Dyskusja o nowelizacji ustawy o wynagrodzeniach dla medyków osiągnęła apogeum. Resort zdrowia przekonuje, że chce uporządkować płace i ograniczyć nierówności, ale związki zawodowe ostrzegają: część grup zawodowych może stracić, a frustracja wśród medyków rośnie. Spór o pieniądze coraz częściej staje się sporem o przyszłość całego systemu ochrony zdrowia.
Wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka przyznała w dyskusji na XXI Forum Rynku Zdrowia, że „rozwiązań proponowanych przez strony społeczne jest bardzo dużo”. MZ rozważa różne warianty – od przesunięcia wejścia ustawy w życie, po jej czasowe zamrożenie. Podkreśliła:
Chcielibyśmy to bardzo racjonalnie poukładać… Myślę, że tu jest dużo czynników, które w pewien sposób będą wpływały na te wynagrodzenia.
Zwracała również uwagę, że system wynagrodzeń medycznych jest ściśle powiązany z finansowaniem świadczeń, a decyzje kadrowe w placówkach często kończą się procesami sądowymi:
W tej chwili jakiej decyzji by nie podjął dyrektor czy prezes szpitala – i tak finalnie mógł mieć wytoczony proces sądowy.
Resort zakłada, że reforma nie będzie wyłącznie wzrostem stawek, ale także zmieniającym się modelem zatrudnienia (kontrakty, ryczałty, stawki godzinowe). Kęcka zauważyła:
Nie chodzi tylko o zwiększanie stawek, bo wszyscy doskonale wiemy, że same dopłaty nie przekładają się automatycznie na realną poprawę sytuacji.
Wiceminister Katarzyna Kęcka mocno podkreśliła znaczenie ustawy i minimalnego wynagrodzenia:
Nie możemy wracać do sytuacji, w której wynagrodzenia są poniżej płacy minimalnej, a pracownicy wykonują coraz więcej obowiązków. To fundament bezpieczeństwa i sprawiedliwości w systemie ochrony zdrowia.
Kęcka zaznaczyła też, że ustawa chroni nie tylko lekarzy i pielęgniarki, ale cały personel medyczny:
Musimy zabezpieczyć środki finansowe dla wszystkich pracowników, którzy są niezbędni do funkcjonowania systemu. Wszyscy pracownicy mają prawo do godnego wynagrodzenia.
Wiceminister Kęcka mocno podkreśliła:
Nie możemy zostawić tych wynagrodzeń w spokoju społecznym, pracownicy muszą być zadowoleni. Dialog i bezpieczeństwo finansowe personelu są fundamentem funkcjonowania systemu.
Dodała, że ustawa pozwalała na poprawę sytuacji pracowników, a wszelkie propozycje oszczędności nie mogą prowadzić do obniżania wynagrodzeń już wypracowanych.
Filip Nowak, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, podkreślił, że każda zmiana w siatce płac medyków musi uwzględniać możliwości finansowe płatnika.
Zamrożenie ustawy mogłoby pozwolić NFZ złapać oddech… Mówimy o miliardach złotych rocznie.
Reklama
I dodaje:
Tylko konstrukcja minimalnych wynagrodzeń pochłania dziś ponad 50 miliardów złotych.
Prezes Nowak zaznaczył, że im więcej środków trafi na płace, tym mniej zostanie na rozwój świadczeń i skracanie kolejek.
Musimy zachować równowagę między poprawą wynagrodzeń a realną dostępnością usług.
Dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie, prof. UJ dr hab. Wojciech Cyrul, wskazywał, że decyzje dotyczące wynagrodzeń w ochronie zdrowia realnie wpływają na pracowników placówek.
Za każdą tabelą płac stoją konkretni ludzie: pielęgniarki, diagności, lekarze. To nie są abstrakcyjne liczby. [...] Cały czas brakuje odwagi, żebyśmy sobie powiedzieli na co nas realnie stać.
Reklama
Prof. Cyrul podkreślił, że w pediatrii już trwa „wojna” o specjalistów – a brak elastyczności w zakresie wynagrodzeń utrudnia zarządzanie zasobami ludzkimi.
Nie wszyscy są lojalni wobec swojego pracodawcy – wielu poszukuje lepszych ofert.
Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski skrytykował projekt nowelizacji za brak konkretnych zapisów i nieuwzględnienie problemu kontraktów lekarskich.
Ministerstwo ma dużo pomysłów, ale żadnego konkretnego planu.
Prezes Jankowski zaznaczył, że ustawa powinna wyraźnie rozróżniać formy zatrudnienia i rzeczywiste dochody, a nie tworzyć iluzję równości.
Jak zauważył prezes Łukasz Jankowski, problem nie sprowadza się do stawek wynagrodzeń, lecz do mechanizmów ich finansowania i rozliczania.
Kiedy pan prezes Nowak mówi, że NFZ zbankrutował, proszę państwa, to nie jest metafora. Te 23 miliardy złotych deficytu za 2026 rok, to realne ryzyko, że w pewnym momencie po prostu skończą się pieniądze na świadczenia. A wtedy pacjenci zaczną być odsyłani . To właśnie oznacza bankructwo NFZ-u i upadek systemu – nie to, że lekarze gaszą światła w szpitalach, ale że państwo nie jest w stanie zapewnić finansowania opieki zdrowotnej.
Reklama
Jankowski dodał, że zarówno Narodowy Fundusz Zdrowia, jak i Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji są dziś instytucjami zablokowanymi bez decyzji politycznych:
Prezes NFZ nie ma dziś możliwości ruchu bez wsparcia finansowego. Prezes Rutkowski z AOTMiT też nie może działać – może liczyć różne scenariusze, ale bez jasnej decyzji politycznej, co ma taryfikować, to liczenie jest czysto teoretyczne. Wszyscy tkwimy w tym samym wózku, razem z dyrektorami szpitali.
Prezes NRL zwrócił też uwagę na paradoks ustawy o płacy minimalnej:
Mamy ustawę o płacy minimalnej, która obejmuje około 15 procent lekarzy. I tu zgadzam się z panią Marią Ochman – to sytuacja niegodna. Personel medyczny w państwowym systemie nie powinien być wynagradzany na poziomie płacy minimalnej.
W dalszej części dyskusji Jankowski odniósł się do mitów dotyczących wysokich zarobków lekarzy:
Często słyszymy, że lekarz zarobił 130 tysięcy złotych. To nieporozumienie. W większości przypadków te środki trafiają na konto jednoosobowej działalności gospodarczej, z której opłacane są koszty sprzętu, leasingu, ubezpieczenia czy personelu pomocniczego. To nie są osobiste dochody lekarza.
Reklama
Jak wyjaśnił, wielu lekarzy prowadzących działalność gospodarczą to w rzeczywistości pracownicy systemu publicznego zmuszeni do samozatrudnienia, by utrzymać płynność finansową placówek:
To nie są przedsiębiorcy z kluczem do skarbca, którzy nocą wywożą złoto ze szpitala powiatowego. To ludzie, którzy zostali wciągnięci w model, który miał oszczędzać pieniądze szpitali, ale w efekcie zabetonował system. Wycena procedur, kontrakty i ryczałty doprowadziły do systemowego klinczu – wszyscy jesteśmy w nim uwięzieni.
Reklama
W opozycji był Poseł PiS Janusz Cieszyński (były wiceminister zdrowia), który mówił tak:
To jest nieprawda. Ja akurat przeglądałem te kontrakty i w 90% przypadków koszty infrastruktury ponosi się w placówce. Lekarz nie jest żadnym przedsiębiorcą, tylko kimś, kto żeby płacić mniejsze podatki, ma działalność gospodarczą, liczy od 14% podczas, gdy każda osoba na umowie o pracę przy tych zarobkach płaci podatki w wysokości 32% dochodu. Lekarz na jednoosobowej działalności to fikcyjne samozatrudnienie.
Przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Krystyna Ptok ostrzegła, że środowisko jest zdeterminowane i oczekuje gwarancji.
Mówimy o minimalnych wynagrodzeniach, nie o luksusie. Te środki muszą być zabezpieczone. [...] Jeżeli to ma być narzędzie do sterowania… to zabieranie pielęgniarkom jest po prostu łamaniem ustawy.
Z kolei Maria Ochman, przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia, NSZZ Solidarność, przypomniała, że ustawa była reakcją na niesprawiedliwości płacowe.
Państwo musi zapewnić pieniądze na minimum, inaczej system się rozpadnie.
Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, podkreśliła znaczenie ustawy o wynagrodzeniach w ochronie zdrowia:
Reprezentując Forum Związków Zawodowych, daliśmy negatywne stanowisko przy ustawie w 2017 roku, bo uważaliśmy, że nie powinna być oparta tylko na wykształceniu. Trzeba brać pod uwagę doświadczenie, obciążenie pracą, środowisko biologiczne, chemiczne, fizyczne oraz stres. Niestety, byliśmy odosobnieni.
Ptok przypomniała też historyczne problemy: wypłacanie dodatków wyrównawczych pielęgniarkom do pensji minimalnej w 2017 roku i nierówności w grupach zawodowych:
Przy ustawie rozbierają się normy płacowe i są ogromne różnice w poszczególnych grupach zawodowych.
Odniosła się również do obecnej sytuacji w szpitalach powiatowych:
Oddział onkologii zgłoszono na 24 łóżka, a stale przebywa 30 pacjentów. [...] Mamy problem z absencją personelu i brakiem kadr pielęgniarskich.
Ptok podkreśliła gotowość do rozmów:
Jesteśmy gotowi rozmawiać, ale tylko o sprawach, które zagwarantują środki finansowe i nie będziemy wracać do kwestii sprzed ustawy. Nie możemy pozwolić, by wynagrodzenia były poniżej płacy minimalnej.
Poseł PiS Janusz Cieszyński (były wiceminister zdrowia) zwrócił uwagę, że głównym problemem nie jest tylko wysokość płac, ale brak stabilności regulacyjnej.
System ochrony zdrowia potrzebuje przewidywalności. Nie możemy robić rewolucji w tabelach płacowych co dwa lata.
Cieszyński przypomniał, że ustawa o minimalnych wynagrodzeniach była potrzebna, ale sposób jej wdrożenia był wadliwy.
Państwo musi zagwarantować, że nikt w systemie nie zarobi mniej niż godnie, ale nie może decydować, ile ma dostać konkretny anestezjolog czy laborant.
W jego opinii problem kominów płacowych nie zostanie rozwiązany samą ustawą, bez zmiany formy finansowania świadczeń:
Dopóki NFZ płaci procentowo od procedury, dopóty zawsze będzie ktoś, kto zarobi wielokrotnie więcej.
Ekspert ds. ochrony zdrowia i członek Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia, Wojciech Wiśniewski (Federacja Przedsiębiorców Polskich), ostrzegł, że nawet najlepsza ustawa nie zastąpi przemyślanej strategii.
Nawet jeśli ustawa wejdzie w życie, efekt nie będzie natychmiastowy. Straciliśmy kilka lat. [...] Wynagrodzenia są tylko częścią problemu, a nie jego rozwiązanie.
Zarówno resort, jak i strona społeczna deklarują gotowość do rozmów, choć z zupełnie innych pozycji. Związki zawodowe żądają gwarancji finansowych, NFZ ostrzega przed brakiem środków, a Ministerstwo Zdrowia apeluje o cierpliwość i racjonalność.
Nie chodzi o to, żeby tylko przesunąć podwyżki – musimy zbudować system, który będzie działał stabilnie przez lata – mówiła Katarzyna Kęcka.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze