W onkologii coraz częściej o wyniku leczenia decyduje połączenie precyzyjnej diagnostyki, właściwego leczenia skojarzonego i sprawnej organizacji opieki. W leczeniu nowotworów głowy i szyi takie działania nabierają szczególnego znaczenia, ponieważ większość chorych trafia do systemu z chorobą miejscowo zaawansowaną, a opóźnienia i niekompletna diagnostyka potrafią odebrać szansę na szybkie i skuteczne leczenie. Wprowadzenie immunoterapii okołooperacyjnej w terapii nowotworów głowy i szyi daje pierwszy od lat przełom, otwierając nowy rozdział leczenia, ale jednocześnie testuje, czy szpitale gotowe są pracować w modelu opieki wielodyscyplinarnej.
W guzach litych leczonych z intencją radykalną punktem wyjścia pozostaje chirurgia lub radiochemioterapia, ale coraz większą rolę zaczynają odgrywać schematy okołooperacyjne: chemioterapia, terapie celowane lub immunoterapia, które mogą istotnie zwiększyć szanse na poprawienie wyników leczenia. Ten kierunek został już udokumentowany jako skuteczny m.in. w leczeniu czerniaka, niedrobnokomórkowego raka płuca oraz potrójnie ujemnego raka piersi, a rozbudowane programy lekowe przełożyły się na mierzalną poprawę sytuacji pacjentów. Jednocześnie tam, gdzie przełomów brakowało, dopiero teraz pojawia się realna możliwość poprawy wyników leczenia, wymagająca jednak przebudowy praktyki klinicznej i logistyki świadczeń.
Nowotwory głowy i szyi pozostają grupą nowotworów o wysokiej śmiertelności, a obciążenie tym rozpoznaniem w Polsce utrzymuje się na wysokim poziomie. W 2023 r. odnotowano 5 549 nowych zachorowań i 4 035 zgonów, z przewagą mężczyzn (77% zachorowań i 80% zgonów). Szczególnie niepokojące jest stadium choroby w chwili postawienia rozpoznania: 58,8% pacjentów diagnozuje się dopiero w stadium III/IV, co ogranicza odsetek chorych możliwych do leczenia radykalnego, w tym chirurgicznego. W tej grupie kwalifikacja do resekcji dotyczy jedynie 33,9% chorych.
Podczas sesji naukowej „Zespoły wielodyscyplinarne, standardy i realny dostęp - filary skuteczności terapii skojarzonych w onkologii” eksperci wskazywali nowotwory głowy i szyi jako modelowy obszar, w którym wynik leczenia zależy nie tylko od dostępności nowoczesnych schematów terapeutycznych, ale także od sprawności systemu: wczesnego rozpoznania, właściwej referencyjności ośrodków, dostępności diagnostyki patomorfologicznej i obrazowej, terminowości ścieżki pacjenta oraz realnie działającego konsylium wielodyscyplinarnego.
Wspólnym mianownikiem dyskusji była luka diagnostyczna. Bez przesunięcia rozpoznań do stadiów wczesnych rośnie odsetek leczenia intensywnego, obciążającego klinicznie i kosztowo, przy jednoczesnym pogorszeniu wyników.
Gdybyśmy rozpoznawali więcej przypadków w I/II stopniu zaawansowania, nie musielibyśmy uciekać się do bardzo agresywnych i jednocześnie bardzo kosztownych metod leczenia. W pierwszym stopniu zaawansowania wyleczalność nowotworów głowy i szyi niejednokrotnie sięga lub przekracza 90% - wskazywał prof. Wojciech Golusiński, Katedra i Klinika Chirurgii Głowy Szyi i Onkologii Laryngologicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, Wielkopolskie Centrum Onkologii.
Reklama
W tym ujęciu profilaktyka wtórna i czujność onkologiczna stają się elementem infrastruktury terapeutycznej. Kampanie edukacyjne mają redukować opóźnienia diagnostyczne, porządkując rozpoznawanie objawów alarmowych oraz kierowanie pacjenta do właściwego poziomu referencyjności.
Kampania Make Sense została zapoczątkowana przez European Head and Neck Society. Wyselekcjonowaliśmy sześć podstawowych objawów i określiliśmy, kiedy są niebezpieczne oraz kiedy pacjent powinien zgłosić się do lekarza. To, czego dziś najbardziej oczekuję, to edukacja, edukacja… edukacja na każdym poziomie - podkreślał prof. Andrzej Kawecki, Klinika Nowotworów Głowy i Szyi Narodowego Instytutu Onkologii - PIB w Warszawie.
Reklama
Jednocześnie perspektywa pacjentów pokazuje, że sukces kliniczny nie wyczerpuje definicji skuteczności. W nowotworach głowy i szyi obciążenia funkcjonalne, psychospołeczne i estetyczne często determinują powrót pacjentów do ról życiowych i zawodowych, a więc realny efekt leczenia.
Pacjenci z nowotworami głowy i szyi często nie potrafią wyjść z cienia. Czują się inni, a leczenie zwłaszcza chirurgiczne, bywa obciążone dysfunkcjami i deformacjami, z którymi trudno wrócić do życia społecznego. Dlatego tak ważna jest opieka holistyczna i szybkie skierowanie na właściwą ścieżkę diagnostyczną - mówiła Anna Kupiecka, Fundacja OnkoCafe, Razem Lepiej.
Reklama
Do niedawna immunoterapia w leczeniu nowotworów głowy i szyi stosowana była głównie w przypadku nawrotu lub przerzutów odległych po leczeniu radykalnym, a dostęp do niej odbywał się w ramach programu lekowego B.52. Tymczasem dane kliniczne dotyczące stosowania schematu okołooperacyjnego wskazują na potencjał poprawy wyników leczenia w resekcyjnym, miejscowo zaawansowanym raku płaskonabłonkowym głowy i szyi. Przełożenie tych wyników na praktykę powszechną wymaga jednak decyzji systemowych i organizacyjnych, w tym jasnego umocowania ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej oraz jasnych zasad finansowania.
Zastosowanie immunoterapii w schemacie okołooperacyjnym może doprowadzić nawet do częściowej regresji guza, czyli zmniejszenia jego wymiarów, eliminacji klonogennych komórek nowotworowych lub zniszczenia ognisk przerzutowych w węzłach chłonnych. Dzięki temu przypadki dotąd trudne operacyjnie, wymagające rozległych, okaleczających zabiegów, mogą być leczone bardziej oszczędzająco chirurgicznie. Pacjent zyskuje mniej trwałych następstw leczenia, lepiej przechodzi okres pooperacyjny, a kolejne etapy terapii po zabiegu, czyli radioterapia i chemioimmunoterapia, stają się łatwiejsze do przeprowadzenia - podkreślał prof. Krzysztof Składowski, Narodowy Instytut Onkologii - PIB, Oddział w Gliwicach.
Reklama
To pierwszy od dwóch dekad istotny postęp, który daje nowe szanse dla chorych z resekcyjnym, miejscowo zaawansowanym rakiem głowy i szyi. Okołooperacyjne zastosowanie pembrolizumabu dzięki redukcji pooperacyjnych cech wysokiego ryzyka zmniejsza odsetek pacjentów wymagających pooperacyjnej chemioradioterapii. W efekcie profil bezpieczeństwa może być korzystniejszy dla części chorych, zwłaszcza tych z chorobami współistniejącymi.
Nowy standard leczenia okołooperacyjnego nie funkcjonuje w próżni. O tym, czy pacjent realnie skorzysta z terapii skojarzonych, decyduje nie tylko dostęp do leku, ale także sprawność kwalifikacji, kompletność dokumentacji diagnostycznej oraz terminowość pracy konsyliów wielodyscyplinarnych.
Dr Jakub Zwoliński z Kliniki Nowotworów Głowy i Szyi Narodowego Instytutu Onkologii - PIB w Warszawie zwracał uwagę, że potencjalny zysk kliniczny z immunoterapii okołooperacyjnej można utracić na etapie kwalifikacji. Wskazał też wprost na źródło opóźnień, które systemowo powraca w przepływie chorych pomiędzy ośrodkami.
Wiele wyników histopatologicznych, które trafia do nas z innych ośrodków, jest niekompletna i nie spełnia wytycznych. To jedna z przyczyn, która najbardziej opóźnia planowy start leczenia. Poza tym pacjenci przychodzą często z niekompletną diagnostyką i tracimy kolejne dni. A opóźnienie leczenia o miesiąc zabiera, w uproszczeniu, 10% szans na przeżycie. Dlatego potrzebna jest edukacja w zakresie tego, z czym pacjent powinien do nas trafić. Uważam, że gdyby istniał sposób, by wytyczne onkologiczne, np. polska adaptacja NCCN, były obowiązkowo przestrzegane na każdym etapie diagnostyki patomorfologicznej, diagnostyki obrazowej, a później wyboru metod leczenia, wymusiłoby to pełniejsze, lepsze i szybsze przygotowanie chorych do leczenia - podkreślał dr Zwoliński.
Reklama
Jak zaznaczano podczas sesji, skuteczność terapii skojarzonych w raku głowy i szyi staje się dziś testem nie tylko dla nowoczesnych schematów leczenia, ale również dla realnej sprawności konsyliów, właściwej referencyjności ośrodków oraz, przede wszystkim, standardów diagnostyki i ich egzekwowania w całej ścieżce pacjenta. Jednocześnie dyskutowano systemowe bariery, takie jak likwidacja części zakładów patomorfologii w szpitalach i outsourcing badań, co utrudnia współpracę i wydłuża ścieżkę diagnostyczną.
Z perspektywy organizacyjnej leczenie okołooperacyjne wymusza inne spojrzenie na konsylium: jako etap krytyczny, który porządkuje sekwencję postępowania i ogranicza ryzyko opóźnień. Podczas sesji eksperci podkreślali, że „filozofia skojarzenia” nie sprowadza się wyłącznie do ułatwienia operacji i poprawy radykalności, ale obejmuje także leczenie adjuwantowe, którego celem jest zmniejszenie ryzyka nawrotu oraz adresowanie choroby mikroskopowej, niewidocznej w badaniach obrazowych.
Wczesne, szybkie konsylium wielospecjalistyczne to jest jedyny sposób, który gwarantuje zaplanowanie harmonogramu leczenia w taki sposób, żeby pacjent nie tracił cennych tygodni i odniósł sukces terapeutyczny - podkreślał dr Jakub Zwoliński.
W praktyce oznacza to możliwie krótką pętlę decyzyjną: szybkie konsylium, komplet danych diagnostycznych na wejściu i gotowość do korekty planu w trakcie leczenia, gdy pojawiają się informacje zmieniające kwalifikację lub bilans ryzyka. W tym kontekście w dyskusji mocno wybrzmiała rola patomorfologii jako elementu decydującego o realnej sprawności konsylium. Nie tylko jakość rozpoznania histopatologicznego, ale także terminowość i dostępność oznaczeń predykcyjnych, takich jak PD-L1, stają się warunkiem wdrożenia terapii zgodnie ze standardem.
Ocena PD-L1 jest badaniem metodą immunohistochemiczną. Wykonuje się je z użyciem przeciwciał, a następnie patomorfolog, według określonych kryteriów, opisuje wynik i określa status PD-L1 metodą CPS. Dodatkowym elementem, który wpłynąłby pozytywnie na wykonywane badania i czas oczekiwania na wyniki, byłoby finansowanie czynników predykcyjnych, bo ich liczba w terapiach spersonalizowanych będzie rosła - mówiła dr Monika Durzyńska, Zakład Patomorfologii Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii - PIB w Warszawie.
Równolegle eksperci zwracali uwagę na koszt organizacyjny modelu wielodyscyplinarnego. Zaawansowane konsylia, w których jednocześnie uczestniczą klinicyści różnych specjalności oraz diagnostyka obrazowa i patomorfologia, wymagają czasu wielu osób, co bez adekwatnych rozwiązań organizacyjnych i finansowych może być trudne do utrzymania w skali całego systemu opieki zdrowotnej. To samo wyzwanie dotyczy finansowania badań predykcyjnych, które wraz z rozwojem terapii spersonalizowanych będą wykonywane coraz częściej i coraz szerzej, a ich dostępność będzie wpływać bezpośrednio na czas do decyzji terapeutycznej.
W debacie powracał postulat budowy wyspecjalizowanych ośrodków referencyjnych. Jak podkreślano, ich sens nie sprowadza się wyłącznie do adresu, lecz do organizacji procesu: jednego zespołu, który prowadzi chorego w logicznej sekwencji, monitoruje przebieg terapii i koryguje plan, gdy leczenie tego wymaga. Prof. Krzysztof Składowski podkreślał, że taki model funkcjonuje w jego ośrodku od dawna jako rozwiązanie wewnętrzne, ale w skali kraju wymaga decyzji systemowej:
De facto taki unit istnieje u nas od dawna jako wewnętrzna struktura. Jeśli jednak myślimy o rozwiązaniu ogólnopolskim, takie unity, na wzór naszego czy warszawskiego, powinny powstać. Ułatwia to koordynację i szybkie reagowanie, bo nawet dobrze zaplanowana sekwencja leczenia nie zawsze zadziała i musi być korygowana. Jeśli tego nie monitorujemy, to nie widzimy, kiedy i dlaczego potrzebna jest zmiana. Dlatego, moim zdaniem, Ministerstwo Zdrowia powinno potraktować takie unity jako kolejną strukturę systemu, tak jak w przypadku breast units czy colorectal units.
Jednocześnie dr Jakub Zwoliński przestrzegał przed uproszczeniem, w którym centralizacja staje się synonimem jakości. Argumentował, że ośrodki o dużym wolumenie poprawiają wyniki leczenia, ale system musi planować dostępność w skali kraju i zabezpieczać pacjenta także poza murami centrum referencyjnego. Jak zaznaczał, pacjenci z rakiem głowy i szyi często trafiają do leczenia już po istotnej utracie masy ciała i wymagają intensywnego leczenia wspomagającego.
Warszawa nie jest niestety odpowiedzią i rozwiązaniem dla wszystkich. Wielu chorych na różnych etapach terapii potrzebuje procedur i świadczeń, które muszą być dostępne blisko miejsca zamieszkania, takich jak poradnictwo żywieniowe, dostęp do żywienia dojelitowego, opieka rehabilitacyjna i wsparcie okołooperacyjne - podkreślał dr Zwoliński.
W praktyce prowadzi to do modelu hybrydowego: leczenie wysokospecjalistyczne w ośrodkach referencyjnych o dużym wolumenie, przy równoległym, realnym zabezpieczeniu świadczeń wspierających lokalnie. Bez tego wsparcia nawet najlepszy standard terapeutyczny może przegrać z logistyką systemu.
W dyskusji wybrzmiała również potrzeba realnego umocowania roli koordynatora w placówkach Krajowej Sieci Onkologicznej. W terapiach skojarzonych kluczowe jest domykanie procesu diagnostycznego w terminie koniecznym do wdrożenia leczenia i przeprowadzenia zabiegu. Koordynator powinien prowadzić pacjenta przez kolejne etapy i pilnować, aby sekwencja diagnostyka - kwalifikacja - zabieg - leczenie uzupełniające była realizowana bez zbędnych opóźnień. Jego rola obejmuje także wsparcie w organizacji konsultacji i uzgodnień z ośrodkiem referencyjnym, tak aby pacjent nie utknął między jednostkami, a decyzje konsylium mogły zostać wdrożone bez zwłoki.
Immunoterapia okołooperacyjna stosowana w raku głowy i szyi to pierwszy od lat przełom w tym obszarze. Jej wartość kliniczna będzie największa wtedy, gdy wesprą ją rozwiązania systemowe: koordynacja prowadzona przez wyspecjalizowane osoby, kompletna diagnostyka, szybkie decyzje oparte na pracy zespołu interdyscyplinarnego w ramach realnie działających konsyliów. To również argument za modelem hybrydowym: leczenie wysokospecjalistyczne w ośrodkach o odpowiednim doświadczeniu, ale z równoległym zabezpieczeniem świadczeń wspierających blisko miejsca zamieszkania.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze