Od początku tego roku w Polsce miało miejsce 150 tys. zgonów. Dla porównania w analogicznym okresie ubiegłego roku było ich ok. 116 ty. Niektórzy lekarze rodzinni już dostrzegają, jak z ich list pacjentów znikają numery PESEL osób, które zmarły.
W pierwszych piętnastu tygodniach 2021 roku miało miejsce 154 tys. zgonów w całym kraju. Tak wynika z danych GUS. Dla porównania w poprzednim roku, w pierwszych piętnastu jego tygodniach, zmarło łącznie 116 tys. osób w Polsce.
Zwiększona śmiertelność to efekt trzeciej fali epidemii COVID-19, która na początku tego roku zebrała żniwo. Nie tylko w postaci śmierci osób cierpiących na tę chorobę, ale także w wielu przypadkach zmarłych, którzy stali się pośrednimi ofiarami pandemii. Przez to np., że nie dojechała do nich na czas karetka, ponieważ stała w kolejce przed szpitalem albo przez to, że cześć pacjentów bała zgłosić się do placówki medycznej, chociaż czuła się źle.
Dane GUS pokazują także jak w ubiegłym roku liczba cotygodniowych zgonów utrzymywała się na poziomie ok. 8 tys. tygodniowo, aż jesienią 2020 wzrosła do 12-13 tys.
Umierały całe rodziny
Zwiększoną liczbę zgonów obserwują lekarze rodzinni, którzy mają na swoich listach pacjentów zapisane osoby z danego terenu. Co miesiąc za każdego pacjenta figurującego na liście POZ, Narodowy Fundusz Zdrowia płaci stawkę kapitacyjną w kwocie 13-14 zł.
- Widzę, że dużo ludzi w ostatnim czasie odeszło. Lista moich pacjentów zmniejszyła się, a NFZ płaci mniejsze faktury z tego tytułu. Z mojego terenu zmarło wielu seniorów, wiele osób z chorobami współistniejącymi. Obserwowałam jak umierały całe rodziny. Tygodniowo w moim terenie było 13-14 pogrzebów - wskazuje Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia. Przyjmuje w przychodniu w Kazimierzu Biskupim, w woj. wielkopolskim.
Podkreśla, że wielu seniorów nie zdążyło się zaszczepić i zmarło. - Nieco inaczej powinna przebiegać też akcja szczepień. Zaczynająca się od seniorów, a później wszystkich ich domowników tak, aby tworzyć kokon bezpieczeństwa wokół najbardziej narażonych na zachorowanie osób - dodaje Bożena Janicka.
Polska dominuje pod względem zgonów
Według Office for National Statistics, brytyjskiej agencji rządowej odpowiedzialnej za zbieranie i udostępnianie informacji statystycznych, 2020 rok Polska zakończyła z największą liczbą tzw. nadmiarowych zgonów. Zmarło u nas w sumie ponad 485 tys. osób. Pod względem liczby osób zmarłych w naszym kraju ubiegły rok był najczarniejszym od czasu zakończenia II wojny światowej
Dla porównania całkowita liczba urodzeń w ubiegłym roku wyniosła 355 tys. To oznacza, że w 2020 r. liczba ludności w Polsce zmniejszyła się o około 130 tys.
- Obserwuję, że ludzie za późno albo w ogóle nie zgłaszają się do lekarza. Nie tylko jeśli mają objawy COVID-19, ale także inne choroby. Efekt jest taki, że mają powikłania i dochodzi do zgonów. Tylko, że my od razu o nich nie wiemy bo karty zgonu wystawiają szpitale - mówi Michał Sutkowski z Kolegium Lekarzy Rodzinnych.
Podkreśla, że pacjenci są informowani o tym, że przychodnie nie są zamknięte, że personel jest zaszczepiony i można zgłaszać się do placówek.
- Tymczasem ludzie to ignorują. Niektórzy stali się już chyba tak znieczuleni na informacje o pandemii, że nie przyswajają nowych - zauważa Michał Sutkowski.
To, co wiele osób obecnie dostrzega choćby w swoich miastach czy powiatach, to fakt, że szpitale są przekształcone na covidowe i w niektórych brak miejsca na leczenie innych schorzeń. Takie samo wyobrażenie wielu pacjentów ma na temat przychodni rodzinnych. Te są z reguły otwarte, ale wiosną ubiegłego roku faktycznie niektóre z nich zamknęły się na cztery spusty.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!