W ostatnich tygodniach na nowo rozgorzała dyskusja na temat rynku aptek w Polsce. Ministerstwo Zdrowia od dawna zapowiada zmiany w Prawie Farmaceutycznym. W ubiegłym tygodniu w resorcie powstał zespół, którego zadaniem jest zaproponowanie konkretnych zmian. Swój projekt noweli Prawa farmaceutycznego przygotowali też posłowie PiS. O tych propozycjach oraz o oczekiwaniach aptekarzy rozmawiamy z prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Elżbietą Piotrowską-Rutkowską.
PZ: Z dotychczasowych zapowiedzi wynika, że resort zdrowia zamierza w dużej części uwzględnić postulaty samorządu aptekarskiego w przygotowywanej nowelizacji Prawa farmaceutycznego. Poza jednym – chodzi o zapowiedź wycofania z aptek suplementów diety i kosmetyków. Co na to aptekarze?
E. Piotrowska-Rutkowska: Chodzi Pani zapewne o wypowiedź wiceministra Łandy dla jednego z ogólnopolskich dzienników. Ta wypowiedź była już przez niego łagodzona. Jako przedstawiciele samorządu aptekarskiego jesteśmy za pozostawieniem w aptekach suplementów diety i kosmetyków. To nasze oficjalne stanowisko, które zaprezentowaliśmy podczas rozmów z resortem zdrowia. Gdyby w aptekach miały zostać tylko leki, miałyby one duże problemy z utrzymaniem się na rynku. Poza tym trzeba pamiętać, że wiele suplementów diety jeszcze do niedawna było lekami. Czasem zdarza się, że ten sam produkt może być u jednego wytwórcy suplementem, a u innego lekiem. Jeśli chodzi o kosmetyki, to wiele z nich ma działanie prozdrowotne. Wiele serii takich kosmetyków jest dedykowanych specjalnie dla aptek.
PZ: Resort zdrowia rozważa także wprowadzenie tzw. opłaty dyspensyjnej. Pacjenci obawiają się, że to oni poniosą dodatkowe koszty zakupu leków, jeśli Ministerstwo zdecyduje się na ten wariant. Czy słusznie?
E. Piotrowska-Rutkowska: To rozwiązanie traktujemy jako wstępne. Co prawda podobne regulacje istnieją choćby w Belgii, Wielkiej Brytanii czy Portugalii, jednak do tego pomysłu trzeba podejść bardzo ostrożnie. Naszym zdaniem kosztów wprowadzenia takiej opłaty z całą pewnością nie powinien ponosić pacjent.
PZ: Jakich jeszcze zmian oczekuje od Ministerstwa Zdrowia samorząd aptekarski?
E. Piotrowska-Rutkowska: Obecnie co czwarta apteka sieciowa działa dziś z naruszeniem przepisów antykoncentracyjnych. W skali kraju to około 1500 aptek. Od wielu lat sprzeciwiamy się takim praktykom. Naszym zdaniem inspekcja farmaceutyczna powinna być wyposażona w takie narzędzia, które pozwalałyby na egzekwowanie prawa w tym zakresie.
PZ: Toczą się również prace nad wdrożeniem opieki farmaceutycznej. Czy nie będzie to furtka dla aptek do stosowania reklamy?
E. Piotrowska-Rutkowska: Przepisy w tym zakresie powinny być jasne na tyle, aby apteki sieciowe – wzorem poprzednich lat - nie mogły wykorzystywać opieki farmaceutycznej, jako narzędzia promocyjnego zwiększającego sprzedaż. Opieka farmaceutyczna jest ściśle związana z farmaceutą pracującym w aptece. Kluczowe jest, aby była ona procesem udokumentowanym, a więc musi być możliwość weryfikacji, że pacjent otrzymał od farmaceuty dokładnie to, czego oczekiwał.
PZ: A na jakim etapie są prace nad ustawą o zawodzie farmaceuty? Samorząd aptekarski bierze udział w pracach ministerialnego zespołu, którego zadaniem jest opracowanie projektu tej ustawy.
E. Piotrowska-Rutkowska: Zespół do spraw opracowania projektu ustawy o zawodzie farmaceuty będzie pracował dłużej niż początkowo zakładano. W skład zespołu wchodzą przedstawiciele wszystkich środowisk, m.in. aptekarze, pracownicy naukowi, przedstawiciele Ministerstwa, inspektorzy farmaceutyczni. Celem regulacji jest przede wszystkim wzmocnienie roli i uprawnień farmaceuty, jak również zwiększenie jego odpowiedzialności. Rola farmaceuty w systemie ochrony zdrowia musi zostać jednoznacznie określona, ponieważ teraz system farmaceuty „nie widzi”. Lekarzy – jak wszyscy wiedzą - jest mało, a farmaceuci doskonale mogliby się wpisać w tę lukę, stanowiąc ogniwo między lekarzem, a pacjentem. Mogłoby tak być na przykład przy okazji tworzenia zespołów opieki zdrowotnej w POZ. Dziwi mnie, że nasz system nie dostrzega, jak duże oszczędności może przynieść odpowiednie wykorzystanie wiedzy i potencjału farmaceutów. W wielu państwach przeprowadzono badania, które pokazały konkretnie jaka jest skala tych oszczędności. Dobrym przykładem jest Finlandia. W tym kraju udzielanie porad przez farmaceutów to oszczędność dla budżetu państwa sięgająca nawet 1 mld euro rocznie.
PZ: Autorzy opublikowanego niedawno raportu dotyczącego dystrybucji na rynku farmaceutycznym (Fundacja Republikańska) wspominają w nim o skargach aptek sieciowych dotyczących nierównego traktowania tych placówek przez samorząd aptekarski. Jak samorząd odnosi się do tych zarzutów?
E. Piotrowska-Rutkowska: Wielokrotnie wskazywaliśmy na jednostronność tego raportu. Przypomnę, że wynika z niego, że obecnie funkcjonuje 16 sieci skupiających powyżej 50 aptek, ale nie dodano w nim, że 2 lata temu było ich 9, a na koniec roku przewiduje się ich aż 20. Brakuje też informacji, że dwie spośród największych sieci w Polsce powiązane są z hurtem, chociaż od 12-tu lat mamy zakaz połączeń wertykalnych. Te dwie sieci razem kontrolują prawie 40 proc. rynku hurtowego. Ciekawostką jest, że wg. raportu kilka tysięcy aptek jest związanych programami lojalnościowymi, chociaż jest to od 4 lat zabronione. Powracając do pytania: samorząd aptekarski pracuje zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego, więc naszym obowiązkiem jest równe traktowanie stron.
PZ: Jak zdaniem samorządu aptekarskiego należałoby rozwiązać problem dumpingu na rynku aptecznym?
E. Piotrowska-Rutkowska: Ten proceder jest wyjątkowo trudny do udowodnienia. Z naszej strony chętnie dzielimy się wiedzą z Ministerstwem na temat nieuczciwych praktyk stosowanych przez część podmiotów. Myślę, że z czasem i ta kwestia zostanie uregulowana. Potrzebne są konkretne propozycje rozwiązań prawnych, które stanowczo przeciwstawią się psuciu rynku.
PZ: Który model funkcjonowania rynku aptecznego jest według Państwa najlepszy i należałoby go wprowadzić w Polsce?
E. Piotrowska-Rutkowska: To Ministerstwo Zdrowia musi się zastanowić, jaki model aptekarstwa chce wprowadzić w Polsce. Przede wszystkim trzeba o tym zdecydować patrząc przez pryzmat pacjenta. Są kraje, w których działalność aptek jest ściśle regulowana przez państwo i takie, w których decyduje wyłącznie wolny rynek. Tak jest na przykład w Norwegii, gdzie na rynku dominują trzy sieci apteczne i żaden indywidualny aptekarz nie ma szans na rozpoczęcie działalności, mimo że są miejsca, w których brakuje aptek. Zdarza się, że Norwegowie muszą jechać po leki wiele kilometrów od domu. Ale to są konsekwencje całkowitej swobody, jaką państwo zostawiło na tym polu przedsiębiorcom.
PZ: A jak statystyki dotyczące rynku aptecznego wyglądają w Polsce?
E. Piotrowska-Rutkowska: Wartościowo sieci apteczne mają w tej chwili 60 proc. rynku aptecznego. Rośnie też liczba sieci – w 2004 r. było ich 45, obecnie chwili jest ich już 390. Tych bardzo dużych, czyli takich, które liczą więcej niż 50 aptek jest w tej chwili 14, a jeszcze niedawno było ich tylko 9. Średnio dziennie upada 2,3 apteki indywidualnej. W to miejsce powstaje 2,7 aptek sieciowych. Ale one powstają głównie w dużych miastach. Jak same twierdzą, nie opłaca im się otwierać placówek w małych miejscowościach, gdzie aptek brakuje i niedługo może się okazać, że polscy pacjenci będą musieli jeździć po leki wiele kilometrów, tak jak dzisiaj robią to pacjenci norwescy.
PZ: Domagacie się Państwo likwidacji pozaaptecznej sprzedaży leków. Czy to nie zbyt radykalne podejście?
E. Piotrowska-Rutkowska: Nikt nie mówi o likwidacji. Naszym zdaniem konieczne jest ucywilizowanie tego rynku, dlatego postulujemy utworzenie rejestru podmiotów prowadzących obrót pozaapteczny. Chodzi o to, żeby te podmioty były pod kontrolą inspekcji farmaceutycznej zarówno w kwestii przechowywania leków, jak i wszelkich innych procedur, których apteki muszą ściśle przestrzegać, a sklepy sprzedające leki im zupełnie nie podlegają. Chcielibyśmy też zmniejszenia katalogu leków dostępnych poza apteką, a także ograniczenia ich do małych, doraźnych dawek. Z naszych analiz wynika, że mamy ponad 3 tys. preparatów w 360 tys. uprawnionych do sprzedaży punktach. To liczby, które uniemożliwiają w tej chwili jakąkolwiek skuteczną kontrolę, biorąc pod uwagę zasoby kadrowe inspekcji farmaceutycznej. Ten rynek jest dzisiaj całkowicie poza kontrolą. To jest również problem leków sfałszowanych, których dystrybucję ten brak kontroli znacząco ułatwia.
PZ: Jest jeszcze wciąż niezałatwiony problem nielegalnego wywozu leków za granicę. Czy samorząd aptekarski ma pomysł na skuteczna walkę z tym procederem?
E. Piotrowska-Rutkowska: Problem nielegalnego wywozu leków został już dość mocno ograniczony dzięki nowelizacji ustawy refundacyjnej, która ukróciła ten proceder w odniesieniu do aptek. Jednak jak grzyby po deszczu powstawać zaczęły Niepubliczne Zakłady Opieki Zdrowotnej, które kontynuują tę „działalność”. Dlaczego akurat prywatne przychodnie? Odpowiedź jest prosta: te podmioty nie mogą być kontrolowane przez inspekcję farmaceutyczną, więc nielegalny wywóz leków kwitnie i trwa w najlepsze. Rocznie z Polski wyjeżdżają leki o wartości nawet 1 mld zł – to jedna z przyczyn braku dostępności niektórych preparatów dla pacjentów.
PZ: I na koniec zapytam o nowelizację prawa farmaceutycznego. Po ostatnim posiedzeniu zespołu parlamentarnego dużo mówi się o tej regulacji. Tutaj zdania w wielu kwestiach są podzielone…
E. Piotrowska-Rutkowska: Projekt zakłada przeniesienie na farmaceutów odpowiedzialności za prowadzenie aptek, co w praktyce oznacza powrót do tradycyjnej roli apteki, traktowanej jako placówki ochrony zdrowia, w której pacjent jest w centrum uwagi. Tego rodzaju regulacje od wielu lat istnieją choćby we Francji i w Niemczech. W tych krajach pozycja farmaceuty jest na tyle mocna, że jest on wolny od nacisków ze strony menedżerów na realizację wyśrubowanych celów sprzedażowych. Przez to nie muszą oni "uszczęśliwiać" pacjentów promocjami na wysokomarżowe suplementy diety, które mają niewiele wspólnego z procesem leczenia. Co więcej, apteki działają w tym modelu od wielu lat. Nikt nie straszy tam rządu wywłaszczeniami, bankructwami, zwolnieniami, czy - jak słyszeliśmy na ostatnim posiedzeniu zespołu - zamykaniem wydziałów farmaceutycznych na uczelniach. Celem tych regulacji jest przede wszystkim uporządkowanie rynku farmaceutycznego oraz ograniczenie nieuczciwych praktyk rynkowych wymierzonych przeciwko pacjentom.
Rozmawiała Aleksandra Smolińska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!