Ponad 700 lekarzy zza wschodniej granicy dostało od ministra zdrowia zgodę na pracę w polskim szpitalu na uproszczonych zasadach. Cała procedura przyjazdu i zatrudniania w Polsce trwa 2-3 miesiące, choć kandydatów do pracy czasem negatywnie opiniują izby lekarskie lub konsultanci krajowi.
Przewiduje ona, że lekarze, pielęgniarki, położne i ratownicy medyczni spoza Unii Europejskiej mogą być przyjmowani do pracy na uproszczonych zasadach. Medycy spoza UE nie muszą potwierdzać żadnym certyfikatem znajomości języka polskiego.
Z danych, jakie Ministerstwo Zdrowia przekazało Polityce Zdrowotnej, wynika, że od początku 2021 r., wpłynęły do resortu zdrowia 1 174 wnioski od lekarzy cudzoziemców o wydanie zgody na pracę w Polsce. Z tego:
Liczby rosną
Ministerstwo Zdrowia wydało zaś lekarzom 742 decyzje pozytywne oraz 21 odmownych w procedurze na określony zakres czynności, czas i miejsce zatrudnienia.
Jednocześnie 396 pielęgniarek i położnych ze wschodu zawnioskowało o zatrudnienie w polskich szpitalach. Dla 170 spośród nich minister zdrowia wydał pozytywne decyzje.
Najmniej liczna była grupa ratowników medcznych z krajów spoza UE, którzy chcieliby podjąć pracę w tym zawodzie w Polsce. Tylko 36 ratowników medycznych z Białorusi czy Ukrainy zawnioskowało o taka możliwości pracy w naszym kraju. 12 z nich otrzymało pozytywne decyzje ministra zdrowia.
Dwa, trzy miesiące formalności
Dwóch lekarzy z Ukrainy ściągał dyrektor szpitala powiatowego w Makowie Mazowieckim. Cała procedura, od momentu gdy odbyła się z nimi rozmowa zdalna, do czasu podjęcia pracy w szpitalu, trwała trzy miesiące.
- Można i szybciej, bo w dwa miesiące to załatwić. Ale temu państwu - to małżeństwo lekarzy - wypadły jakieś sprawy rodzinne. Na razie czekają na ostateczną decyzję ministra zdrowia, ale podjęli już w naszym szpitalu pracę w charakterze asystenckim. Pozyskaliśmy w ten sposób chirurga i kardiologa-internistę - mówi Jerzy Wielgolewski, dyrektor szpitala powiatowego w Makowie Mazowieckim.
Szpital płaci za usługę rekrutacyjną
Rekrutacją lekarzy zajmowała się firma zewnętrzna z Zakopanego. Firma, w zamian za ściągnięcie pracownika do Polski, przygotowanie i przetłumaczenie mu dokumentów, pobiera od szpitala opłatę w wysokości jednomiesięcznego wynagrodzenia pracownika.
- Z tym, że musi to być rekrutacja skuteczna, zakończona tym, że pracownik podejmuje u nas pracę. Nie ma się czego bać w zatrudnianiu lekarzy ze wschodu. Chirurg zna język polski dobrze. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że pewnie nie wszyscy, którzy trafią do polskich szpitali zostaną tu, może się nie sprawdzą. Ale trzeba szukać rozwiązać i zaradzać naszym brakom kadrowym - przekonuje Jerzy Wielgolewski.
Według obowiązujących od początku 2021 r. przepisów, lekarz zza granicy może znaleźć pracę w Polsce bez wcześniejszej nostryfikacji dyplomu, bez podpisywania oświadczenia o znajomości języka polskiego. Medyk musi być tylko zatrudniony w polskim szpitalu i pracować w nim przez kilka lat do czasu nostryfikacji.
Po otrzymaniu zielonego światła z resortu zdrowia do podjęcia pracy lekarz z zagranicy musi jeszcze uzyskać pawo wykonywania zawodu z okręgowej izby lekarskiej. Gdy je uzyska, może pracować przez 5 lat w polskim szpitalu i przez ten czas może nostryfikować dyplom.
Np. warszawska izba wydała w ciągu 2021 r. 67 decyzji o przyznaniu prawa wykonywania zawodu na uproszczonych zasadach, z tego 16 było negatywnych.
Brak znajomości języka
- Główną przeszkodą jest brak znajomości języka polskiego. Trafiają do nas lekarze nie umiejący porozumieć się w naszym języku - informuje Tomasz Imiela, wiceprezes warszawskiej izby lekarskiej.
Nawet gdy izba nie wyda zainteresowanemu prawa wykonywania zawodu, może on i tak pracować w szpitalu i wykonywać zawód na podstawie i w zakresie określonym w decyzji Ministra Zdrowia i jest w tym okresie uznawany za lekarza albo lekarza dentystę posiadającego odpowiednie prawo wykonywania zawodu.
Przed wydaniem decyzji administracyjnej cudzoziemcowi, minister powinien skonsultować to z danym konsultantem krajowym. Choć nie jest to obligatoryjne. W środowisku mówi się, że negatywne opinie dostają chirurdzy z Ukrainy.
- Przede wszystkim obowiązują nas określone przepisy w tym zakresie i to one warunkują to, czy kandydat spełnia wymogi obowiązujące lekarzy kandydatów do tytułu specjalisty. Jeśli kandydat przedstawia pełną dokumentację, jednoznacznie odzwierciedlającą wypełnienie norm z programu szkolenia specjalizacyjnego w zakresie chirurgii, to ja jedynie potwierdzam spełnienie kryteriów bądź brak ich spełnienia. Mówienie, że negatywnie opiniuję wnioski kandydatów jest całkowicie nieprecyzyjne! Albo jest zgodne z obowiązującymi przepisami, albo nie. I to jest podstawą do wydawania opinii. Zdecydowana większość kandydatów musi uzupełniać swoje kwalifikacje o kursy, staże kierunkowe, zakresy i liczbę wymaganych procedur, tak aby były spełnione polskie przepisy i normy w tym zakresie - zaznacza prof. Grzegorz Wallner, krajowy konsultant w dziedzinie chirurgii ogólnej.
Choć nawet jeśli opinia konsultanta jest negatywna, minister zdrowia może postąpić po swojemu. Co oznacza, że w przypadku przyjmowania lekarzy ze wschodu do pracy na uproszczonych zasadach, ostateczny głos ma resort zdrowia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!