Coraz młodsze dzieci w Polsce i na świecie mają kontakt z treściami pornograficznymi i seksualizującymi. Badania pokazują, że pierwszy kontakt z takimi materiałami pojawia się już w wieku 11–13 lat, a w niektórych przypadkach ilość odwiedzin takich stron rośnie nawet o 1800% rocznie. Zagrożenia w sieci wobec dzieci nie kończą się na pornografii i toksycznych algorytmach. Coraz częściej problemem staje się nieświadome udostępnianie wizerunku najmłodszych – zarówno przez rodziców, jak i przez szkoły. Do tego dochodzi niekontrolowane wykorzystywanie sztucznej inteligencji, która coraz śmielej przetwarza zdjęcia dzieci bez ich zgody.
Platformy społecznościowe i serwisy wideo stosują algorytmy, które rekomendują treści najbardziej angażujące, niezależnie od tego, kto je ogląda.
Problem polega na tym, że systemy te nie są neutralne. Nieświadomie prowadzą do seksualizacji dzieci i młodzieży, promując treści przemocowe lub antyspołeczne.
Badania w Wielkiej Brytanii wykazały, że 8 z 10 największych dystrybutorów treści pornograficznych dla dzieci to platformy społecznościowe, a w Polsce pierwsze kontakty dzieci z pornografią online zdarzają się już w wieku 11 lat.
Według raportu NECMEC z 2024 roku, treści pornograficzne tworzone przy użyciu sztucznej inteligencji z udziałem dzieci wzrosły w ciągu roku o 380%. – „To nie jest już problem marginalny. Mamy do czynienia z prawdziwą epidemią, która dotyka najmłodszych użytkowników internetu” – podkreśla ekspertka ds. bezpieczeństwa dzieci online.
Pornografia to tylko jeden z elementów „ekosystemu krzywdzenia dzieci”. Dzieci narażone są również na kontakt ze sprawcami oraz na utrwalanie niebezpiecznych wzorców zachowań.
Specjaliści wskazują trzy kierunki działań:
Systemowe zabezpieczenia – platformy cyfrowe muszą wprowadzić standardy ochrony dzieci.
Egzekwowanie prawa – np. poprzez stosowanie artykułu 28 aktu o usługach cyfrowych (DSA), nakładającego obowiązek ochrony dzieci.
Edukacja i świadomość – zajęcia w szkołach uczące, jak bezpiecznie korzystać z internetu.
To nie jest problem dzieci ani rodziców, lecz środowiska cyfrowego, które tworzymy. Platformy powinny odpowiadać za to, jakie treści trafiają do najmłodszych.
Niepokojące są również kampanie online, które choć skierowane do dorosłych, trafiają do dzieci. To rodzi pytania o skuteczność takich działań i odpowiedzialność wydawania publicznych środków.
Rosnące zagrożenia w sieci wymagają zdecydowanych działań. Algorytmy rekomendacyjne, brak weryfikacji wieku użytkowników i coraz bardziej realistyczne treści tworzone przy użyciu sztucznej inteligencji sprawiają, że ochrona dzieci w internecie jest priorytetem.
Nie możemy ignorować danych z Polski i zagranicy. Systemowe zmiany, edukacja i odpowiedzialność platform cyfrowych są konieczne, jeśli chcemy zapewnić dzieciom bezpieczny dostęp do internetu.
Zagrożenia w sieci wobec dzieci nie kończą się na pornografii i toksycznych algorytmach. Coraz częściej problemem staje się nieświadome udostępnianie wizerunku najmłodszych – zarówno przez rodziców, jak i przez szkoły. Do tego dochodzi niekontrolowane wykorzystywanie sztucznej inteligencji, która coraz śmielej przetwarza zdjęcia dzieci bez ich zgody.
– Rodzice wrzucają do aplikacji AI zdjęcia całych klas i grup dzieci, prosząc, żeby zmienić tło na świąteczne czy wakacyjne. Ale ci rodzice nie wyrazili zgody na przetwarzanie wizerunków swoich dzieci w taki sposób – zwróciła uwagę przedstawicielka Krajowego Cechu Fotografów. – My, fotografowie, przetwarzamy setki milionów wizerunków dzieci. Więcej danych niż lekarz czy klinika. Musimy chronić te dane zgodnie z prawem.
Reklama
Ta wypowiedź celnie pokazuje, że problem ochrony wizerunku dzieci nie dotyczy już tylko przestrzeni cyfrowej, lecz realnej codzienności – od zdjęcia klasowego po szkolny profil na Facebooku.
Zjawisko „szarentingu”, czyli publikowania przez rodziców zdjęć dzieci w sieci, staje się coraz poważniejszym problemem.
– Bronimy internet przed dziećmi, a nie dzieci przed internetem – powiedziała Lena Grawska z Rady Młodzieżowej przy Parlamencie. – Czy doczekamy się większego respektowania przepisów dotyczących wizerunku dziecka? Szarenting może mieć poważne konsekwencje w przyszłości.
Reklama
Odpowiadając na ten apel, przewodnicząca komisji sejmowej zapowiedziała, że 20 listopada odbędzie się posiedzenie poświęcone właśnie wizerunkowi dziecka i szarentingowi.
– Nowelizacja tzw. Lex Kamilka zawiera już zapisy o standardach ochrony wizerunku dziecka. Wspólnie z Ministerstwem Edukacji i UODO przygotowujemy przewodnik dla rodziców i szkół, który wyjaśni, jak chronić wizerunek najmłodszych i nie naruszać ich prawa do prywatności – zapowiedziała.
Eksperci alarmują, że coraz częściej dzieci korzystają z aplikacji opartych na sztucznej inteligencji, tzw. AI companions. Te wirtualne „towarzysze” potrafią prowadzić rozmowy o odżywianiu, relacjach czy seksie – często w sposób niebezpieczny i manipulacyjny.
– AI potrafi instruować dzieci, jak maskować brak jedzenia, jak rozmawiać o seksualności. To są rozwiązania stworzone bez myśli o dzieciach, bez ‘safety by design’ – mówiła Katarzyna Hernández z Biura Rzecznika Praw Dziecka. – Dzieci są szczęśliwymi użytkownikami rozwiązań, które nigdy nie były dla nich projektowane.
Hiszpańskie badania nad TikTokiem potwierdziły, że platforma sprzyja seksualizacji dziewcząt. – „Wizerunek dziewczynki jest tam oceniany przez pryzmat wyglądu i atrakcyjności, a nie wartości czy kompetencji. To czyste uprzedmiotowienie” – dodała Hernández.
Problemem, na który zwrócono szczególną uwagę, jest bezsilność państwa wobec gigantów technologicznych.
– W Parlamencie Europejskim jest dziś więcej lobbystów Big Tech niż parlamentarzystów. W takiej sytuacji mamy marne szanse – mówiła Katarzyna Szymielewicz. – Kiedy mówimy o regulacji platform, słyszymy, że to cenzura. A przecież mówimy o ochronie dzieci przed pornografią i przemocą.
Eksperci podkreślili, że Polska powinna wreszcie wdrożyć artykuł 28 Aktu o Usługach Cyfrowych (DSA), który zobowiązuje platformy do realnej ochrony małoletnich.
– Ustawa implementująca DSA to nie cenzura. To narzędzie do ochrony dzieci. Niestety, w debacie publicznej słyszymy odwrotnie – i to jest efekt skutecznego lobbingu – zauważył Konrad Ciesiołkiewicz z Państwowej Komisji ds. Bezpieczeństwa Cyfrowego.
W Sejmie podczas obrad zespołu do spraw Dzieci i Młodzieży padł również cytat z amerykańskiego psychiatry Nicholasa Kardarasa, autora książki Dzieci ekranu:
Najświeższe badania techniką neuroobrazowania pokazują, że nadmierna styczność z ekranem może neurologicznie zniszczyć rozwijający się mózg młodej osoby w taki sam sposób, jak uzależnienie od kokainy.
Reklama
To zestawienie – drastyczne, ale prawdziwe – uświadamia, że uzależnienie od ekranów nie jest metaforą, lecz realnym zagrożeniem neurologicznym.
Eksperci są zgodni: Polska nie potrzebuje już kolejnych raportów, tylko konkretnych działań.
– Dowolne praktyki się nie sprawdziły. Czas wprowadzić obowiązkowe raportowanie podejrzanych treści i zachowań. Dziś jedyny system tego typu działa w USA – w Europie wciąż go brakuj” – podsumowała Katarzyna Hernández.
Z kolei Krzysztof Mikulski, przedstawiciel środowiska branżowego, zaproponował stworzenie jednej, celowanej ustawy o ochronie dzieci w środowisku cyfrowym.
– Kiedy chodzi o ochronę dzieci, nie różnimy się politycznie. Wszyscy wiemy, że jeśli nie zadbamy o najmłodszych, to krzywdzimy nasze państwo i nasz naród.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze