Choroby serca nadal są najgroźniejszym zabójcą Polaków – alarmuje prof. Anna Tomaszuk z Kliniki Kardiologii, Lipidologii i Chorób Wewnętrznych z Oddziałem Intensywnego Nadzoru Kardiologicznego na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku. W rozmowie z Polityką Zdrowotną opowiada, jak zmienili się pacjenci, jakie błędy popełniamy w profilaktyce i dlaczego empatia lekarza może być równie ważna jak nowoczesne leczenie.
W dobie pandemii, rozwoju technologii medycznych i rosnącej liczby chorób przewlekłych łatwo zapomnieć, że to właśnie choroby układu krążenia pozostają najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce.
- To ponad 30%, a nawet dobrze ponad 30% wszystkich zgonów – przypomina prof. Anna Tomaszuk z Kliniki Kardiologii, Lipidologii i Chorób Wewnętrznych z Oddziałem Intensywnego Nadzoru Kardiologicznego na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku.
Z czego to wynika, co się zmieniło przez ostatnie dekady i dlaczego dziś pacjenci mają większe oczekiwania? Zapraszamy do lektury rozmowy z ekspertką.
Prof. Anna Tomaszuk: To bardzo trafne pytanie, a odpowiedź jest prosta: choroby układu sercowo-naczyniowego wciąż pozostają najgroźniejszym przeciwnikiem w polskiej medycynie – zarówno jeśli chodzi o zgony, chorobowość, jak i codzienną praktykę kliniczną. Co trzeci Polak umiera z powodu chorób serca. To ponad 30%, a nawet dobrze ponad 30% wszystkich zgonów w Polsce. Odsetek ten jest bardzo wysoki.
Gdybyśmy zsumowali zgony spowodowane chorobami nowotworowymi, przewlekłą obturacyjną chorobą płuc i cukrzycą, dopiero wtedy ta liczba zrównoważyłaby zgony wynikające z chorób serca. To pokazuje, że rzeczywiście mamy do czynienia z najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce i poważnym problemem zdrowotnym.
Reklama
A.T.: Z literatury oraz z obserwacji z codziennej praktyki klinicznej wynika, że wciąż mamy niewystarczający poziom profilaktyki chorób serca. Dobrym przykładem może być poziom cholesterolu LDL u Polaków – aż 70–80% pacjentów ma stężenie cholesterolu LDL źle kontrolowane. Znaczy to, że nie osiągamy wartości docelowych.
Podobna sytuacja dotyczy ciśnienia tętniczego – tylko co czwarty pacjent ma dobrze kontrolowane nadciśnienie. Szacuje się, że profilaktyka, ale też edukacja zarówno na poziomie POZ, jak i specjalistycznym, są nadal niewystarczające.
ReklamaW szpitalach za to obserwujemy wzrost liczby hospitalizacji z powodu niewydolności serca – i to znaczny. Nie można też zapominać o skutkach long covid, czyli długu zdrowotnego, jaki pandemia zostawiła w kardiologii. W tamtym czasie ani pacjenci, nie przykładali należytej uwagi do innych chorób poza COVID-19. To nadal ma swoje konsekwencje.
A.T.: Oczywiście, że tak. To przede wszystkim lepsza edukacja pacjentów, poprawa przestrzegania zaleceń lekarskich, wsparcie chorych w zmianie stylu życia. Istnieją też konkretne programy profilaktyczne, takie jak Profilaktyka 40+ czy Narodowy Program Chorób Układu Krążenia na lata 2022–2032, które dają nadzieję, że sytuacja może się zmienić na lepsze.
Reklama
A.T.: Myślę, że zmienił się przede wszystkim sam obraz zawału i jego leczenie. Dziś mamy szybszą diagnostykę i bardzo szybką interwencję – dostęp do koronarografii i szeroko stosowanej angioplastyki wieńcowej. To niewątpliwie przekłada się na lepsze rokowania pacjentów. Co do tego nie ma już dziś żadnych wątpliwości.
My, lekarze, potrafimy lepiej wykrywać zawały, również te o niestandardowym przebiegu, bo po prostu wiemy i umiemy więcej niż kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Mamy też skuteczniejsze leczenie farmakologiczne, bardziej zindywidualizowane, bo dysponujemy precyzyjnymi, skutecznie działającymi lekami.
ReklamaMam na myśli takie leki jak tikagrelor, prasugrel, statyny o wysokiej intensywności, flozyny czy analogi GLP-1 u pacjentów po zawale z niewydolnością serca albo cukrzycą.
Zmienił się też sam pacjent. Coraz częściej mamy do czynienia z osobami w starszym wieku, z wielochorobowością – nadciśnieniem, cukrzycą, otyłością, przewlekłą chorobą nerek. Niestety obserwujemy też niekorzystny trend – coraz więcej zawałów u osób w młodym wieku. Zwykle jest to związane z wysokim poziomem stresu, zespołem metabolicznym, siedzącym trybem życia.
ReklamaZ drugiej strony trzeba przyznać, że pacjenci – obywatele naszego kraju – są dziś lepiej wyedukowani i mają większą świadomość w zakresie objawów zawału. Zgłaszają się szybciej po pomoc niż 15 lat temu. Ogólna świadomość i czas reakcji zdecydowanie się poprawiły.
Zmienili się też sami pacjenci pod względem oczekiwań. Dziś pacjent po zawale oczekuje, że bardzo szybko wróci do pracy i normalnego życia. Coraz rzadziej godzi się z chorobą – chce jak najszybciej odzyskać pełną sprawność. Często potrzebuje też wsparcia psychicznego, którego niestety nadal brakuje w naszym systemie ochrony zdrowia. Widzimy teraz dużo osób mających depresję i lęki po przebytym zawale serca.
ReklamaWspółczesny pacjent jest bardziej świadomy, lepiej wyedukowany, ale ma też większe wymagania i oczekiwania wobec leczenia i procesu zdrowienia.
A.T.: To ciekawe pytanie. Myślę, że dla mnie, jako lekarza, ta praca ma głęboki sens, bo my nie leczymy wyników badań – leczymy żywych ludzi, z ich historią zdrowotną. Widzimy nie tylko pacjenta, ale często także jego rodzinę. Mamy przed sobą osoby, które dyskutują, zadają pytania, mają wątpliwości, lęki, ale też ogromne nadzieje – że odzyskają zdrowie, że będą długo żyły. Zwyczajne, ludzkie, empatyczne podejście chroni nas, lekarzy, przed wypaleniem zawodowym, przed popadnięciem w rutynę.
ReklamaNowoczesna medycyna, oparta na procedurach, rozbudowanej diagnostyce obrazowej, bywa rzeczywiście odhumanizowana, ale pacjent nadal potrzebuje relacji, zrozumienia, empatii. Lekarz daje mu poczucie bezpieczeństwa. Czasem dobra, szczera, otwarta rozmowa może niezwykle pomóc w leczeniu.
Chciałabym podkreślić, że nie tylko lekarz odgrywa tu ważną rolę. Mamy ten przywilej, że pracujemy w zespołach – z pielęgniarkami, technikami, opiekunami medycznymi. To daje nam poczucie stabilizacji, a pacjentom – kompleksową opiekę.
ReklamaKardiologia jako dziedzina daje ogromną satysfakcję. Mamy realny wpływ na zdrowie i życie ludzi. To oczywiście wielka odpowiedzialność i ciężar, ale również źródło ogromnej satysfakcji. Nie jesteśmy tylko od przekazywania technicznych informacji – co zrobić, gdzie pójść, jakie badania wykonać. Jesteśmy też wsparciem, autorytetem, filtrujemy to, co pacjent przeczytał w internecie i co często budzi jego wątpliwości i lęki. To nam pacjenci powierzają swoje zdrowie i życie.
Dlatego wierzę, że tylko ścisła współpraca z pacjentem i jego rodziną może prowadzić do sukcesu. Już dawno odeszliśmy od paternalistycznego podejścia do chorych. Dziś pacjent znajduje się w centrum uwagi, a wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie. Ludzie chcą dostawać rzetelne informacje, chcą rozumieć, co się dzieje z ich zdrowiem. I w takim uczciwym, partnerskim układzie lekarz-pacjent lekarz też może odnaleźć satysfakcję ze swojej pracy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze