Dziś ok. 21:30 na posiedzeniu plenarnym Sejmu toczyła się dyskusja, a potem odbyło głosowanie tzw. ustawy 6 proc. na zdrowie. W ciągu dnia nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji i z powodu braku części posłów PiS Komisja Zdrowia była w stanie przyjąć poprawki rezydentów do ustawy. Jak można się było spodziewać, radość nie trwała długo. Po trzecim czytaniu poprawki te odrzucono i Sejm przyjął przepisy w wersji proponowanej przez rząd, a krytykowanej przez lekarzy.
Sejm znowelizował w czwartek ustawę zakładającą przyspieszenie tempa wzrostu nakładów publicznych na system ochrony zdrowia, tak by nie mniej niż 6 proc. PKB było przeznaczane na ten cel od 2024 r. Dotychczas przepisy wskazywały, że wzrost ten ma nastąpić do 2025 r.
Za przyjęciem nowelizacji ustawy głosowało 403 posłów, przeciw było sześciu, nikt nie wstrzymał się od głosu.
Były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz mówił o tym, że na trwającym 40 dni proteście rezydentów karierę ministra zdrowia skończył Konstanty Radziwiłł. - Kolejny minister Łukasz Szumowski w świetle kamer podpisał porozumienie - przypominał Arłukowicz, ale zaraz dodał, że przygotowana ustawa nie realizuje warunków porozumienia. Arłukowicz podkreślał, że
Tomasz Latos z PiS podkreślał, że z rezydentami toczą się dalsze rozmowy, które są zaplanowane do przyszłego roku. Zwracał uwagę, że od 8 lutego, czyli od dnia podpisania porozumienia, to i tak ekspresowe tempo przygotowania rządowej ustawy. - I wszystko zostało zawarte co można było w tej ustawie przygotować - mówił wiceszef sejmowej komisji zdrowia.
Posłanki Lidia Gądek i prof. Alicja Chybicka, zabierając głos z mównicy, zwracały uwagę na sens poprawek - polepszenie sytuacji pacjentów i lekarzy.
Prof. Chybicka broniła m.in. poprawki w sprawie finansowania dyżurów rezydentów w szpitalach. Ostrzegała, że nie spełnienie obietnic złożonych rezydentom spowoduje kolejną falę wypowiadania zgody na opt-out (czyli ponadlimitową pracę), a stracą na tym przede wszystkim chorzy.
- Nie możemy dzielić lekarzy na równych i równiejszych - mówiła z kolei o jednym z zapisów ustawy posłanka Lidia Gądek przekonując, że niezależnie od tego czy lekarz ratuje zdrowie i życie pacjentów na dyżurze w placówce z kontraktem publicznym czy w innych okolicznościach powinien mieć ochronę jak funkcjonariusz publiczny. W ustawie wpisano, że tylko realizując świadczenia w placówce działającej na kontrakcie z publicznych środków taka ochrona przysługuje. A odnosząc się do tempa prac nad ustawą stwierdziła, że rząd ważne projekty przyjmował i przeprowadzał przez Parlament nawet w 48 godzin.
Polecamy także:
Foto: Sejm
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!