Reklama

Radiolog na wagę złota

Polityka Zdrowotna
18/10/2021 16:59

Od czasu zniesienia limitów na rezonans magnetyczny i tomografię komputerową liczba świadczeń rośnie, ale pacjenci nadal tygodniami oczekują na wyniki badań, bo brakuje radiologów do ich opisywania. Brakuje ich w publicznych jednostkach, bo podkupowani są przez prywatne, gdzie zarabiają nawet kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie.

Od lipca tego roku resort zdrowia zniósł limity na wizyty u specjalistów w Ambulatoryjnej Opiece Specjalistycznej. Na razie efekty tego posunięcia są nieznane, bo jak dowiedziała się Polityka Zdrowotna, centrala NFZ nie ma jeszcze danych zbiorczych za lipiec, sierpień i wrzesień 2021 r.

Znane są natomiast efekty zniesienia limitów na badania diagnostyczne w ramach Ambulatoryjnej Opieki Specjalistycznej. Otóż w kwietniu 2019 r. Łukasz Szumowski, ówczesny minister zdrowia zezwolił placówkom medycznym na przeprowadzanie bez ograniczeń badań rezonansem magnetycznym (RM) i tomografię komputerową (TK). Teoretycznie zatem pacjenci powinni oczekiwać w mniejszych kolejkach. Zobaczmy jak wyszło w praktyce. 

Reklama

Ponad 100 tys. badań miesięcznie

Z danych NFZ wynika, że w kwietniu 2018 r. placówki medyczne wykonały 78 tys. badań RM zaś w kwietniu 2019 r. było już ich 102 tys. W styczniu 2020 r. tych badań zostało przeprowadzonych 120 tys. W kwietniu 2020 r. spadło do 53 tys., ale trzeba pamiętać, że to okres wybuchu pandemii koronawirusa i przeprowadzanie wielu świadczeń zostało wstrzymane. W marcu 2021 r. badań RM wykonano już 144 tys. Zasadniczo co miesiąc liczba tych badań oscyluje wokół 120 tys. 

Dla porównania w kwietniu 2018 r. jednostki przeprowadziły 103 tys. badań tomografii komputerowej. Rok później w analogicznym miesiącu, kiedy zniesiono limity, było ich już 128 tys. W pandemicznym kwietniu 2020 r. spadło do 36 tys., a już w lutym tego roku wzrosło do 139 tys. Generalnie w ostatnich miesiącach liczba tych badań oscyluje wokół 120 tys. miesięcznie. 

Reklama

Długie oczekiwanie na wynik

Widać więc, że statystycznie liczba wykonywanych badań poszybowała. Chodzi tu o diagnostykę wykonywaną w trybie ambulatoryjnym, poza hospitalizacjami szpitalnymi. Czy w związku z tym sytuacja pacjentów się poprawiła?

- Dostępność na pewno się poprawiła, ale czas uzyskania wyniku badań nie skrócił się. Nadal na wynik trzeba czekać kilka tygodni, jak i nie kilka miesięcy czasem. Opis musi bowiem wykonać radiolog. Często badanie do opisu trzeba mu wysłać na drugi kraniec Polski i czekać aż wróci do jednostki zlecającej aż w końcu do pacjenta - wskazuje Władysław Perchaluk, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Bytomiu.  

Reklama

Wszystko przez to, że wąskim gardłem znoszenia jakichkolwiek limitów w naszym kraju jest brak specjalistów. Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że radiologów i specjalistów od diagnostyki obrazowej jest 4,3 tys. W ubiegłym roku, w naborze jesiennym na rezydenturę z radiologii, było 55 miejsc w skali kraju. Dla porównania ponad 200 na pediatrię. Choć specjalistów z tego ostatniego zakresu też brakuje. 

Uciekają z publicznych jednostek 

Wykształcenie lekarza specjalisty to proces trwający ok. 10 lat. Dziś publiczne jednostki cierpią na ich braki, a zwłaszcza na braki radiologów. Dlatego same nie mogą przeprowadzać badań rezonansem magnetycznym czy tomografii komputerowej, gdyż specjaliści im uciekają

Reklama

Gdy zniesiono limity na rezonans magnetyczny i tomografię komputerową, w Łodzi szereg prywatnych jednostek zainwestowało w sprzęt do tych badań i zaczęło zatrudniać specjalistów. Podkupowało ich z jednostek publicznych. Trudno się też dziwić, że w tej sytuacji podmioty prywatne zabrały się za realizację nielimitowanych świadczeń. Niemniej jednak uważam, że pierwszeństwo do przeprowadzania tych badań bez limitu powinny mieć jednostki publiczne, gdzie przebywają i leczą się pacjenci z najtrudniejszymi przypadkami, gdzie takie rozwiązanie mogłoby także przełożyć się na poprawkę sytuacji ekonomicznej danej jednostki - wskazuje prof. Maciej Banach, ekspert ochrony zdrowia z Instytutu Matki Polki w Łodzi.

Zaznacza, że jednostka publiczna nie ma żadnych kart przetargowych, gdyż radiolog może zarobić w niej max. kilkanaście tysięcy brutto miesięcznie, a w prywatnej miesięcznie jego pensja może być nawet dwa razy i więcej wyższa. 

Reklama

Za same badania NFZ płaci jednostkom na poziomie. Dostają np. 1 tys. zł za rezonans serca i 500-700 zł za pozostałe rezonanse. Mogą pracować dniami i nocami jaki podwykonawcy jednostek publicznych. Radiolog przez nich zatrudniony może pracować zdalnie opisując badania i 24 godziny na dobę. Podkupowani są nie tylko radiolodzy, ale także technicy radiologii. Bez większej liczby lekarzy na rynku, czas oczekiwania przez pacjenta na wyniki badań nie skróci się. 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości