Aleksandra Gładyś, młoda lekarka walcząca o prawa kobiet w medycynie daje Katarzynie Sójce kredyt zaufania i zapala zielone światło. Wierzy, że częściej będziemy mówić o tym, że młode medyczki to osoby niezwykle wartościowe, które potrzebują równych szans, a nie złotych rad.
Aleksandra Gładyś, lekarka i doktorantka Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Znalazła się na liście "25 under 25" Magazynu Forbes, który wyróżnia najbardziej ambitnych młodych ludzi w Polsce. Doceniono jej działania na rzecz kobiet w ochronie zdrowia. W Fundacji Polki w medycynie zajmuje się projektami badawczymi.
Aleksandra Gładyś: Oczekuję przede wszystkim dialogu z medykami. To jest kluczowe. Daję kredyt zaufania i zapalam zielone światło. Wierzę, że częściej będziemy mówić o tym, że młode medyczki to osoby niezwykle wartościowe, które potrzebują równych szans, a nie złotych rad. Gdy ja byłam studentką, nikt mi tego nie mówił.
Nie oglądałam, ale te słowa słyszałam wielokrotnie. To absurdalne stwierdzenie. Zapewne śledząc serial już bym się zagotowała i nie miałabym ochoty oglądać dalej.
Tak. Niestety, często te słowa padają również z ust innych kobiet. Chodzi o specjalizacje, w których nie dyżuruje się tak dużo i jest czas na oddawanie się obowiązkom domowym. Magdalenę Jutrzenkę czyli znaną w sieci Lekarkę na roślinach, pytano o to, kto zajmuje się jej synkiem, gdy ona ma dyżur. Czy mężczyznom idącym na dyżur także zadaje się to pytanie? Raczej nie.
Przede wszystkim edukować. Biorę pod uwagę fakt, że takie dyskryminujące stwierdzenia nie muszą brać się ze złej woli, ale są uwarunkowane poprzez kulturę, wychowanie, aspekty społeczne. Niewątpliwie kluczowe jest wzmacnianie młodych medyczek w tym, że są mają swoją wartość, są świetne w swoich dziedzinach i nikt nie może tego kwestionować z uwagi na ich płeć. Brakuje też odwagi by sytuacjom dyskryminacji otwarcie się przeciwstawiać. Już na studiach stykamy się z tym, że asystent prowadzący zajęcia jest niemal bogiem, wyrocznią. Wchodzimy w świat mocno zhierarchizowany i mentalnie w nim pozostajemy. Potem w pracy mamy system ordynatorski, bardzo trudno o partnerstwo. W czasie naszej edukacji wielokrotnie obserwowałyśmy, że choć wśród studentów kierunków medycznych przeważają kobiety, to o wiele rzadziej widzi się później kierowniczki klinik, katedr, oddziałów. Proszę pamiętać, że jeśli chodzi o liczbę studentek wśród osób studiujących na dziewięciu poddanych naszej analizie kierunkach medycznych: lekarskim, lekarsko-dentystycznym, pielęgniarstwie, położnictwie, ratownictwie medycznym, farmacji, fizjoterapii, analityce medycznej i elektroradiologii na przestrzeni ostatnich lat, tylko na jednym kobiety nie stanowiły większości: jest to ratownictwo medyczne. Największy odsetek kobiet możemy zaobserwować na położnictwie: około 99%.
Tak, dotyczy głównie pielęgniarek. Teraz się to zmienia, zawód pielęgniarki staje się coraz lepiej zauważany i doceniany, ale wciąż jeszcze mamy do czynienia ze „starymi nawykami”, że pielęgniarka ma wykonywać polecenia lekarza i siedzieć cicho bo przecież jest „tylko” pielęgniarką.
Oczywiście. Niezmiennie uważam, że równe szanse i różnorodność w miejscu pracy są korzystne dla medyków i pacjentów, choć wiele pracy przed nami, żeby tę równość osiągnąć. W Fundacji Polki w medycynie zajmuję się projektami badawczymi, tak też zaczęła się moja przygoda z fundacją: od badania dyskryminacji kobiet w ochronie zdrowia, które zrealizowałyśmy z portalem Remedium.
Autorka: Anna Ginał
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze