Ponad 20 mln Polaków ma podwyższone stężenie całkowitego cholesterolu oraz tzw. złego cholesterolu LDL i trójglicerydów. Większość nie jest świadoma tego, że taki stan im zagraża. Podwyższony poziom niekorzystnych lipidów może dotyczyć również osób, które mają prawidłową masę ciała. Coraz częściej dotyka też dzieci.
Nawet 60% z Polaków, którzy mają zbyt wysoki cholesterol nie jest świadoma, że ten stan zwiększa u nich ryzyko rozwoju miażdżycy, której skutkiem najczęściej są zawał i udar. Choroby sercowo-naczyniowe są w naszym kraju numerem jeden wśród przyczyn śmierci Polaków. Specjaliści podkreślają, że należy położyć większy nacisk na edukację społeczną w zakresie profilaktyki hipercholesterolemii. Inaczej choroby serca nadal będą na czele listy polskich problemów ze zdrowiem.
Ważna rola cholesterolu
Organizm potrzebuje cholesterolu, by produkować m.in. estrogeny, ale też witaminę D3 i kwasy żółciowe. Jednak gdy jest go za dużo, odkłada się w naczyniach krwionośnych i je zatyka. Najwięcej zamieszania wywołuje nadmiar cholesterolu LDL, nazywanego złym. Jego cząsteczki przyczepiają się do ścian tętnic, z czasem tworząc złogi, czyli blaszki miażdżycowe. Zatykają tętnice i utrudniają dopływ krwi do serca, wywołując chorobę wieńcową, która często kończy się zawałem. Natomiast cholesterol HDL, zwany z kolei dobrym, gdy krąży z krwią, zbiera cząsteczki złej frakcji LDL. Przenosi je do wątroby, gdzie są utylizowane.
Większość cholesterolu jest wytwarzana właśnie w wątrobie. Tutaj produkcja jest nastawiona na zaspokojenie potrzeb organizmu i utrzymuje się na tym samym poziomie. Sporą ilość jednak dostarczamy z pożywieniem. Gdy poziom cholesterolu jest za wysoki, ten krąży w naczyniach krwionośnych i powoli je uszkadza. Skłonność do nadprodukcji cholesterolu możemy też odziedziczyć po przodkach.
- Część z nas jest tzw. hiperrespondersami, czyli osobami, które intensywnie reagują na ten cholesterol pokarmowy i u nich trzeba zwrócić większą uwagę na spożycie cholesterolu pokarmowego – wyjaśnia Stromkie-Złomaniec, dietetyczka z poradni dietetycznej zkaloriami.pl. Dlatego niektóre osoby, przestrzegające diety i prowadzące tzw. zdrowy tryb życia może mieć mimo wszystko podwyższony poziom cholesterolu.
Reklama
Wszystko w normie
Zdrowa norma to zwykle cholesterol całkowity nie wyższy niż 190 mg/dl. Frakcja HDL dla kobiet to co najmniej 50 mg/dl i dla mężczyzn 40 mg/dl. LDL nie powinien przekraczać 70-130 mg/dl. Im go mniej, tym lepiej. Wśród świadomych choroby Polaków zaledwie 6 proc. pacjentów stosuje skuteczne leczenie mające na celu obniżenie stężenia cholesterolu LDL do odpowiedniej dla pacjentów normy. Tymczasem hipercholesterolemię można łatwo zdiagnozować i skutecznie leczyć.
Prof. dr hab. n. med. Robert Gil, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego wyjaśnia:
- Dysponujemy lekami, które pozwalają nam obniżać poziom cholesterolu LDL i mnóstwo badań to potwierdza. HDL jest istotnym miernikiem, ale nie spełnia tak ważnej roli, jak LDL - mówi prof. Gil.
Miernikiem rozwoju i stopnia zagrożenia chorobami sercowo-naczyniowymi w związku z poziomem cholesterolu, przyjęło się uważać frakcję LDL, ale o tym, że HDL jest dobrym cholesterolem mówimy już coraz mniej. Jeśli cholesterol całkowity jest w normie i HDL jest w normie, to należy przyjąć, że wielkiej patologii w LDL nie ma. Zwłaszcza, gdy pacjent nie ma dolegliwości i nie przebył incydentów sercowo-naczyniowych. Ale jeśli mamy pacjenta, który w rodzinie ma epizody albo sam miał pierwszy zawał lub udar, to wtedy powinniśmy patrzeć nie tylko na całkowity cholesterol i LDL, ale również na stosunek LDL do HDL. Gdy ten stosunek jest wyższy niż 1 do 3, czyli tak mało HDL, a tak dużo LDL, to oznacza, że to ryzyko jest bardzo wysokie, czyli wskaźnik skłonności do miażdżycy jest wysoki – mówi prof. Robert Gil.
Polacy boją się statyn, a to leki, które najskuteczniej radzą sobie z podwyższonym poziomem cholesterolu, co jest niezwykle ważne np. po zawale serca i w jego prewencji. Dlatego leki nie cieszą się uznaniem wśród pacjentów.
Regularnie trzeba go badać
Zalecenia mówią, by pierwsze badanie poziomu cholesterolu wykonać ok. 20. roku życia. Potem należy je powtarzać co pięć lat. Jeśli jednak wyniki są nieprawidłowe, trzeba to robić częściej. Po 40. roku życia na analizy zgłaszamy się co dwa-trzy lata, a po pięćdziesiątce raz do roku. U kobiet ryzyko chorób układu krążenia wzrasta w okresie przekwitania. Wtedy obniża się produkcja estrogenów, a do ich produkcji organizm wykorzystuje cholesterol. Gdy w czasie przekwitania ilość hormonów zmniejsza się, może wzrosnąć poziom złego cholesterolu. Jednak w rodzinach, w których hipercholesterolemia występuje dość często, poziom lipidów należy oznaczać już dzieciom. Choć uważa się, że hipercholesterolemia nie boli, może w niektórych przypadkach, zwłaszcza u osób obciążonych genetycznie powodować konkretne objawy: nawracające zapalenia i dolegliwości bólowe ścięgna Achillesa, żółtaki (złogi cholesterolu odkładające się w ścięgnach, w skórze łokci, kolan i pośladków), tzw. rąbek starczy rogówki (biaława obwódka na oku u pacjentów poniżej 45. roku życia). Przed badaniem trzeba być na czczo, warto też zrezygnować z kolacji. Przerwa między ostatnim posiłkiem a pobraniem krwi nie może być krótsza niż 12 godzin, bo większość produktów, które zjadamy, podnosi poziom cholesterolu i zafałszowuje wyniki. Trzeba także sprawdzać frakcje cholesterolu, czyli HDL i LDL. Jeśli poziom złego LDL jest zbyt wysoki, to może być powód do niepokoju. Podwyższony zaś poziom dobrej frakcji HDL działa ochronnie na serce. Przy badaniu cholesterolu z podziałem na frakcje ważne jest też powstrzymanie się od picia alkoholu przez 48 godzin przed badaniem.
Zmiana stylu życia obniża cholesterol
Ruch i dieta to najważniejsze czynniki obniżające stężenie cholesterolu we krwi. Mogą go obniżyć nawet o 20%! Spacer, jazda na rowerze, nordic walking, bieganie, tenis, badminton, pływanie… Dyscypliny można mnożyć, ale nie rodzaj ruchu jest najistotniejszy, ale jego regularność. Badania pokazują, że średnio, gdy stracimy pięć zbędnych kilogramów, obniżamy stężenie cholesterolu LDL o 5-8 %. Przestrzeganie zasad zrównoważonej diety jest również pomocne. Najbardziej znaczącym źródłem cholesterolu są masło, ciasta (szczególnie na bazie masła i z kremem, ale także produkowane przemysłowo), jajka, sosy majonezowe, tłuste mięso i wędliny oraz tłuste sery. Warto zamienić te produkty na mniej tłuste odpowiedniki, czyli masło na oleje roślinne (np. oliwę z oliwek czy olej rzepakowy), mięso drobiowe, nabiał light. Jajka najlepiej ograniczyć do jednego dziennie lub siedmiu tygodniowo. Warto też jeść dwa-trzy razy w tygodniu tłuste ryby morskie. Zawierają kwasy tłuszczowe omega-3, które pomagają obniżać poziom cholesterolu. Przy wysokim poziomie cholesterolu obniżać go może czosnek, ponieważ zawiera allicynę, która ogranicza odkładanie się blaszek miażdżycowych w ścianach naczyń krwionośnych. Zaleca się, by ograniczyć ilość alkoholu, który bardzo podwyższa stężenie cholesterolu LDL.
Błonnik kontra cholesterol
Dlaczego ci, co jedzą dużo warzyw mają cholesterol zwykle na właściwym poziomie? Bo zawarty w tych produktach błonnik działa jak miotła na nadmiar cholesterolu. Najbardziej skuteczny jest ten zawarty w owocach i warzywach. - Według zaleceń należy go sobie dostarczać między 25 a 40 g. Błonnikiem, który będzie się najbardziej przyczyniał do obniżenia stężenia nieprawidłowego cholesterolu jest błonnik rozpuszczalny w wodzie. Znajdziemy go np. w owocach. Dlatego zachęcam, by na stołach pojawiały się teraz np. owoce jagodowe typu truskawki czy jagody, albo jabłka. Warto do menu wprowadzić też surówki, np. z marchewki albo gotowane warzywa, np. brokuły, brukselka, dip z marynowanej cebuli do mięsa – radzi Monika Stromkie-Złomaniec, dietetyczka z poradni zkaloriami.pl.
Po co walczymy z cholesterolem?
Odkładanie się nadmiaru cholesterolu LDL w postaci blaszki miażdżycowej w tętnicach może trwać latami. Jej pęknięcie, powstanie zakrzepu i w efekcie zamknięcia światła tętnicy – to sekwencja zdarzeń prowadząca do zawału serca. Wydawać mogłoby się, że przebycie zawału to wystarczający sygnał organizmu, by o siebie zadbać – jednak dla wielu chorych tak nie jest. Co piąty pacjent po zawale przejdzie go ponownie w ciągu 12 miesięcy od wyjścia ze szpitala. To właśnie pierwszy rok po zawale jest kluczowy, w tym czasie odnotowuje się najwyższą śmiertelność. Niepokoi fakt, że połowa pacjentów w ciągu roku od zawału przestaje stosować się do zaleceń lekarza i rezygnuje z przyjmowania leków, w tym tych obniżających poziom cholesterolu LDL. Dlatego lekarze postulują zmiany w działaniu programu KOS-Zawał i uzupełnienie go o obowiązkowy pomiar lipidów.
- Pierwszy pomiar wskazany jest już w czasie pobytu w szpitalu, od razu włączone powinny być leki i po czterech-sześciu tygodniach należałoby skontrolować znów poziom cholesterolu, by sprawdzić, czy leki są wystarczająco skuteczne oraz czy nie trzeba zmienić ich dawki. W wielu przypadkach się tego nie wykonuje i to jest dużą stratą dla jeszcze większej skuteczności programu wdrożonego u pacjentów po zawale serca – mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Jankowski, kardiolog z warszawskiej Katedry Chorób Wewnętrznych i Gerontokardiologii CMKP.
- Mocno wiążemy działania prewencyjne oparte o ocenę parametrów metabolicznych z naciskiem na hipercholesterolemię, ale również poziomy glukozy (cukrzyca), gdzie integralną częścią programu jest doprowadzenie do osiągniecia norm poziomu cholesterolu dla poszczególnych grup ryzyka zdarzeń sercowo-naczyniowych. Chodzi o to, żeby nie było to minimum 100 mg/dl, jako uśredniona norma tylko specyficzna dla poszczególnych grup ryzyka mniej lub równe 70, 55, a nawet 40 mg/dl. – wyjaśnia prof. Gil. - Chcemy zintensyfikować opiekę nad pacjentem po zawale poprzez wykorzystanie tego, że pojawiły się nowe leki, pozwalające z powodzeniem obniżać niekorzystną frakcję LDL cholesterolu. Dzięki temu pacjenci będą skuteczniej leczeni i unikniemy u nich kolejnych incydentów sercowych – dodaje profesor.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze