Aktualizacja raportu „Internet Dzieci” przedstawiona w Sejmie ujawnia, że ponad połowa polskich dzieci w wieku 7–12 lat aktywnie korzysta z mediów społecznościowych, mimo regulaminowych ograniczeń wiekowych. Komisja ds. Dzieci i Młodzieży ostrzega: Big Techy nie robią wystarczająco dużo, by chronić najmłodszych.
Podczas posiedzenia Sejmowej Komisji ds. Dzieci i Młodzieży zaprezentowano zaktualizowane dane z raportu „Internet Dzieci”, przygotowanego przez Instytut Cyfrowego Obywatelstwa, GEMIUS, Polskie Badania Internetu oraz Państwową Komisję ds. Przeciwdziałania Krzywdzeniu Osób Małoletnich.
Dane nie pozostawiają złudzeń:
1,4 mln dzieci w wieku 7–12 lat aktywnie korzysta z mediów społecznościowych,
800 tys. regularnie odwiedza TikToka,
ponad 500 tys. ma konto na Facebooku,
400 tys. używa Instagrama,
1/3 dzieci komunikuje się przez Messengera i WhatsAppa.
To liczby, które teoretycznie nie powinny istnieć — zgodnie z regulaminami serwisów, użytkownicy muszą mieć co najmniej 13 lat.
Jeszcze bardziej alarmująca jest statystyka dotycząca treści dla dorosłych. Według danych GEMIUS-a co trzecie dziecko w wieku 7–14 lat odwiedza miesięcznie strony pornograficzne. W szczytowych miesiącach liczba ta sięga nawet miliona młodych użytkowników.
Badania potwierdzają też, że TikTok i YouTube podpowiadają dzieciom niebezpieczne materiały. Raporty BBC i CCEDH wykazały, że nawet po włączeniu tzw. „trybów bezpieczeństwa”, algorytmy tych platform nadal sugerują dzieciom treści o charakterze seksualnym czy związane z zaburzeniami odżywiania.
- To nie jest tylko kwestia edukacji rodziców. To kwestia odpowiedzialności firm technologicznych, które tworzą produkty narażające dzieci na ryzyko – podkreśliła Magdalena Bigaj z Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa.
Eksperci ostrzegają przed nowym zjawiskiem określanym jako „goodwashing” – czyli pozorowaniem troski o bezpieczeństwo dzieci przez wielkie koncerny technologiczne. Firmy finansują raporty, konferencje i kampanie społeczne, które mają poprawić ich wizerunek, mimo że w praktyce niewiele robią, by ograniczyć ryzyko dla nieletnich.
- To sytuacja, w której marka udaje, że działa etycznie, podczas gdy jej produkty realnie krzywdzą najmłodszych użytkowników. Mamy do czynienia z manipulacją opinią publiczną – mówiła Bigaj, wzywając do odpowiedzialności organizacje społeczne i liderów opinii.
Członkowie Komisji podkreślili, że problem bezpieczeństwa dzieci w internecie nie może być zrzucany na rodziców.
To instytucje publiczne, regulatorzy i firmy technologiczne powinny tworzyć środowisko cyfrowe bezpieczne dla najmłodszych.
Jak zaznaczył Konrad Ciesiołkiewicz z Państwowej Komisji ds. Przeciwdziałania Krzywdzeniu Osób Małoletnich:
- Nasza uwaga nie powinna koncentrować się na zakazach dla dzieci, lecz na nakazach dla instytucji. To one mają obowiązek zapewnić bezpieczeństwo w środowisku cyfrowym.
Z raportu wynika również, że proces uwodzenia dzieci w grach online trwa średnio 45 minut – tyle wystarczy, by rozmowa o neutralnym charakterze przerodziła się w kontakt o treści seksualnej.
Wnioski z raportu są jednoznaczne: bez solidarności między rodzicami, nauczycielami, instytucjami i politykami nie uda się zapewnić dzieciom bezpiecznego dostępu do internetu.
- Dzieci mają prawo do bezpiecznych produktów cyfrowych, tak jak mają prawo do bezpiecznych zabawek, żywności czy samochodów – podkreśliła Bigaj.
Komisja zapowiedziała kolejne raporty i monitoring półroczny, by sprawdzać, czy sytuacja w sieci ulega poprawie. Na razie – jak wynika z danych – pozostaje stabilnie zła.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze