w Polsce zaledwie 57,7 proc. Patrząc na te dane, porównywanie się do innych krajów jest co najmniej nie na miejscu.
Tym bardziej, że jeszcze miesiąc temu zarówno Adam Niedzielski, jak i szef rady gospodarczej przy premierze wieszczyli pełną katastrofę. 100 tys. zachorowań dziennie i milion osób hospitalizowanych. Członkowie Rady zrezygnowali, a Premier wygłosił jedno z najbardziej zaskakujących zdań ostatnich 2 lat. Zasugerował, że decyzje dot. zdrowia i życia Polaków, mimo 100 tys. ponadmiarowych zgonów, były podporządkowane ruchom politycznym.
- Rada Medyczna wzywała do radykalnych działań, z punktu widzenia medycznego uzasadnionych jak restrykcje czy obowiązkowe szczepienia. My uwzględniamy jako politycy również to, co jest możliwe do zastosowania w społeczeństwie.
To w zasadzie chyba najlepsze podsumowanie zarządzania pandemią w Polsce.
Rozdźwięk w WHO
Ogłoszenie “bliskiego końca pandemii” w Polsce nastąpiło kilka dni po tym, jak Dyrektor WHO Europe, dr Hans Kluge, stwierdził, że Europa wchodzi w fazę końcową epidemii. Stwierdzenie takie uzasadnił spadającą liczbą zgonów na całym kontynencie, a także łagodniejszym przebiegiem choroby po zarażeniu dominującym w Europie wariantem Omikron, które nie przyczynia się ani do zwiększenia liczby hospitalizacji, ani do zwiększenia śmiertelności. Dr Hans Kluge mówił także o cieplejszej pogodzie, która utrudnia rozprzestrzenianie się wirusa.
Dwa dni przed briefingiem prasowym dyrektora WHO Europe, Dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus tłumaczył sytuację jednak nieco inaczej.
- Jest za wcześnie, by którykolwiek kraj ogłosił zwycięstwo nad pandemią lub porażkę w walce z nią - mówił.
Tedros Ghebreyesus podkreślił, że w niektórych krajach liczba zgonów wciąż rośnie. Mówił również, że przy obecnym poziomie zaszczepienia społeczeństwa, aż tyle osób nie powinno umierać na COVID - 19.
Niespójność przekazu pomiędzy władzami centralnymi, WHO, a delegaturą europejską jest zastanawiająca i świadczy tylko o tym, że tak naprawdę nikt nie wie, kiedy pandemia się skończy. Trudno więc dziwić się społeczeństwu, które jest nieufne wobec decyzji rządzących, nie chce się szczepić, nie chce nosić maseczek, chce żyć normalnie.
Polecamy także:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!