Reklama

Starzenie społeczeństwa w Polsce przyspiesza. 7 mln seniorów i coraz większe koszty chorób przewlekłych dla NFZ

Polityka Zdrowotna
05/03/2026 18:23

Do 2060 roku co trzeci Polak będzie miał ponad 65 lat. Liczba osób z co najmniej jedną chorobą przewlekłą przekracza już dziś 12 milionów. Wydatki publiczne na ochronę zdrowia w relacji do PKB plasują Polskę w dolnej ćwiartce państw Unii Europejskiej. A liczba geriatrów - lekarzy specjalizujących się w opiece nad osobami starszymi – wynosi w całym kraju zaledwie kilkuset. To nie jest pesymistyczna wizja przyszłości. To teraźniejszość, z którą system ochrony zdrowia mierzy się każdego dnia. I z którą będzie mierzył się coraz trudniej, jeśli fundamentalne decyzje reformatorskie nie zostaną podjęte w ciągu najbliższej dekady.

Polska starzeje się szybciej niż jej system ochrony zdrowia

Dane demograficzne - skala zmiany, której nie można zbagatelizować

Polska należy do grupy najszybciej starzejących się społeczeństw w Europie. Mediana wieku Polaków przekroczyła 42 lata i według prognoz GUS zbliży się do 50 lat przed 2050 rokiem. Liczba osób po 65. roku życia - wynosząca dziś ok. 7 milionów - ma wzrosnąć do ponad 10 milionów w 2040 roku i przekroczyć 33% całej populacji do 2060 roku. Współczynnik obciążenia demograficznego, mierzący liczbę osób w wieku poprodukcyjnym przypadającą na 100 osób w wieku produkcyjnym, rośnie lawinowo - i nie ma żadnego mechanizmu, który mógłby ten proces odwrócić w horyzoncie planowania polityki zdrowotnej.

Przyspieszenie starzenia się polskiego społeczeństwa ma złożone przyczyny. Niski współczynnik dzietności (oscylujący od lat poniżej poziomu zastępowalności pokoleń) to czynnik pierwotny. Ale istotną rolę odegrała też masowa emigracja osób w wieku produkcyjnym po 2004 roku - szacuje się, że kraj opuściło trwale kilka milionów osób w wieku 20-40 lat, co bezpośrednio przyspieszyło proces starzenia się struktury wiekowej populacji pozostałej w Polsce. Efekt jest podwójny: mniej młodych ludzi zasilających system składkami i więcej starszych pacjentów korzystających z jego świadczeń.

Reklama

Warto w tym miejscu obalić pewne uproszczenie, które pojawia się w debacie publicznej. Starzenie się populacji samo w sobie nie jest problemem - jest efektem wydłużenia życia, co jest osiągnięciem cywilizacyjnym. Problemem jest starzenie się w złym zdrowiu, przy wielochorobowości i niskiej jakości życia. I to właśnie jest wyzwanie, z którym Polska będzie się mierzyć: nie sam fakt starości swoich obywateli, ale skala złożonych potrzeb zdrowotnych, które temu towarzyszą.

Wielochorobowość i polipragmazja - wyzwanie systemu, nie jednostki

Osoba po 65. roku życia choruje przeciętnie na 3-5 chorób przewlekłych jednocześnie. To nie jest wyjątek - to statystyczna norma dla tej grupy wiekowej. Nadciśnienie współistnieje z cukrzycą, cukrzyca z chorobą niedokrwienną serca, choroba niedokrwienna serca z niewydolnością nerek, a wszystkiemu temu towarzyszy osteoporoza, depresja i postępujące zaburzenia poznawcze. Ta złożona współchorobowość ma dla systemu ochrony zdrowia konsekwencje, których nie sposób przecenić.

Reklama

Wielochorobowość oznacza polipragmazję - stosowanie wielu leków jednocześnie. U osób po 75. roku życia jednoczesne przyjmowanie 5 lub więcej leków (definicja polipragmazji) dotyczy według różnych szacunków 30-50% pacjentów. U hospitalizowanych seniorów odsetek ten jest jeszcze wyższy. Polipragmazja nie jest tylko kwestią liczby tabletek do połknięcia - to poważne ryzyko kliniczne. Interakcje lekowe, działania niepożądane wynikające z sumowania się efektów wielu substancji czynnych, problemy z adherencją (regularnym przyjmowaniem leków), a w konsekwencji hospitalizacje z powodu powikłań jatrogennych - to realne i mierzalne koszty systemu.

Kluczowy problem strukturalny jest jednak głębszy: system ochrony zdrowia zorganizowany wokół wąskich specjalizacji jest strukturalnie nieprzystawany do pacjenta wielochorobowego. Kardiolog przepisuje leki na serce, diabetolog - na cukrzycę, neurolog - na otępienie. Każdy specjalista ma swoją ścieżkę kliniczną, ale nikt nie zarządza całością. Lekarz POZ, który teoretycznie pełni rolę koordynatora, dysponuje przeciętnie 10-15 minutami na wizytę - żeby ogarnąć 4-5 chorób przewlekłych, 8-10 leków, wyniki badań ze wszystkich poradni i nowe dolegliwości. To nie jest kwestia kompetencji ani zaangażowania lekarzy - to kwestia struktury systemu, który nie został zaprojektowany z myślą o takim pacjencie.

Reklama

Epidemia chorób przewlekłych w liczbach

Choroby układu krążenia - ciągle główna przyczyna zgonów

Choroby układu krążenia odpowiadają za ok. 40-45% wszystkich zgonów w Polsce - to jeden z najwyższych odsetków w Europie i wyraźnie powyżej średniej unijnej. Nadciśnienie tętnicze dotyka szacunkowo 10-11 milionów Polaków, z czego znaczna część albo nie jest świadoma swojej choroby, albo nie leczy jej prawidłowo. To tzw. „cichy zabójca" - przez lata bezobjawowy, przez lata niszczący naczynia krwionośne, nerki i serce.

Niewydolność serca dotyka ok. 1,2 miliona Polaków, a liczba hospitalizacji z tego powodu rośnie rok do roku. Co istotne z perspektywy systemowej: hospitalizations z powodu zaostrzenia niewydolności serca są niezwykle kosztowne, a znaczna ich część jest potencjalnie możliwa do uniknięcia przy odpowiednim monitorowaniu pacjenta w warunkach ambulatoryjnych. Programy opieki koordynowanej - jak KOS-Zawał czy KOS-BAR - pokazały, że systematyczna opieka nad pacjentem kardiologicznym po hospitalizacji redukuje ryzyko ponownego przyjęcia do szpitala. Ale programy te obejmują wciąż niewielki odsetek chorych wymagających takiej opieki.

Reklama

Koszty leczenia chorób układu krążenia pochłaniają kilkanaście miliardów złotych rocznie z budżetu NFZ. To kwota ogromna - ale jak zobaczymy w dalszej części analizy, alternatywą dla tego wydatku jest koszt jeszcze wyższy: powikłań nieleczonej lub źle leczonej choroby. Dostępność leków i suplementów wspierających układ krążenia bez recepty jest w Polsce szeroka - pytanie systemowe brzmi jednak, czy pacjent ma obok tego dostęp do rzetelnej opieki farmaceutycznej i lekarskiej, która pomoże mu tę dostępność przekuć w realne, bezpieczne leczenie w kontekście przyjmowanych jednocześnie leków recepturowych.

Cukrzyca - epidemia, która dopiero nabiera tempa

W Polsce na cukrzycę choruje ok. 3 milionów osób - to liczba potwierdzonych przypadków. Szacunki Międzynarodowej Federacji Diabetologicznej (IDF) wskazują, że kolejne 1-2 miliony Polaków może mieć stan przedcukrzycowy lub niezdiagnozowaną cukrzycę. Cukrzyca typu 2 jest w 80-90% chorobą stylu życia - otyłości, siedzącego trybu życia i diety wysokoprzetworzonej. Ale starzenie się populacji automatycznie zwiększa jej epidemiologiczny ciężar, bo insulinooporność narasta z wiekiem i osiąga swoje apogeum właśnie w ósmej i dziewiątej dekadzie życia.

Reklama

Koszty bezpośrednie leczenia cukrzycy w Polsce szacuje się na kilka miliardów złotych rocznie. Koszty pośrednie - nieobecności w pracy, renty z tytułu niezdolności do pracy, utrata produktywności opiekunów - są wielokrotnie wyższe. Ale najtrudniejszy do wyceny, choć najważniejszy z perspektywy ludzkiej, jest koszt powikłań: retinopatia cukrzycowa jest jedną z głównych przyczyn utraty wzroku u dorosłych, nefropatia cukrzycowa - jedną z głównych przyczyn dializoterapii, a amputacje z powodu zespołu stopy cukrzycowej przeprowadzane są w Polsce co kilkadziesiąt minut. Każde z tych powikłań oznacza dramatyczne pogorszenie jakości życia pacjenta i ogromne koszty dla systemu - a każde z nich jest w znacznej mierze możliwe do uniknięcia przy odpowiedniej kontroli glikemii.

Rynek produktów dla diabetyków - glukometry, paski testowe, systemy ciągłego monitorowania glikemii, a także suplementy wspierające gospodarkę węglowodanową - rośnie w Polsce w tempie kilkunastu procent rocznie. To bezpośredni sygnał rynkowy rosnącej skali problemu, ale też rosnącej świadomości pacjentów, którzy coraz aktywniej zarządzają swoją chorobą. Systemowe wyzwanie polega na tym, żeby ta aktywność pacjentów miała profesjonalne wsparcie - a nie zastępowała brakującą opiekę specjalistyczną.

Reklama

Osteoporoza, sarkopenia i upadki - niedoceniana epidemia seniorów

Osteoporoza dotyka ok. 2,1 miliona Polaków według danych NFZ - zdecydowaną większość stanowią kobiety po menopauzie i osoby po 70. roku życia. Choroba przez lata przebiega bezobjawowo, diagnozowana jest zazwyczaj dopiero po pierwszym złamaniu niskoenergetycznym. I tu leży sedno problemu: złamanie szyjki kości udowej u osoby starszej to nie tylko kilka tygodni na sali ortopedycznej. Śmiertelność w ciągu 12 miesięcy od tego złamania wynosi 20-30% - to liczba, którą warto powtórzyć, bo rzadko pojawia się w debacie publicznej. Koszt hospitalizacji, operacji i rehabilitacji to dziesiątki tysięcy złotych. A każde złamanie osteoporotyczne dramatycznie zwiększa ryzyko kolejnego.

Sarkopenia - postępująca utrata masy mięśniowej z wiekiem - jest klinicznie niedoceniana i rzadko diagnozowana, choć jej konsekwencje są bardzo dotkliwe: zwiększone ryzyko upadków, złamań, utraty samodzielności. W Polsce brakuje zarówno systematycznych programów przesiewowych w kierunku sarkopenii, jak i jasnych ścieżek postępowania po jej rozpoznaniu.

Reklama

Niedobory witaminy D i wapnia - powszechne u polskich seniorów - to modyfikowalne czynniki ryzyka osteoporozy i upadków. To jedno z niewielu miejsc, gdzie systemowa interwencja jest prosta, tania i o udowodnionej skuteczności. Rosnący popyt seniorów na witaminy i minerały - od witaminy D3 przez wapń po witaminę B12, której wchłanianie spada z wiekiem i jest dodatkowo upośledzone przez powszechnie stosowaną w cukrzycy metforminę - odzwierciedla zarówno rosnącą świadomość zdrowotną, jak i realne luki w systemowej profilaktyce niedoborów u osób starszych. Pytanie systemowe pozostaje otwarte: czy ta suplementacja odbywa się pod nadzorem lekarskim lub farmaceutycznym, czy też jest chaotyczną samoopieka narażoną na błędy i interakcje?

Rynek apteczny w Polsce - jak reaguje na starzenie się populacji?

Apteka jako pierwszy kontakt - i jej strukturalne ograniczenia

Apteka jest w Polsce najszerzej dostępnym punktem opieki zdrowotnej. Ponad 12 000 aptek działa bez rejestracji, często siedem dni w tygodniu, w godzinach dostosowanych do pacjenta. Farmaceuta jest pierwszą osobą, do której Polak zwraca się z pytaniem o lek, suplement, objaw, dawkowanie. W praktyce funkcjonuje jako pierwszy filtr, który przejmuje część popytu, któremu system ambulatoryjny nie jest w stanie sprostać.

Reklama

To jednak sieć rozłożona bardzo nierównomiernie. Gęstość aptek w dużych miastach jest wysoka - w niektórych dzielnicach apteki konkurują ze sobą na tej samej ulicy. Na terenach wiejskich i w małych miasteczkach dostęp do apteki bywa ograniczony, a odległość do najbliższego farmaceuty może wykluczać regularne konsultacje. W kontekście starzenia się populacji, która w Polsce koncentruje się właśnie na obszarach wiejskich i w mniejszych miastach, to problem o systemowym znaczeniu.

Formalne ramy opieki farmaceutycznej zostały wprowadzone do polskiego prawa w 2021 roku. Usługi takie jak przegląd lekowy, konsultacja farmaceutyczna czy pomiar podstawowych parametrów (ciśnienie, glikemia) zyskały podstawę prawną. Przez długi czas jednak brakowało finansowania ze strony NFZ - bez wyceny i refundacji usługi opieki farmaceutycznej pozostawały domeną aptek działających ponadstandardowo, nie elementem systemowej opieki nad pacjentem. To zaczyna się zmieniać, ale tempo zmian jest nieadekwatne do skali potrzeb.

Reklama

Przeglądy lekowe - systematyczna analiza całego zestawu leków przyjmowanych przez pacjenta pod kątem wskazań, dawkowania, interakcji i adherencji - są kluczowym narzędziem zmniejszania ryzyka polipragmazji. W Wielkiej Brytanii, Holandii czy Danii farmaceuta środowiskowy jest pełnoprawnym uczestnikiem zespołu opieki nad pacjentem przewlekłym, regularnie przeprowadzającym takie przeglądy i komunikującym się z lekarzem prowadzącym. W Polsce ten model funkcjonuje punktowo i wyjątkowo.

Program Leki 75+ i Senior 65+ - sukces czy korekta systemu?

Program bezpłatnych leków dla seniorów uruchomiony w 2016 roku jako „Leki 75+" był jedną z bardziej znaczących interwencji polityki lekowej ostatniej dekady. Dla starszych pacjentów z wielochorobowością i wielolekowością miesięczny koszt leków może stanowić istotne obciążenie budżetu domowego - a koszt leków jest jedną z głównych przyczyn nieadherencji, czyli nieregularnego przyjmowania leków z powodów finansowych. Program, rozszerzony od 2023 roku jako „Senior 65+", objął grupę wiekową o dekadę szerszą i ma potencjał zmniejszenia liczby hospitalizacji wynikających z zaostrzeń chorób przewlekłych na skutek przerywania leczenia.

Reklama

Dane NFZ wskazują, że program przyczynił się do wzrostu regularności przyjmowania leków w objętych nim grupach wiekowych. Zwolennicy argumentują - i mają rację - że koszt bezpłatnych leków jest nieporównywalnie niższy niż koszt hospitalizacji, którym zapobiegają. To argument zdrowotnoekonomiczny trudny do podważenia.

Program ma jednak ograniczenia, o których warto mówić wprost. Lista leków objętych bezpłatną refundacją jest węższa niż idealna - nie obejmuje wszystkich terapii o udowodnionej skuteczności w chorobach wieku starszego. Aktualizacja listy jest procesem powolnym, często opóźnianym przez negocjacje cenowe z producentami. Część pacjentów doświadcza też problemów z dostępnością fizyczną leków z listy - braków w aptekach wynikających z zakłóceń łańcucha dostaw, które w Polsce stały się strukturalnym problemem, szczególnie widocznym po pandemii.

Krytyczne spojrzenie na program nie umniejsza jego wartości - wskazuje na kierunki koniecznego doskonalenia. Lista leków powinna być szersza i aktualizowana częściej. Mechanizm powinien być połączony z systematyczną opieką farmaceutyczną, a nie tylko z bezpłatnym wydawaniem leków w okienku.

Suplementacja u seniorów - samoopieka jako odpowiedź na luki systemu

Rynek suplementów diety w Polsce rośnie systematycznie od lat, a segment produktów adresowanych do seniorów rośnie najszybciej ze wszystkich grup wiekowych. To zjawisko ma dwa wymiary - pozytywny i niepokojący - i oba należy rozumieć.

Wymiar pozytywny: rosnąca aktywność seniorów w dbaniu o własne zdrowie, poszukiwanie informacji, sięganie po produkty wspierające profilaktykę to objaw dojrzałości zdrowotnej społeczeństwa. Regularna suplementacja witaminy D3, witaminy B12 czy magnezu u osób starszych ma solidne uzasadnienie kliniczne i może realnie poprawić jakość życia oraz zmniejszyć ryzyko powikłań.

Wymiar niepokojący: znaczna część suplementacji seniorskiej odbywa się bez jakiegokolwiek nadzoru lekarskiego lub farmaceutycznego. Senior przyjmujący 8-10 leków recepturowych, który dokłada do tego 3-4 suplementy polecone przez sąsiadkę lub zobaczone w reklamie telewizyjnej, jest narażony na interakcje, których nie jest w stanie sam przewidzieć. Wapń przyjmowany o tej samej porze co lewotyroksyna (hormon tarczycy) - bardzo powszechna kombinacja u starszych kobiet - istotnie zaburza wchłanianie leku. Witamina K w wysokich dawkach może antagonizować działanie warfaryny. Preparaty z dziurawcem wchodzą w interakcje z dziesiątkami leków. Lista problemów jest długa i klinicznie istotna.

System ochrony zdrowia nie ma w tej chwili mechanizmu, który pozwoliłby na systematyczny nadzór nad suplementacją pacjentów przyjmujących wiele leków. Farmaceuta mógłby ten nadzór sprawować - ale tylko wtedy, gdy ma dostęp do pełnej listy leków pacjenta i czas na rzetelną konsultację.

Systemowe luki - gdzie polska ochrona zdrowia jest najmniej przygotowana?

Deficyt opieki długoterminowej i geriatrycznej

Liczba specjalistów geriatrii w Polsce wynosi ok. 400-500 - na kraj liczący ponad 38 milionów mieszkańców, z których ponad 7 milionów ma ponad 65 lat. Dla porównania: w Niemczech czy Francji proporcja geriatrów do populacji seniorskiej jest kilkakrotnie wyższa. Czas oczekiwania na poradę geriatryczną w wielu województwach przekracza 6-12 miesięcy - co przy dynamicznie zmieniającym się stanie klinicznym osoby starszej jest terminem pozbawionym praktycznego znaczenia.

Geriatria jest specjalizacją, która zajmuje się właśnie pacjentem z wielochorobowością - koordynuje opiekę, redukuje polipragmazję, ocenia sprawność funkcjonalną, planuje rehabilitację. To specjalność stworzona dokładnie dla wyzwania, przed którym stoi polski system ochrony zdrowia. I jest jej dramatycznie mało.

Opieka długoterminowa - domy pomocy społecznej, zakłady opiekuńczo-lecznicze, hospicja, opieka środowiskowa - jest w Polsce finansowana głównie przez samorządy i od lat chronicznie niedofinansowana. Liczba miejsc w placówkach opieki długoterminowej jest niewystarczająca. Kolejki do DPS liczą miesiące lub lata. System zakłada, że nieformalną opiekę nad osobą starszą przejmuje rodzina - co w praktyce oznacza najczęściej kobiety w średnim wieku, które rezygnują z aktywności zawodowej lub znacząco ją ograniczają. Ten ukryty koszt systemu - wyrażony w utraconych zarobkach, składkach i produktywności opiekunek - nigdy nie pojawia się w statystykach NFZ, choć jest realny i ogromny.

Nakłady na ochronę zdrowia - Polska wciąż w ogonie UE

Wydatki publiczne na ochronę zdrowia w Polsce kształtują się na poziomie ok. 6-6,5% PKB (dane OECD). Średnia dla krajów Unii Europejskiej to ok. 8-9% PKB. Oznacza to, że Polska przeznacza na zdrowie swoich obywateli proporcjonalnie o kilka punktów procentowych mniej niż europejska norma - i to w kraju, który stoi w obliczu jednego z największych wyzwań demograficznych na kontynencie.

Przeliczając na wydatki per capita, różnica jest jeszcze bardziej uderzająca. Polska jest w grupie krajów UE o najniższych nakładach na ochronę zdrowia w przeliczeniu na jednego mieszkańca. To przekłada się bezpośrednio na realia: krótkie czasy wizyt, kolejki do specjalistów i do badań diagnostycznych, niedoinwestowanie infrastruktury geriatrycznej i rehabilitacyjnej, deficyt kadr medycznych - nie tylko geriatrów, ale też pielęgniarek, fizjoterapeutów, opiekunów medycznych.

Argument, że wzrost nakładów sam w sobie rozwiąże problem, byłby uproszczeniem. Skuteczność systemu ochrony zdrowia zależy od tego, jak wydawane są pieniądze, nie tylko od ich ilości. Ale poniżej pewnego progu nakładów system nie jest w stanie zapewnić standardów opieki niezbędnych dla starzejącego się społeczeństwa - i Polska jest blisko tego progu lub już go przekroczyła w niektórych obszarach.

Kluczowy argument zdrowotnoekonomiczny, który powinien być centralnym punktem debaty politycznej: leczenie chorób przewlekłych jest kosztowne, ale nieodpowiednie leczenie lub jego brak jest wielokrotnie droższe. Hospitalizacja z powodu zaostrzenia źle kontrolowanej niewydolności serca kosztuje wielokrotnie więcej niż miesiące leków przyjmowanych regularnie. Amputacja z powodu zespołu stopy cukrzycowej kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych i wieloletnia opieka nad pacjentem po amputacji - w porównaniu z kosztami edukacji diabetologicznej i odpowiednio dobranego leczenia. Raporty NIK wielokrotnie wskazywały na tę dysproporcję, dokumentując niedofinansowanie profilaktyki i wczesnej diagnostyki przy jednoczesnym wzroście kosztów leczenia powikłań.

Cyfryzacja i e-zdrowie - szansa z zastrzeżeniami

Pandemia COVID-19 była - paradoksalnie - katalizatorem cyfryzacji polskiego systemu ochrony zdrowia. E-recepta, e-skierowanie, Internetowe Konto Pacjenta (IKP), teleporady - elementy, które przed 2020 rokiem były w powijakach, w ciągu kilku miesięcy stały się codziennością.

Potencjał tych narzędzi dla opieki nad pacjentem przewlekłym jest ogromny. IKP gromadzi historię recept wszystkich lekarzy, co teoretycznie umożliwia identyfikację potencjalnych interakcji i dublowania terapii. Systemy telemonitoringu pacjentów z niewydolnością serca - mierzące wagę ciała, ciśnienie i saturację w domu i przesyłające dane do lekarza prowadzącego - redukują liczbę hospitalizacji w pilotażowych wdrożeniach o kilkadziesiąt procent. Aplikacje do zarządzania cukrzycą, przypomnienia o lekach, zdalna konsultacja z farmaceutą - to narzędzia, które mogą realnie poprawić adherencję i bezpieczeństwo farmakoterapii.

Ale cyfryzacja ochrony zdrowia ma poważną piętę achillesową w kontekście starzejącego się społeczeństwa: cyfrowe wykluczenie seniorów. Znaczna część osób po 75. roku życia - a więc tych o największych potrzebach zdrowotnych - nie korzysta z internetu lub korzysta z trudnością. System, który przenosi kluczowe funkcje (dostęp do dokumentacji, komunikację z lekarzem, zarządzanie receptami) do przestrzeni cyfrowej bez równoległych programów wsparcia dla starszych pacjentów, nie rozwiązuje problemów dostępności opieki - przenosi je i pogłębia nierówności.

Co musi się zmienić - kierunki reform

Opieka koordynowana i rola POZ jako rzeczywistego koordynatora

Fundamentalna reforma, której potrzebuje polska ochrona zdrowia w kontekście epidemii chorób przewlekłych, to przebudowa roli lekarza POZ. Nie jako „bramkarza" przepuszczającego pacjenta do kolejnych specjalistów, ale jako rzeczywistego koordynatora opieki nad pacjentem wielochorobowym - kogoś, kto zna cały obraz kliniczny, zarządza całościowym leczeniem, komunikuje się ze specjalistami i z farmaceutą.

Realizacja tego postulatu wymaga kilku równoległych zmian. Po pierwsze - czasu: wizyta koordynacyjna dla pacjenta z wielochorobowością nie może trwać 10 minut. Po drugie - narzędzi informatycznych: lekarz POZ musi mieć dostęp do pełnej historii leczenia u specjalistów i pełnej listy leków w czasie rzeczywistym. Po trzecie - formalnego włączenia farmaceuty do zespołu opieki: lekarz i farmaceuta wspólnie zarządzający farmakoterapią pacjenta to model, który w krajach skandynawskich i zachodnioeuropejskich przynosi mierzalne efekty zdrowotne i finansowe. Po czwarte - ścieżek klinicznych dla najczęstszych chorób przewlekłych, które standaryzują postępowanie i zmniejszają ryzyko pominięcia kluczowych elementów terapii.

Wzmocnienie opieki farmaceutycznej - niedokończona reforma

Formalny szkielet opieki farmaceutycznej istnieje w polskim prawie od 2021 roku. Brakuje jednak jego systemowego wypełnienia: finansowania ze strony NFZ na poziomie umożliwiającym powszechne świadczenie usług przeglądów lekowych, standardów edukacyjnych dla farmaceutów realizujących opiekę nad pacjentem przewlekłym oraz mechanizmów wymiany informacji między farmaceutą a lekarzem prowadzącym.

Przegląd lekowy przeprowadzony przez kompetentnego farmaceutę u pacjenta po 75. roku życia przyjmującego 10 leków i 4 suplementy może zidentyfikować kilka potencjalnie niebezpiecznych interakcji, wskazać leki, które można odstawić bez pogorszenia efektu terapeutycznego (tzw. deprescribing), i poprawić adherencję przez optymalizację schematu dawkowania. To interwencja o udowodnionej efektywności kosztowej - koszt przeglądu lekowego to ułamek kosztu hospitalizacji, której może zapobiec. Brytyjski NHS, holenderski system opieki farmaceutycznej czy duński model współpracy lekarz-farmaceuta-pacjent są gotowymi benchmarkami, z których można czerpać bez konieczności wymyślania koła na nowo.

Inwestycje w profilaktykę - najtańsze leczenie, które Polska zaniedbuje

Rachunek jest prosty, choć wyniki NIK i MZ od lat go dokumentują bez widocznego skutku dla decyzji budżetowych. Jeden przypadek złamania szyjki kości udowej kosztuje system - hospitalizacja, operacja, rehabilitacja, opieka poszpitalna - kilkadziesiąt tysięcy złotych i wielomiesięczne zaangażowanie zasobów ochrony zdrowia. Populacyjna suplementacja witaminą D i programy profilaktyki upadków u seniorów kosztują ułamek tej kwoty. Jeden przypadek amputacji z powodu zespołu stopy cukrzycowej kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych i inicjuje wieloletnią, kosztowną opiekę nad pacjentem po amputacji. Strukturowany program edukacji diabetologicznej i intensywna kontrola glikemii kosztują wielokrotnie mniej i dramatycznie redukują ryzyko tego powikłania.

Polska wydaje na profilaktykę zdrowotną znacznie poniżej średniej europejskiej - zarówno w odsetkach wydatków na zdrowie, jak i w przeliczeniu per capita. To nie jest problem braku wiedzy o tym, co działa: jest bardzo dobra baza dowodów dla profilaktyki chorób układu krążenia, cukrzycy typu 2 i osteoporozy. To problem priorytetu: system ochrony zdrowia jest skonstruowany tak, że hospitalizacja jest dobrze finansowana, a profilaktyka - słabo. To struktura bodźców, która zachęca do leczenia powikłań, nie do ich zapobiegania.

Polska stoi przed wyborem, który ma bardzo konkretny horyzont czasowy. Demografii nie da się zatrzymać - fala starzejącego się społeczeństwa i towarzysząca jej epidemia chorób przewlekłych uderzy w system ochrony zdrowia z pełną siłą w ciągu najbliższych 10-15 lat. Można przygotować system na to uderzenie: inwestując w geriatrię i opiekę długoterminową, reformując POZ w kierunku prawdziwej opieki koordynowanej, wzmacniając rolę farmaceuty, finansując profilaktykę adekwatnie do jej efektywności kosztowej i zwiększając nakłady na ochronę zdrowia do poziomów europejskich. Alternatywą jest płacenie wielokrotnie wyższej ceny - w złotych, w jakości życia pacjentów i w ludzkich kosztach niegotowości systemu - gdy ten wybór nie zostanie podjęty na czas.

Materiał partnerski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 05/03/2026 18:49
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Sygnalizacja hydrant motocykl - niezalogowany 2026-03-06 13:55:12

    Ochrona zdrowia od lat "świetlnych" kuleje. Nowoczesne terapie, zawsze w Polsce byly z dużym opóźnieniem wobec zachodu, etyka lekarzy, oldsylanie z terminami operacji przypadków pacjentów równie zagrożonych, bo Ci za potwierdzonymi np. nowotorami czekają w kolejach, a także nauczanie nieholistyczne też kuleje. P.S. Jak PiS zrobi nie daj Bóg rząd z Konferencją to bedziemy przechodzić na emerytury w 60 roku zycia i dopiero będzie dziura budżetowa.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości