Ponad 10 tysięcy ciąż to sukces rządowego programu in vitro, który w założeniu ma zapewnić parom równy dostęp do leczenia niepłodności. Podział budżetu na 2026 rok przyniósł jednak pytania o zastosowane kryteria przydziału finansowania poszczególnym placówkom, ich transparentność, różnice w finansowaniu między podmiotami prywatnymi a publicznymi oraz obawy, czy część pacjentek nie straci w praktyce szansy na terapię w ramach refundacji.
Program polityki zdrowotnej „Leczenie niepłodności obejmujące procedury medycznie wspomaganej prokreacji na lata 2024-2028” od początku był elementem szerszej polityki demograficznej państwa. Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że tylko w pierwszym roku działania programu potwierdzono ponad 10 tysięcy ciąż i pierwsze tysiące urodzeń dzieci poczętych dzięki finansowaniu z budżetu państwa.
Przekazanej pod koniec lutego realizatorom programu informacji o podziale środków na 2026 rok towarzyszy fala pytań zarówno ze strony pacjentów, którzy obawiają się przerwania leczenia, jak i ośrodków prowadzących program. Szpitale publiczne, w tym Warszawski Szpital Południowy, wskazują, że zmiana zasad finansowania w trakcie okresu rozliczeniowego nastąpiła bez pełnego ujawnienia metodologii oceny skuteczności i struktury pacjentów, jaką przyjął resort.
W oficjalnych komunikatach Ministerstwo Zdrowia informuje, że podział budżetu programu na 2026 rok został oparty przede wszystkim na analizie skuteczności klinicznej i wykorzystania środków w 2025 roku. Brane są pod uwagę m.in. wskaźniki ciąż na parę, na cykl leczenia oraz skuteczność pojedynczego transferu. Celem, jak deklaruje resort, jest zapewnienie pacjentom najwyższej jakości i bezpieczeństwa leczenia przy odpowiedzialnym wykorzystaniu środków publicznych.
Realizatorzy podkreślają jednak, że otrzymali jedynie zbiorczą tabelę z przyznanymi budżetami, bez pełnego wyjaśnienia, jak liczono poszczególne wskaźniki, w jaki sposób ważono kryteria i czy w modelu oceny uwzględniono zróżnicowanie profilu pacjentów przyjmowanych przez poszczególne ośrodki.
Placówki realizujące program zwróciły się do MZ o udostępnienie pełnej analizy skuteczności klinicznej, dokumentów opisujących przyjętą metodę oceny, dane źródłowe wykorzystane do sporządzenia analiz oraz informację, czy w modelu uwzględniono etap rozwoju poszczególnych ośrodków i strukturę populacji pacjentek: w tym wiek, obciążenia kliniczne czy czynniki ryzyka.
Z zestawienia budżetowego przekazanego realizatorom przez Ministerstwo Zdrowia, wynika, że z 58 placówek realizujących program in vitro 27 należy do sześciu prywatnych podmiotów, które łącznie otrzymały około 60 proc. rozdysponowanych środków. Z puli ok. 508 mln zł przyznanych na 2026 rok 304,6 mln zł trafiło do tych sześciu grup kapitałowych.
Wśród największych beneficjentów znalazły się:
Po drugiej stronie są ośrodki publiczne, które zapewniają kompleksową opiekę z pełnym zapleczem szpitalnym. Cztery duże jednostki: Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Białymstoku, Warszawski Szpital Południowy, Ginekologiczno-Położniczy Szpital Kliniczny im. Heliodora Święcickiego w Poznaniu oraz Uniwersyteckie Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka WUM otrzymały łącznie ok. 21,4 mln zł, czyli niespełna 4,2 proc. rozdysponowanych środków.
Konsekwencje decyzji finansowych najszybciej odczuwają pacjenci. Dla par leczących niepłodność czas ma wymiar czysto biologiczny. W leczeniu niepłodności to najsilniejsza determinanta powodzenia terapii.
Z relacji pacjentek opisywanych w mediach wynika, że część ośrodków już wstrzymuje kwalifikacje nowych par do programu, nie mając pewności, czy wystarczy finansowania na dokończenie pełnego cyklu. Pacjentki, które chciałyby przenieść swoje leczenie do innej placówki, napotykają dodatkowe bariery organizacyjne. Choć program dopuszcza zmianę realizatora, wymaga to formalnego wniosku i skoordynowania przeniesienia materiału biologicznego, a część par obawia się, czy nie wpłynie to na możliwość dokończenia leczenia w ramach refundacji.
Resort zdrowia akcentuje, że celem jest premiowanie ośrodków o najwyższej skuteczności, liczonych jako odsetek ciąż w stosunku do liczby przeprowadzonych procedur. Realizatorzy programu zwracają jednak uwagę, że bez uwzględnienia wieku pacjentek, współistniejących chorób czy wcześniejszych nieudanych prób takie wskaźniki mogą faworyzować placówki przyjmujące głównie pary z lepszym rokowaniem.
Warszawski Szpital Południowy przyjmuje pacjentki kierowane także z oddziałów ginekologicznych i onkologicznych, w tym chore z endometriozą, po leczeniu nowotworów czy z zaawansowaną niepłodnością. Z perspektywy klinicznej są to przypadki wymagające, często z niższym prawdopodobieństwem sukcesu w pojedynczym cyklu.
Szpital podkreśla, że proste zestawienie liczby ciąż z wysokością finansowania nie odzwierciedla ani wysiłku diagnostycznego, ani kosztów opieki nad pacjentkami z obciążeniami medycznymi.
Dyskusja o podziale środków na 2026 rok pokazuje trzy kluczowe napięcia. Po pierwsze, pytanie o równość dostępu do leczenia. Czy pacjentki korzystające z dużych szpitali publicznych mają takie same szanse na terapię jak te leczące się w wyspecjalizowanych prywatnych klinikach. Po drugie, kwestię transparentności kryteriów. Realizatorzy domagają się pełnego ujawnienia modelu oceny i rankingu ośrodków, aby móc odnieść się do wyników i zaplanować dalszą pracę. Po trzecie, potrzebę zrównoważenia celów: zwiększania skuteczności mierzonej liczbą ciąż z obowiązkiem zapewnienia opieki także parom z najtrudniejszym rokowaniem.
Bez odpowiedzi na te pytania sukces programu liczony liczbą urodzeń może okazać się krótkotrwały. A dla pacjentów najważniejsze pozostaje jedno: czy w kolejnym roku nadal będą mogli liczyć na wsparcie państwa w leczeniu niepłodności, niezależnie od tego, w jakiej placówce się leczą i jak bardzo skomplikowana jest ich historia medyczna.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ale to jest nie prawda, można zmienić realizatora 2x. Jak redakcja nie zna zasad funkcjonowania programu to dlaczego się pani Dekert zajmuje jakikolwiek głos w tej sprawie. Proszę się douczyć, bo profesjonalizmu chyba Pani brak…..
Ministerstwo Zdrowia dokonało analizy realizowanych programów oraz umów dotyczących procedur zapłodnienia pozaustrojowego (in vitro). W wyniku tej oceny przyjęto model finansowania oparty na rzeczywistych efektach medycznych oraz faktycznie wykonanych procedurach klinicznych. Oznacza to odejście od finansowania wyłącznie poszczególnych etapów technicznych na rzecz podejścia kompleksowego, obejmującego pełny proces terapeutyczny. W modelu tym uwzględnia się zarówno przeprowadzenie procedury medycznej, jak i jej skuteczność kliniczną, rozumianą jako uzyskanie ciąży zakończonej urodzeniem dziecka. Z perspektywy systemowej jest to rozwiązanie zbliżone do mechanizmów value-based healthcare, w których finansowanie świadczeń zdrowotnych powiązane jest z mierzalnymi rezultatami leczenia. W praktyce oznacza to, że środki publiczne kierowane są na te działania medyczne, które prowadzą do realnych efektów zdrowotnych, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej odpowiedzialności klinicznej za jakość i skuteczność prowadzonej terapii. Takie podejście wprowadza większą transparentność w rozliczaniu procedur medycznych, wzmacnia orientację systemu na wynik terapeutyczny oraz pozwala na bardziej racjonalne zarządzanie środkami publicznymi w obszarze leczenia niepłodności. Jednocześnie sprzyja ono standaryzacji praktyki klinicznej i premiuje ośrodki osiągające wysoką skuteczność leczenia przy zachowaniu bezpieczeństwa pacjentów. W efekcie system finansowania przesuwa punkt ciężkości z samego wykonania procedury na efekt kliniczny terapii, którym w przypadku leczenia niepłodności jest narodziny dziecka jako końcowy rezultat procesu terapeutycznego.
Prywatne „kliniki” ruszyły do boju, wszak z 508 milionów 490 trafiło do prywatnych podmiotów, które odsyłają problematyczne pacjentki, bo źle wyglądają w statystykach. Ot, rynek pieniądza kontra odpowiedzialność.
To brzmi jak komunikat PR urzędnika, nie jak analiza ekspercka. Powoływanie się na value-based healthcare przy jednoczesnym operowaniu surową skutecznością jako miarą jakości ośrodków jest po prostu niemerytoryczne. W metodologii oceny wyników leczenia bez korekty ryzyka taki wskaźnik nie mówi nic o jakości opieki. Mówi wyłącznie o strukturze przypadków. Innymi słowy mierzy się nie jakość leczenia, tylko selekcję pacjentów.
Rynek niepłodności w Polsce kształtuje się od 36lat. Jest to specyficzna dziedzina medycyny i podobnie jak w stomatologii placówki prywatne po prostu są lepsze poprzez organizację pracy i bardziej wykwalifikowaną i doświadczoną kadrę. Jedynym wyjątkiem może być szpital uniwersytecki w Białymstoku. Porównywanie Szpitala Południowego z najlepszymi prywatnymi placówkami w Polsce jest po prostu śmieszne. Pacjenci sami odpowiadają na pytanie gdzie lepiej i tam się zgłaszają. Pani redaktor kompletnie nie orientuje sie w rynku.
Ale to jest nie prawda, można zmienić realizatora 2x. Jak redakcja nie zna zasad funkcjonowania programu to dlaczego się pani Dekert zajmuje jakikolwiek głos w tej sprawie. Proszę się douczyć, bo profesjonalizmu chyba Pani brak…..
Ministerstwo Zdrowia dokonało analizy realizowanych programów oraz umów dotyczących procedur zapłodnienia pozaustrojowego (in vitro). W wyniku tej oceny przyjęto model finansowania oparty na rzeczywistych efektach medycznych oraz faktycznie wykonanych procedurach klinicznych. Oznacza to odejście od finansowania wyłącznie poszczególnych etapów technicznych na rzecz podejścia kompleksowego, obejmującego pełny proces terapeutyczny. W modelu tym uwzględnia się zarówno przeprowadzenie procedury medycznej, jak i jej skuteczność kliniczną, rozumianą jako uzyskanie ciąży zakończonej urodzeniem dziecka. Z perspektywy systemowej jest to rozwiązanie zbliżone do mechanizmów value-based healthcare, w których finansowanie świadczeń zdrowotnych powiązane jest z mierzalnymi rezultatami leczenia. W praktyce oznacza to, że środki publiczne kierowane są na te działania medyczne, które prowadzą do realnych efektów zdrowotnych, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej odpowiedzialności klinicznej za jakość i skuteczność prowadzonej terapii. Takie podejście wprowadza większą transparentność w rozliczaniu procedur medycznych, wzmacnia orientację systemu na wynik terapeutyczny oraz pozwala na bardziej racjonalne zarządzanie środkami publicznymi w obszarze leczenia niepłodności. Jednocześnie sprzyja ono standaryzacji praktyki klinicznej i premiuje ośrodki osiągające wysoką skuteczność leczenia przy zachowaniu bezpieczeństwa pacjentów. W efekcie system finansowania przesuwa punkt ciężkości z samego wykonania procedury na efekt kliniczny terapii, którym w przypadku leczenia niepłodności jest narodziny dziecka jako końcowy rezultat procesu terapeutycznego.
Prywatne „kliniki” ruszyły do boju, wszak z 508 milionów 490 trafiło do prywatnych podmiotów, które odsyłają problematyczne pacjentki, bo źle wyglądają w statystykach. Ot, rynek pieniądza kontra odpowiedzialność.