Na posiedzeniu parlamentarnego zespołu ds. przeciwdziałania HPV i chorobom z nim związanym wybrzmiał jasny przekaz: bez skoordynowanej kampanii edukacyjnej, systemowego wsparcia szkół oraz odwagi legislacyjnej poziom zaszczepienia nastolatków przeciwko HPV nie wzrośnie. Mimo bezpłatnych szczepień i szerokiej dostępności, zainteresowanie jest nadal dramatycznie niskie. Na pewno winny jest przekaz, nazewnictwo i brak szczepionki w obowiązkowym kalendarzu refundowanych szczepień. Kiedy to się zmieni?
Podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. przeciwdziałania HPV przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia nie kryła zniecierpliwienia.
– Wszyscy w tym gronie wiemy, jak bardzo te szczepienia są potrzebne. I wszyscy wiemy, że obecny poziom zaszczepienia jest niewystarczający – podkreślała.
Dane są bezlitosne: od września 2024 do września 2025 roku zaszczepiło się zaledwie ok. 130 tys. dzieci. To ułamek populacji, mimo że szczepionka jest bezpłatna, dostępna w szkołach i POZ, a rodzice mogą wybrać preparat.
– Mamy wszystkie narzędzia, a mimo to efekt nie jest zadowalający – mówiła urzędniczka, wskazując, że część ekspertów nadal jest sceptyczna wobec pomysłu wprowadzenia obowiązku szczepień. Jednym z argumentów przeciwników jest fakt, że Polska byłaby pierwszym krajem UE, który zdecydowałby się na taki krok.
W Ministerstwie Zdrowia nie mają wątpliwości: aby osiągnąć wysoki poziom zaszczepienia, trzeba postawić na obowiązek.
– To najskuteczniejszy sposób, by realnie podnieść poziom wyszczepialności – podkreślano, zaznaczając jednak, że początkowo może to spotkać się z oporem części społeczeństwa.
Reklama
Projekt rozporządzenia, obejmujący dzieci od 9. do 15. roku życia (począwszy od rocznika 2018), trafił już do konsultacji. Konkretnego terminu jego wejścia w życie jednak nie podano.
W dyskusjach przewijał się jeden temat: rodziców. To oni najczęściej blokują dostęp do szczepienia.
Posłanki wskazywały, że wielu rodziców wciąż nie wie, czym jest HPV, jak dochodzi do zakażenia i dlaczego szczepienie ma podstawowe znaczenie w profilaktyce nowotworów szyjki macicy, gardła czy odbytu.
– Rozmawiam z rodzicami w klasie mojego dziecka. Ludzie wykształceni, z 60-tysięcznego miasta – oni nie wiedzą nic. Albo nie chcą wiedzieć. To dramat – mówiła jedna z uczestniczek spotkania.
Reklama
NGO-sy alarmowały, że bez masowej, powtarzalnej kampanii edukacyjnej rodzice pozostaną podatni na dezinformację. Zwracano uwagę, że przy innych programach profilaktycznych – paradoksalnie mniej istotnych z punktu widzenia zdrowia publicznego – szkoły otrzymują regularne materiały, instrukcje i ulotki. W przypadku HPV tak nie jest.
Choć program szczepień szkolnych teoretycznie działa, realia są trudne:
Dyrektorzy wskazują na brak zasobów, obawę przed konfliktem z rodzicami, biurokrację oraz „brak korzyści” dla placówki.
– To samo obserwujemy przy edukacji zdrowotnej. Jeśli coś nie jest obowiązkowe – nie istnieje w praktyce – komentowała przedstawicielka organizacji Sexed.pl
Resort edukacji potwierdził, że posiada przygotowane zestawy materiałów informacyjnych dla rodziców, nauczycieli i szkół. Problem? Brak systematycznego wysyłania, powtarzania komunikatu i niska rozpoznawalność.
NGO-sy sygnalizowały, że:
W spotkaniu uczestniczyły liczne organizacje zajmujące się edukacją zdrowotną. Oferowały:
– Potrzebujemy jednego dużego, wspólnego, skoordynowanego spotkania NGO-sów z resortami. Jesteśmy gotowi przeprowadzić ogólnopolską kampanię – wystarczy zaprosić nas do stołu – apelowała jedna z fundacji.
Reklama
Eksperci wskazywali, że rządowe materiały promujące szczepienia HPV mają jedną poważną lukę: nie podają jasnych, praktycznych instrukcji, gdzie i jak wykonać szczepienie.
– Jest przekaz: „szczepienia są ważne”. Ale brakuje odpowiedzi na podstawowe pytanie: jak to zrobić? – alarmowały organizacje.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze