W szybkim tempie, w poniedziałek wieczorem, rząd przyjął projekt ustawy znoszącej limit zarobków, od których pobierane są składki na ubezpieczenie emerytalno-rentowe. Wzrosną obciążenia dla 350 tys. osób, ale akurat NFZ ma na tym stracić.
Osoby zarabiające w ciągu roku więcej niż 30-krotność średniej płacy w gospodarce będą mieć oskładkowane całe zarobki. Dotychczas powyżej limitu składka emerytalno-rentowa nie była pobierana. W tym roku kwota ta wynosiła 127,89 tys. zł, czyli niewiele ponad 10 tys. zł brutto. A to oznacza, że część specjalistów medycznych czy szefów placówek ochrony zdrowia korzystało z tego zwolnienia.
Limit pobierania składek pojawił się w przeszłości nie bez powodu. Dzięki temu ZUS nie będzie musiał wypłacać emerytur w wysokości kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy złotych, a poza tym obawiano się, że pełne oskładkowanie wypchnie część lepiej zarabiających na inne formy zatrudnienia.
Obecny rząd postanowił to zmienić. Projekt nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw został przygotowany przez resort rodziny, pracy i polityki społecznej. Co ważne, zmiany mają wejść w życie od przyszłego roku.
Jak twierdzi wicepremier Mateusz Morawiecki, decyzje te nie są spowodowane chęcią polepszenia sytuacji budżetowej, ale wiadomo, że do ZUS wpłynąć może w ten sposób 5,4 mld zł rocznie. O ile nowa regulacja nie skłoni najlepiej zarabiających do rozliczania się za granicą lub do zmiany zatrudnienia np. na kontraktowe.
Oskładkowanie emerytalno-rentowe nadwyżki ponad 30-krotność średniej płacy oznaczać będzie, że składka zdrowotna będzie naliczana od niższej kwoty. Jak szacują Pracodawcy RP, uszczupli to wpływy do NFZ o ok. 270 mln zł rocznie.
Pozostaje nadzieja, że na etapie prac w parlamencie zostaną wprowadzone rozwiązania gwarantujące utrzymanie wpływów do NFZ na poziomie zbliżonym do tego, który byłby gdyby ustawy ubezpieczeniowej nie zmieniono.
AK
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!