Reklama

Ustawa o zdrowiu publicznym to zdrowy kompromis

Polityka Zdrowotna
13/10/2015 14:23

O ustawie o zdrowiu publicznym rozmawiamy z Beatą Małecką-Liberą, pełnomocnikiem rządu do spraw projektu ustawy o zdrowiu publicznym.

W głosowaniu nad ustawą o zdrowiu publicznym opozycja wstrzymała się od głosu. Czy to oznacza, że udało się uzyskać rzadki w przypadku spraw dot. systemu ochrony zdrowia kompromis?

Ustawa od kilku lat jest oczekiwana przez wszystkie środowiska. Myślę, że każdy, kto rozumie zdrowie publiczne i pracuje w systemie ochrony zdrowia, widział tę lukę. Dotychczas zajmowaliśmy się głównie problemami finansowania świadczeń i opieką – ale już osób chorych. Natomiast teraz, z racji tego, że liczba chorób metabolicznych przewlekłych ogromnie wzrasta i żyjemy coraz dłużej, nikt już nie ma wątpliwości, że sama medycyna naprawcza nie jest w stanie doprowadzić do polepszenia stanu zdrowia naszego społeczeństwa. Badania nie pozostawiają złudzeń – to, co jemy, ile się ruszamy na co dzień i w jakiej kondycji psychicznej jesteśmy, ma kolosalny wpływ na długość, jakość naszego życia i ryzyko chorób. To właśnie styl życia każdego z nas wywiera od 55 do 65% wpływu na zdrowie społeczeństwa.

Reklama

Pytała Pani o opozycję. Jej największym problemem jest to, że w ustawie nie ma obligatoryjnego zapisu dotyczącego powołania pełnomocnika rządu ds. zdrowia publicznego. Opozycja twierdzi, że zapis, który jest obecnie, a który mówi, że pełnomocnik jedynie może być powołany, jest za słaby.

Z jednej strony zawsze lepiej, gdy coś jest obligatoryjnie zapisane, zresztą sama proponowałam taki zapis, ale z drugiej, jeśli nie ma pełnomocnika powołanego z mocy ustawy, to zawsze jest możliwość, że taką decyzję podejmie rząd. Jeżeli nowy minister będzie widział potrzebę rozdzielenia tych zadań i powołania osoby, która zajęłaby się tylko całą strategią zdrowia publicznego, to na jego wniosek rząd może takiego pełnomocnika powołać. Natomiast, jeżeli minister zdrowia uzna, że obszar zdrowia publicznego pozostanie w jego kompetencjach, to również będzie mógł te wszystkie zadania zapisane w ustawie realizować. Status pełnomocnika nie powinien w żaden sposób wpływać na odbiór roli, jaką ta ustawa ma do spełnienia, bo tak naprawdę kluczowymi i najistotniejszymi elementami, które ustawa wprowadza, są Narodowy Program Zdrowia i źródło finansowania, które ten program ma po raz pierwszy zapisany w budżecie.

Reklama

Ale czy rząd zdąży przyjąć Narodowy Program Zdrowia jeszcze w tej kadencji?

Według mnie jest na to duża szansa. Niestety ja nie mogłam wcześniej procedować NPZ, bo najpierw musi zostać ukończony proces legislacji ustawy. Ale NPZ już jest i będzie przekazany do konsultacji, które potrwają miesiąc. Jestem przekonana, że po tym okresie projekt trafi na komitet stały i że jeszcze obecny rząd będzie mógł zająć się projektem.

Nie trzeba jeszcze czekać na podpis prezydenta?

Oczywiście trzeba, prezydent ma na złożenie podpisu trzy tygodnie, więc wkrótce przekonamy się, jaka jest jego decyzja. Z chwilą podpisania ustawy NPZ stanie się priorytetem i nawet jeżeli obecny rząd nie zdąży przyjąć programu, to następny będzie musiał w pierwszej kolejności się nim zająć, bo wchodzi on w życie już od stycznia 2016 r. Środki na ten cel zapisane są w budżecie, więc jeżeli ten program nie zostanie przyjęty, przepadną nam pieniądze.

Reklama

Finansowanie profilaktyki było dotychczas całkiem duże, ale też mocno nieskoordynowane. Jak to będzie wyglądało teraz?

Ustawa zakłada przede wszystkim koordynację działań. Dobrze, że Pani zwróciła na to uwagę, bo to nie jest tak, że w Polsce w zdrowiu publicznym nic się nie dzieje – dzieje się, programy zdrowotne, profilaktyczne i edukacyjne były realizowane przez samorządy, NFZ, MZ i inne resorty, ale problemem był właśnie brak koordynacji i spójności działań. Poza tym, czasami programy były realizowane zbyt krótko i nie były poddawane ewaluacji – nie oceniano, co się w ich wyniku zmieniało, jakie przyniosły efekty.

Reklama

Były też oczywiście programy prowadzone wzorowo, jak na przykład program szczepienia przeciwko pneumokokom u dzieci w Kielcach. Jego wyniki są bardzo interesujące. Zachorowalność na zapalenie płuc, zapalenie górnych dróg oddechowych i zapalenie ucha w wyniku programu zdecydowanie spadła, a po kilku latach konsekwentnej realizacji programu zauważono nawet, że zmniejszyła się zachorowalność wśród osób starszych. Jest to więc doskonały przykład bardzo dobrze realizowanego programu, prowadzonego systematycznie i cierpliwie, przez wiele lat, do tego skierowanego do właściwej populacji.

Niestety mamy cały szereg złych przykładów – często jakiś program trwa kilka miesięcy, czyli zbyt krótko, aby osiągnąć efekty. Były też programy, z których pieniądze przekazywano np. na infrastrukturę. Czy to jest zdrowie publiczne?

Reklama

Dlatego nasza ustawa nic nie nakazuje, ponieważ wyszliśmy z założenia, że podstawą zmian zachowań w kierunku bardziej zdrowotnym jest edukacja zdrowotna i podniesienie na trwałe świadomości zdrowotnej społeczeństwa. To wymaga czasu i ogromnej pracy – nas wszystkich, zarówno w szkołach, jak i w organizacjach pozarządowych. Ogromnie ważne jest zaangażowanie i edukowanie przedstawicieli innych ministerstw, urzędów centralnych odnośnie wpływu podejmowanych przez nie działań na zdrowie. Tylko takie kompleksowe i skoordynowane podejście pozwoli na uzyskanie efektu synergii i poprawę potencjału zdrowotnego społeczeństwa.

 

Reklama

Czyżby ta koordynacja była najtrudniejsza…?

Nie było łatwo przekonać poszczególnych ministrów, że w ich resortowych politykach element zdrowia musi odegrać istotną rolę. To były wielogodzinne dyskusje. Cała ustawa powstawała w toku wielogodzinnych rozmów i konsultacji – zarówno z lekarzami, jak i środowiskami eksperckimi. Nie oznacza to jednak, że zadawala wszystkich, nie ma ustaw idealnych, nigdy tak nie było i prawdopodobnie nie będzie.

Koordynacja międzyresortowa jest kluczowa. Dlatego w ustawie pojawia się tzw. komitet sterujący. W jego skład wchodzić będą osoby w randze sekretarzy i podsekretarzy stanu. Zależało nam na tym, aby komitet składał się z osób decyzyjnych, aby nasze programy były dobrze i skutecznie realizowane.

Reklama

Dotychczas zdrowie zazwyczaj kojarzyło się z resortem zdrowia, sportu lub edukacji, natomiast ostatnio nasze wspólne prace i konferencje z Ministerstwem Środowiska uświadomiły nam, jak ważna jest rola i znaczenie środowiska i jak duży ma ono wpływ na nasze zdrowie. Nigdy nie myśleliśmy o tym, że zanieczyszczone powietrze oddziałuje bezpośrednio na nasz stan zdrowia – i to nie tylko na układ oddechowy, i nie tylko powoduje raka płuc. Liczne doniesienia wskazują, że środowisko ma wpływ na choroby układu krążenia, przede wszystkim udary i zawały. Nie bez znaczenia jest więc to, jakim powietrzem oddychamy i jak o nie dbamy.

 

Reklama

Ale też nie bez znaczenia jest rola Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, Ministerstwa Finansów…

Tak, oczywiście – to powinna być współpraca wszystkich resortów. Dobrze, że wspomniała Pani o Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, bo opieka nad osobami starszymi wymaga współpracy tego resortu z Ministerstwem Zdrowia.

Być może w przyszłości osoba, która będzie zajmowała się zdrowiem publicznym, uzna, że dla dobra rozwiązań dla osób starszych scalenie tych dwóch resortów jest wręcz konieczne.

Reklama

W pracach nad ustawą niespodziewanie chyba kryzysowym momentem był spór o dalszy los Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Czy intencją ustawy była rzeczywiście likwidacja tego programu i czy środowisko psychiatryczne może być już pewne, że program będzie kontynuowany?

Mamy za sobą wiele dyskusji na ten temat i mam nadzieję, że środowisko jest już dostatecznie uspokojone.

Myślę, że było tu jakieś nieporozumienie. Uważam, że Narodowy Program Zdrowia jako program strategiczny nie może być pozbawiony ochrony zdrowia psychicznego. To są elementy ze sobą spójne: zdrowie psychiczne i zdrowie fizyczne. Jedno nie istnieje bez drugiego i często jak spotykaliśmy się na konferencjach czy kongresach, to zawsze o tym mówiliśmy. Zdrowie fizyczne w dużej mierze zależy od tego, jak zdrową mamy psychikę i w jaki sposób wpływa na nią otoczenie.

Reklama

Dlatego zgodnie z wolą i oczekiwaniem środowiska psychiatrycznego, oprócz elementów zawartych w NPOZP ustawa wprowadza także tzw. centra zdrowia psychicznego. Osoby potrzebujące otrzymałyby tam kompleksową opiekę psychologów, psychiatrów i terapeutów. Gdzieś po drodze doszło jednak do nieporozumienia, psychiatrzy bardzo mocno zaprotestowali, aby nie włączać ich NPOZP do NPZ. Ja uważam, że ten program powinien być wchłonięty przez NPZ jako strategiczny cel, tym bardziej że NPZ ma źródło finansowania. Mimo że mieliśmy inne zdanie, dokonaliśmy poprawek. Zrealizowane zostaną zapisy NPOZP, powstanie również odrębny nowy NPOZP, czyli umocowanie zdrowia psychicznego będzie podwójne.

Jak trudno będzie realizować NPZ, pokazuje nam w tej chwili burza wokół rozporządzenia sklepikowego. Czy można było tego uniknąć?

Wiem, że rozporządzenie wzbudziło silne emocje w społeczeństwie. Każda duża zmiana wywołuje reakcję. W związku z tym, że sklepiki są pierwszym miejscem, w którym wprowadza się tego typu zmiany, doszło do zamieszania. Z pewnością jednak pozytywne jest to, że zaczęliśmy mówić o tym problemie i że wywołał on tak szeroką dyskusję.

Obecnie bowiem każde dziecko w Polsce wie, że żywność może być lepsza i gorsza, a przede wszystkim, że od tego, co jemy zależy nasze zdrowie. Niby to oczywiste, a jednak dopiero zniknięcie ze sklepików szkolnych ulubionych chipsów i wysoko słodzonych kolorowanych napojów wyraźnie pokazało, że to one są niezdrowe i to z nich należy, przede wszystkim, zrezygnować.

Trzeba jasno podkreślać, że polskie dzieci należą do najszybciej tyjących w Europie. Ponad 22% uczniów szkół podstawowych ma nadmierną masę ciała. Jeśli chodzi o stan zdrowia Polaków, a zwłaszcza dzieci, sytuacja jest już tak poważna, że aby dotarło to do ogółu społeczeństwa, trzeba było metody wstrząsowej. Samo rozporządzenie zaś było pierwszym, bardzo istotnym i niezbędnym krokiem w ogólnopolskiej kampanii, którą podjęliśmy w trosce o zdrowie młodego pokolenia.

Media często pisały o narastającym problemie otyłości, o związanym z nią problemie zachorowalności na choroby cywilizacyjne. I wszyscy wiemy, że tak jest, dlatego dłużej już czekać nie można, musimy wytoczyć walkę tym złym zjawiskom.

Szkoła jest miejscem edukacji, tu oprócz matematyki, historii, geografii i innych przedmiotów dzieci powinny się uczyć, jak od najmłodszych lat dbać o siebie i swoje zdrowie, jak zdrowo się odżywiać, jakiego najlepszego „paliwa” dostarczać swojemu organizmowi, aby zdrowo się rozwijać. Jeżeli rodzice sami nie gotują obiadów i nie przygotowują dzieciom śniadań, bardzo często dając im po prostu pieniądze na jedzenie, to gdzie dzieci mają nauczyć się zasad zdrowego odżywiania, jeśli nie w szkole?

Wiemy, że proces uświadamiania społeczeństwa, edukacja zdrowotna to trudna droga obliczona na lata, nigdy się niekończąca, ale kiedyś zacząć trzeba i to jest ten pierwszy krok. Złych przyzwyczajeń z dnia na dzień nie zmienimy, bo jeżeli ktoś był przyzwyczajony do tego, że pił słodkie napoje i jadł białe pieczywo, to sam musi zrozumieć, mam nadzieję dzięki nam, dlaczego powinien to zmienić.

Co do soli i cukru, o których chyba najwięcej mówiło się przy tym rozporządzaniu, to my nie zakazywaliśmy ich używania, my jedynie zwracaliśmy uwagę na problem spożywania zbyt dużej ilości. Trzeba pamiętać, że wszystkie produkty spożywcze zawierają sól i chodzi o to, żeby nie przesadzać z jej użyciem i zastępować ją także innymi przyprawami, najlepiej ziołami. Zależy nam na tym, aby posiłki dla naszych dzieci były tak skomponowane, by zawierały jak najwięcej warzyw i zdrowych produktów.

 

Rozmawiała: Agnieszka Gołąbek

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości