Po ostatnich deklaracjach płynących z Ministerstwa Zdrowia o wolnych terminach szczepień przeciwko COVID-19 i zachętach, by szczepić się również przeciwko grypie, zapytaliśmy specjalistę, czy szczepionki zdążą zadziałać ochronnie jeszcze w tym sezonie infekcyjnym.
Dr Paweł Grzesiowski, ekspert ds. zagrożeń epidemicznych Naczelnej Rady Lekarskiej, nie ma wątpliwości, co do tego, że należy się szczepić i zachęca, by mimo rosnącej liczby zakażeń koronawirusem i wirusem grypy, skorzystać z takiej ochrony.
- Ze wszystkimi szczepieniami, czy to grypa, czy COVID-19, jest tak samo. Dopóki nie zachorowaliśmy, a wokół są zachorowania, trwa sezon, to warto się szczepić – mówi specjalista. Liczba chorych na COVID-19 jest obecnie bardzo duża, a jeśli chodzi o grypę, to szczyt zachorowań w Polsce zwykle jest na przełomie stycznia i lutego, czyli teraz jest jeszcze czas na to, by przed nim zdążyć wytworzyć odporność. Fala COVID trwa cały czas, więc jak ktoś znajdzie miejsce, w którym szczepią aktualną szczepionką, to bardzo zachęcam, by się takiemu szczepieniu poddać – mówi ekspert.
Dr Paweł Grzesiowski zwraca uwagę na jeszcze jedno zagrożenie wynikające z nasilającego się problemu infekcji wywołanych przez wirus RS (syncytialny wirus oddechowy, nazwa wywodzi się z zlewania się zakażonych komórek w duże wielojądrzaste skupiska, prowadzące do ich śmierci). Wirus jest głównym patogenem odpowiedzialnym za infekcje górnych i dolnych dróg oddechowych u dzieci. Powoduje ciężkie zapalenia dolnych dróg oddechowych u niemowląt, jest szczególnie groźny dla osób starszych, po 60. roku życia.
- W tym pakiecie szczepień, chroniących przed najczęstszymi infekcjami, wywołującymi również poważne powikłania, warto zaszczepić się też przeciwko RSV i pneumokokom. Mamy więc cztery szczepionki, które teraz powinny być podane z punktu widzenia sezonowości, przy czym oczywiście RSV i pneumokoki traktujemy jako szczepienia jednorazowe, jak na razie zalecane bez konieczności podawania dawek przypominających – mówi Paweł Grzesiowski.
Reklama
Szczepienie nie chroni przed zachorowaniem na grypę czy COVID-19 w stu procentach. Specjaliści podkreślają, że ta ochrona polega na tym, że dzięki szczepieniu nasz układ odpornościowy jest przygotowany już na walkę z zagrożeniem, czyli wirusami i przez to szybciej ma szansę je zwalczyć. To sprawia, że nie dochodzi do poważnego przebiegu infekcji i do powikłań z nim związanych. Odporność jednak nie pojawia się natychmiast po podaniu szczepienia. Trzeba na nią poczekać.
- Każda szczepionka działa dosyć podobnie w tym zakresie. Zwykle po 7-10 dniach pojawiają się pierwsze przeciwciała, jeszcze mniej dojrzałe. Ale po dwóch-trzech tygodniach mamy już ochronę przeciwciał wysokoswoistych. Zatem, jeśli zaszczepimy się w najbliższym czasie, zdążymy wytworzyć odporność na czas nasilonych infekcji – zachęca dr Paweł Grzesiowski.
Reklama
Osoby, które mają wyjątkowo niską odporność i dla których grypa jest niezwykle groźna, powinny rozważyć dodatkowe szczepienie przeciwko grypie w tym samym sezonie. Najpierw przed jego rozpoczęciem, np. pod koniec sierpnia czy we wrześniu, a następnie w styczniu.
- Są pojedyncze badania, które pokazują, że u niektórych osób, które mają znaczne zaburzenia odporności, jeżeli zaszczepimy je we wrześniu, to na tę drugą część sezonu być może należałoby powtórzyć szczepionkę w okolicach właśnie stycznia. Jednak to nie jest standardowe postępowanie, a jedynie w indywidualnych przypadkach można byłoby rozważyć takie dodatkowe szczepienie. W przypadku osób z prawidłową odpornością nie ma sensu natomiast odwlekanie szczepienia do stycznia, żeby na dłużej starczyło odporności. W normalnych warunkach immunologicznych uważa się, że szczepienie przeciw grypie powinno spokojnie objąć cały sezon grypowy, czyli minimum pół roku – wyjaśnia Paweł Grzesiowski.
Niepewność dotycząca szczepienia pojawia się również w przypadku, gdy w danym sezonie chorowaliśmy na infekcję z gorączką, ale nie testowaliśmy się w jej trakcie. Wobec tego nie wiemy, czy była to grypa, COVID czy może zwykłe przeziębienie. Dotychczas panowało przekonanie, że ze szczepieniem należy w takiej sytuacji poczekać minimum trzy miesiące. Jak to jest obecnie, wątpliwości rozwiewa specjalista.
- W zasadzie ta rekomendacja, by po przechorowaniu COVID-19 czy grypy odczekać co najmniej trzy miesiące obowiązuje nadal, dlatego że jeśli przechorowaliśmy te infekcje, to wiadomo, że komórki odpornościowe zostały aktywowane. Mamy dużo przeciwciał i wchodzenie w tym czasie ze szczepionką jest trochę bez sensu. Jednocześnie może ona wywołać jakieś niepożądane efekty, bo układ odpornościowy jest mocno pobudzony, a my szczepieniem pobudzamy go jeszcze bardziej. Nie każdy taką aktywację dobrze znosi. Oficjalnie mówi się, by poczekać jeszcze około dwa - trzy miesiące po infekcji, ale są od tej zasady wyjątki np. szczegółowe, znowu indywidualne wskazania – tłumaczy dr Paweł Grzesiowski.
Takie indywidualne zalecenia powinno się stosować w przypadku m.in. pacjentów, u których ryzyko powikłań po infekcji jest wysokie, szczególnie pacjentów w starszym wieku. Natomiast jeżeli mamy potwierdzone przechorowanie na COVID testem, to już nie ma sensu wykonywać żadnych przeciwciał. A jeśli nie mamy pewności, czy przechorowaliśmy daną infekcję, można oznaczyć przeciwciała.
- Można oznaczyć poziom przeciwciał przeciwko białku S. Gdy będzie on wysoki, to będziemy skłaniali się ku temu, że to był COVID, a jak będzie niski, to raczej będziemy go wykluczali. Jednak to nie jest wskaźnik, który będzie tym decydującym o szczepieniu parametrem, dlatego że od początku COVID-19 nauczyliśmy się już tego, że wysoki poziom przeciwciał nie chroni nas przed zachorowaniem, natomiast chroni nas przed powikłaniami. Nie daje tej ochrony stuprocentowo dlatego, bo mamy nowe warianty, które uciekają odporności – mówi ekspert. - Indywidualna decyzja będzie taka, że jeżeli mam młodego, zdrowego pacjenta, który przeszedł COVID w grudniu, to podam mu szczepionkę dopiero w marcu. Natomiast jeżeli przyjdzie do mnie osoba starsza, schorowana, która powiedzmy, przeszła w grudniu COVID, to będę się prawdopodobnie tutaj składał do decyzji, żeby takiemu pacjentowi podać szczepionkę już w styczniu lub lutym, czyli cztery-sześć tygodni po przechorowaniu. Spodziewam się, że odporność takiej osoby, nawet po przechorowaniu nie jest zdolna do wytworzenia długotrwałej, silnej odporności – dodaje Paweł Grzesiowski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze