Reklama

W czasie pandemii przybyło agresji w szpitalach i przychodniach

Polityka Zdrowotna
22/12/2021 13:05

Naczelna Izba Lekarska ma odnotowanych ponad 300 przypadków agresji w szpitalach i przychodniach. Ostatnio to zwykle w przychodniach jest najwięcej kłótni, a nawet aktów przemocy fizycznej, bo pacjenci odmawiają noszenia maseczek. 

W listopadzie kraj obiegła wiadomość o ataku pacjenta na pielęgniarkę w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku. Kobieta została uderzona ostrym narzędziem, prawdopodobnie toporkiem. Do zajścia doszło w trakcie przyjmowania pacjenta do szpitala. 46-letni mężczyzna był silnie pobudzony. 22-letnia kobieta miała pęknięte żebro i ranę ciętą. Jej życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo, ale jej obrażenia były na tyle poważne, że wymagała leczenia. Prowadziła na to zbiórkę.

To tylko jeden z licznych przykładów agresji pacjentów na personel medyczny, jaki akurat ujrzał światło dzienne. Nikt nie zna tak na prawdę całkowitej liczby agresywnych zachowań pacjentów wobec personelu medycznego.

Reklama

Naczelna Izba Lekarska wspólnie z Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych prowadzi rejestr monitorowania agresji w służbie zdrowia. Do statystyk trafiają te najbardziej drastyczne przypadki.

Od 2010 roku, kiedy zaczęto je liczyć, stwierdzono ich do końca 2021 r. - 331. Z pewnością jednak skala tego zjawiska jest znacznie większa i mówić można raczej o tysiącach niż setkach takich przypadków. Do rejestru trafia bowiem tylko część takich przypadków.

 

Agresja słowna, czyli wyzwiska i groźby

Najwięcej zgłoszonych zdarzeń miało miejsce w przychodni, najczęściej w gabinecie lekarskim. Ponadto przyapadki agresji wobec medyków mają miejsce również w punkcie rejestracji pacjentów oraz w szpitalu – na oddziale, w szpitalnym oddziale ratunkowym (SOR) i izbie przyjęć.

Reklama

Mniej zgłoszeń dotyczyło innego miejsca przebywania pacjenta oraz gabinetu prywatnego.

- Agresywne zachowania skierowane przeciwko pracownikom ochrony zdrowia to najczęściej agresja słowna. Zgłaszający wskazali, że agresja miała charakter: znieważenia, groźby,  pomawiania,  szantażu, innych zachowań. Wśród agresywnych zachowań wymieniono m.in. grożenie pozbawieniem życia, grożenie zrobieniem krzywdy, ubliżanie, wyzwiska i wulgaryzmy (np. wyzywanie od bydlaków), sugerowanie łapownictwa, wymuszanie słowne udzielenia świadczenia, insynuacje, krzyk, splunięcie, zerwanie okularów, zabranie dokumentacji z biurka lekarza, trzaskanie drzwiami, rzucanie dokumentami w lekarza, grożenie pozwami sądowymiwskazuje Rafał Hołubicki, rzecznik prasowy Naczelnej Rady Lekarskiej. 

Reklama

 

Ostatnie już prawie dwa lata, za sprawą epidemii koronawirusa, przyczyniły się do zwiększonej agresji wobec medyków. Po początkowych akcjach, które miały na celu podziękowanie medykom za ich ciężką pracę w czasie pandemii, m.in. wspólnych braw z balkonów podczas lockdownu, zaczęła narastać fala agresji wobec lekarzy czy pielęgniarek. W dużej mierze powodem jest to, że część osób jest przeciwna noszeniu maseczek czy szczepionkom.

- Zdarzają się zachowania agresywne będące skutkiem prośby lekarza o założenie maseczki ochronnej. Z opisu ostatniego zgłoszenia aktu agresji wynika, że w reakcji na słowa lekarza o tym, że nie przyjmie on pacjenta bez maseczki, medyk spotkał się z kopnięciem w drzwi gabinetu. Następne pacjent ruszył agresywnie na lekarza, używał słów niecenzuralnych, wepchnął go do gabinetu, kopał po stopach, popychał - opisuje Rafał Hołubicki.

Reklama

 

Sfrustrowani pacjenci

Lekarze narzekają na agresję, ale szukają też zrozumienia i wytłumaczenia dla takich zachowań pacjentów.

- My nie mamy łatwych warunków pracy, ale rozumiem też chorych. Osoby, które mają z powodu pandemii ograniczony dostęp do leczenia czy spotykały się z zamkniętymi drzwiami w przychodni, czują się sfrustrowane - wskazuje Tomasz Imiela, wiceprezes okręgowej izby lekarskiej w Warszawie. 

Jego empatię podziela Jerzy Wielgolewski, dyrektor szpitala powiatowego w Makowie Mazowieckim.

Reklama

- Pacjenci dziś odbijają się od drzwi do drzwi. Są duże kolejki do specjalistów i niektórzy już tego nie wytrzymują - wskazuje dyrektor J.Wielgolewski.

 

Środowisko lekarskie chciałoby, aby uznać lekarzy za funkcjonariuszy publicznych w momencie, gdy świadczą pomoc pacjentom. Nie tylko pierwszą pomoc.

 

Lekarz jak funkcjonariusz tylko wyjątkowo

Teraz, zgodnie z ustawą o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, mają ochronę przynależną funkcjonariuszowi publicznemu tylko w ściśle określonych sytuacjach, gdy chodzi o wykonywanie procedur bezpośrednio ratujących życie. Tak samo pielęgniarki.

Reklama

To, że dziś ochrona prawna należna funkcjonariuszowi publicznemu przysługuje lekarzowi tylko w niektórych sytuacjach – przesądził Sąd Najwyższy. (sygnatura akt: I KZP 24/15). Wymienił, że chodzi o udzielanie pierwszej pomocy oraz podejmowanie medycznych czynności ratunkowych, gdy zwłoka mogłaby spowodować śmierć, kalectwo lub rozstrój zdrowia pacjenta.

Taka ochrona nie obejmuje czasu pełnienia przez lekarza dyżuru w szpitalnym oddziale ratunkowym, jeśli polega on tylko na oczekiwaniu na wezwanie do wyjazdu załogi karetki pogotowia ratunkowego – uważa SN.


Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości