Nowe przepisy tytoniowe zamiast ratować zdrowie publiczne mogą mu zagrozić – ostrzegają pracownicy ochrony zdrowia. Podlaska FZZPOZ krytykuje projekt ustawy, która nie rozróżnia tradycyjnych papierosów od mniej szkodliwych produktów nikotynowych, jak saszetki, podczas gdy doświadczenia Szwecji pokazują, że racjonalna regulacja produktów bezdymnych może znacząco obniżyć ryzyko chorób i odciążyć system ochrony zdrowia. Dotarliśmy do badania przeprowadzonego wśród 1300 dorosłych osób palących tradycyjne papierosy. Wyniki nie pozostawiają złudzeń.
Badanie objęło wyłącznie osoby regularnie palące tradycyjne papierosy. W tej grupie:
– To nie jest obraz stereotypowego „młodego palacza z papierosem pod blokiem” – komentuje dr Jerzy Gryglewicz – To w większości osoby w wieku produkcyjnym, z ugruntowaną pozycją zawodową, często pracujące w warunkach dużej odpowiedzialności i presji.
Z danych wynika, że ponad połowa badanych palaczy (49,2 proc.) wypala 11–20 papierosów dziennie, a co szósty (15,4%) – więcej niż 20 papierosów na dobę. Tylko nieliczni deklarują palenie do 5 papierosów dziennie.
– Mamy do czynienia z populacją, w której nałóg jest nie tylko obecny, ale naprawdę silny – podkreśla dr Gryglewicz– To istotne przy planowaniu jakichkolwiek działań pomocowych: standardowe komunikaty mogą po prostu nie wystarczyć.
Jednym z najbardziej czytelnych wniosków jest rola miejsca pracy. Aż 60 proc. palaczy deklaruje, że najczęściej pali w pracy.
Na dalszych miejscach pojawiają się:
– Nie tylko stres, ale i sama organizacja dnia sprawiają, że palenie niejako „wpisuje się” w rytm pracy: przerwa na papierosa, wyjście przed biuro, papieros przed wejściem do budynku, po spotkaniu, po trudnym telefonie – opisuje prof. Car. – Jeśli chcemy poważnie myśleć o redukcji palenia, miejsce pracy staje się jednym z kluczowych pól działania.
Reklama
Na pytanie o powody palenia odpowiedzi są wyjątkowo spójne:
Łącznie więc prawie 6 na 10 palaczy wiąże swój nałóg przede wszystkim ze stresem.
Co istotne, kobiety częściej niż mężczyźni wskazują „stres w pracy” jako główną przyczynę palenia.
– Palenie jest tutaj ewidentnie „narzędziem do wytrzymania presji – i to zarówno zawodowej, jak i rodzinno-życiowej – podsumowuje prof. Halina Car – Zastępuje uznane strategie radzenia sobie ze stresem: odpoczynek, aktywność fizyczną, wsparcie psychologiczne.
W próbie palaczy około 1/4 osób korzysta również z saszetek nikotynowych. Najczęściej są to:
Saszetki stosowane są przede wszystkim:
Analiza danych pokazuje wyraźnie, że saszetki najczęściej wybierają osoby pracujące w Administracji i Sektorze Publicznym (urzędnicy, pracownicy administracyjno-biurowi, ale także policjanci, strażacy i żołnierze zawodowi). W tej grupie zawodowej:
Wysokie odsetki korzystania z saszetek obserwujemy także wśród:
Z kolei w zawodach o charakterze głównie fizycznym lub technicznym (przemysł, praca fizyczna, handel i usługi, IT, część zawodów technicznych) odsetek palaczy sięgających po saszetki w tym badaniu był znikomy lub zerowy.
Taki rozkład sugeruje, że saszetki są częściej wybierane przez osoby pracujące w środowiskach wysokiego stresu i odpowiedzialności, często z ograniczonymi możliwościami sięgania po tradycyjnego papierosa (np. służby mundurowe, medycy, prawnicy). Dla części z nich saszetki stają się narzędziem pozwalającym utrzymać kontrolę nad głodem nikotynowym w sytuacjach, gdy palenie jest niemożliwe lub niewskazane.
Zdecydowana większość użytkowników uważa, że saszetki skutecznie pomagają zaspokoić głód nikotynowy, gdy nie można zapalić. Co istotne, aż 40 proc. osób korzystających z saszetek jest zdania, że mogą one realnie pomóc w rzuceniu palenia, podczas gdy kolejne 40 proc. uznaje, że nie mają takiego wpływu.
Oznacza to, że już dziś istotna część palaczy widzi w saszetkach potencjalny element procesu odchodzenia od tradycyjnych papierosów. Jednocześnie wysoki odsetek osób sceptycznych lub niezdecydowanych może wynikać z ograniczonej wiedzy na temat tego, jak sensownie włączyć saszetki w szerszy plan ograniczania lub rzucania palenia (np. we współpracy z lekarzem lub specjalistą terapii uzależnień).
– Saszetki nikotynowe pełnią funkcję „technicznego rozwiązania” – pozwalają przetrwać spotkanie, podróż, dzień w biurze. W połączeniu z innymi formami wsparcia mogą być dla części palaczy jednym z narzędzi na drodze do ograniczenia liczby wypalanych papierosów, a w niektórych przypadkach także do ich całkowitego odstawienia – komentuje prof. Car – Jeżeli jednak mają realnie wspierać wyjście z nałogu, ważne jest, by
zastępując papierosa niwelowały głód nikotynowy. Moim zdaniem należałoby rozważyć możliwość regulacji smaków i aromatów we wszystkich produktach zawierających nikotynę, w tym stosowanych w ramach nikotynowej terapii zastępczej, w taki sposób aby miały one jednakowy smak/smaki. Kluczowe jest, by ewentualne walory smakowe nie przesłaniały głównego celu, jakim pozostaje stopniowe ograniczanie, a docelowo zakończenie używania nikotyny. Ważne jest także z równoległe korzystanie z porad specjalistów z dziedziny leczenia uzależnień.Reklama
Niepokojące są dane dotyczące prób rzucenia palenia:
Najbardziej skłonni do podejmowania prób są palacze w wieku 25–44 lata – prawie połowa z nich ma za sobą choć jedną próbę rzucenia. W najmłodszej grupie (18–24) prób nie odnotowano, w najstarszej odsetek prób jest również niski.
– To ważny sygnał: mamy wciąż bardzo dużą grupę osób, które nigdy nawet nie spróbowały wyjść z nałogu. Z drugiej strony widzimy „okno szansy” wśród 25–44-latków – to właśnie tam działania wspierające mogą przynieść największy efekt – wskazuje dr Gryglewicz.
Reklama
Podlaska Federacja Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia zabrała głos w sprawie projektu ustawy tytoniowej (UD213), który trafił na Komitet Stały Rady Ministrów. Pracownicy medyczni, codziennie stykający się ze skutkami chorób odtytoniowych, alarmują: proponowane przepisy w obecnym kształcie mogą przynieść efekt odwrotny od zamierzonego — zwiększyć liczbę zachorowań oraz dodatkowo obciążyć już przeciążony system ochrony zdrowia.
Największe zastrzeżenie środowiska dotyczy nieuwzględnienia różnic między tradycyjnymi papierosami a produktami o znacząco niższej szkodliwości, jak saszetki nikotynowe. Eksperci przypominają, że to dym tytoniowy — a nie nikotyna sama w sobie — odpowiada za zdecydowaną większość chorób odtytoniowych. Zrównanie obu kategorii w przepisach może utrudnić dorosłym palaczom odejście od najbardziej szkodliwych form konsumpcji.
Federacja przywołuje przykład Szwecji — jedynego kraju w Europie, który praktycznie osiągnął status „kraju wolnego od dymu”, mając zaledwie 5,4 proc. regularnych palaczy. Szwedzi zawdzięczają to szerokiej dostępności produktów bezdymnych, po które sięga 22 proc. mężczyzn i 10 proc. kobiet. Szacuje się, że ich szkodliwość jest ponad 90 proc. niższa niż w przypadku palenia papierosów. Efekty są wymierne: najniższe wskaźniki raka płuca w UE, mniejsze koszty leczenia i odciążone szpitale.
Zbyt restrykcyjne przepisy, jak ostrzegają pracownicy ochrony zdrowia, mogą zepchnąć konsumentów do szarej strefy. To z kolei oznacza większą liczbę podrobionych, nieprzebadanych produktów, wzrost zatruć i powikłań, a więc kolejny ciężar dla zespołów ratownictwa, poradni toksykologicznych i oddziałów szpitalnych.
Federacja wzywa rząd do korekty projektu i uwzględnienia aktualnej wiedzy naukowej. Postuluje oparcie przepisów na koncepcji redukcji szkód, włączenie analizy wpływu ustawy na system opieki zdrowotnej oraz przeprowadzenie konsultacji z pracownikami medycznymi — tymi, którzy w praktyce poniosą konsekwencje złych decyzji legislacyjnych.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze